Raport z Piszczykiem. Życiowatość życia

Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Mają od parunastu dni sopocianie w swoim kurorcie ulicę imienia Agnieszki Osieckiej. Prowadzi do Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej. Tak się tymczasem składa, że w stosie czekających na moją lekturę książek spoczywa tom Agnieszki Osieckiej "Czytadło. Gawędy o lekturach". Zbiór felietonowych gawęd, poprzedzony wstępem przez Agatę Passent, która zauważa, że wybór książek omawianych przez jej mamę - Agnieszkę Osiecką - to wybór eklektyczny.

To prawda, tyle że akurat taka sama prawda jak ta, że inna poetka, Wisława Szymborska, w swoich "Lekturach nieobowiązkowych" powiada, że gromadzenie różnych niepotrzebnych wiadomości sprawiało jej przyjemność od dzieciństwa. Jak to ma się do Osieckiej? Drobny przykład. Szymborska pochyla się nad "Słownikiem języka łowieckiego", a Osiecka nad "Kalendarzem myśliwskim". Obie autorki zresztą często krążą wokół zjawisk podobnych. Wokół uczuć, miłości, snów. Albo coś takiego. Analizując styl humoru francuskiego powiada Szymborska: "Panowie Krytycy, skoro posługujecie się terminem humor absurdalny, wprowadźcie równolegle absurdalną powagę". Osiecka o "Spisie cudzołożnic" Jerzego Pilcha: "Głębokie poczucie absurdu, komizmu, niesmaku i idiotyzmu towarzyszy bohaterowi w obcowaniu ze wszystkimi kobietami w ogóle. Czy gardzi kobietą, jak Bunuel za niedostatek cnoty?". Niektóre pytania Osieckiej rozbrajają recenzenta. Co uczynić ma taki recenzent, który, powiedzmy, z recenzowaną autorką spał?

Zapamiętałem kilka epizodów z przeszłości. Był rok 1981. Na jakimś seminarium w łódzkiej szkole filmowej, w przerwie między zajęciami spostrzegłem Agnieszkę Osiecką siedzącą samotnie na sławnych schodach uczelni. Siedziała smutna. Wyraźnie czymś zniesmaczona. Nie śmiałem podejść. Był to czas, kiedy poetka w trzech słówkach wyznała to, czego inni nie wyznali, chociaż od niejednego z tych innych oczekiwać by tego należało. Wyznanie Osieckiej: "Piszczyk to ja!". Czy można krócej? Można. Osiecka zdefiniowała życie w dwóch słówkach, wywlekając cechę "życiowatości życia".

Lekki zawód sprawiają mi "Kochankowie poetek". Jak znam życiowatość życia (i dwie poetki), można było z tej substancji więcej wycisnąć. Natomiast nie mogę nie wspomnieć paru sądów na temat pisarzy trójmiejskich. Osiecka zachwycała się "Opowiadaniami na czas przeprowadzki" Pawła Huelle, nazywając go luminarzem naszej prozy magicznej. A recenzując powieść Aleksandra Jurewicza "Pan Bóg nie słyszy głuchych", podkreśliła, że Opisy Czasu u tego autora są tak soczyste, że mógłby mu pozazdrościć każdy pisarz i każdy kronikarz obyczajów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie