Raport z listów. Po co nam kobiety?

Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Każdy kontakt z "Panem Tadeuszem" to w kulturze święto. 13 lat temu w Polskim Radiu 13 wybitnych aktorów poddało dwanaście ksiąg "Pana Tadeusza" (wraz z Epilogiem) lekturze, która trwała ponad 13 godzin. Nie wiem, jak miłośnicy maratonów, ale "Pan Tadeusz" to zniósł.

Dlaczego o tym wspominam. Albowiem teatr Wybrzeże zapowiedział na dzisiejszą sobotę inscenizację "Pana Tadeusza". Możliwe, że inscenizator postanowił dokonać śmiałego eksperymentu artystycznego. Być może jednak jest inaczej i np. teatr zamierza na rozrzutnym wieszczu przyoszczędzić? Oto co się okazuje! Przykrojono - przykro pisać - obsadę. Trudno przed premierą snuć domysły, dlaczego i po co? Wiadomo jedynie, że sam Pan Tadeusz tym razem jeszcze się na deskach ostał. Ale Telimena podobno nie. Sztuka nie trawi parytetów. Jedyną postacią z "drugiej płci" pono ma być Zosia.

Nie robię z tego eksperymentu sensacji. Tym bardziej, że pomysł nie jest nowy. W swoim czasie Juliusz Osterwa reżyserował w Teatrze Narodowym sztukę "Papuga" i - oprócz Niny Andrycz - grali w niej sami panowie. Teatr nie jest po to, żeby się bawić tylko w jakieś "Dwa teatry" czy "Trzy po trzy". A od onego roku, kiedy Adam Hanuszkiewicz zajeździł scenę warkotem motorów Yamaha w "Balladynie", wolno wszystko.

W teatrze, inaczej niż w życiu, nie ma reguł. Ale - jak za Gombrowiczem powtarza Sławomir Mrożek w liście do Erwina Axera - "żyjemy nie tyle według reguł, ile reguły żyją według nas". Rzuciłem się na świeżo wydane "Listy 1965-1996", pisane przez tych dwóch tytanów sceny polskiej i sceny światowej, i świata poza nimi nie widzę. Axer naśmiewa się z reżyserów, którzy topią Halkę w strumyku płynącym z wolna, ale za to wyraża uznanie dla Wiesława Michnikowskiego, który kiedyś w sztuce Schisgala "Sie kochamy" wykonał - na kwadratowej scenie cztery razy cztery - skok z brooklińskiego mostu (Spokojnie! Woda była w miednicy!).

Prowadziłem ostatnio śledztwo dziennikarskie wokół zagadki, gdzie mieszkał Mrożek w roku 1958, kiedy przybył do Gdańska, aby napisać kilka skeczy dla teatrzyku Bim-Bom. W sopockim Grandzie mieszkał. A Tadeusz Chyła w hotelowym barze śpiewał mu "Pietuchę". Z Sopotem łączył się pewien dylemat Mrożka. W 1967 r. otrzymał z Gdańska list od Róży Ostrowskiej, bo oficjalnie wycofał z obiegu swoją "Poczwórkę", kiedy w Teatrze Kameralnym próby szły już pełną parą. Co Mrożek miał robić? "Jedyne wyjście, to chyba pozwolić im grać" - pisał do Axera.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
ZyjEgKdQ

I'm not easily imrpsesed. . . but that's impressing me! :)

Dodaj ogłoszenie