Raport z eksportu. Komiks a sprawa polska

Henryk Tronowicz
Udostępnij:
Zawrotna kariera, jaką komiks zrobił i robi nadal w Ameryce, a jeszcze bardziej zawrotną robi w Japonii, to mocium panie, dla artystów nad Wisłą wyzwanie. Bo niby czemu w komiksach gorsi być mamy? A bo to nie potrafimy zafundować sobie polskiego Supermana, a bodajby nawet słonia jakiegoś, choćby Trąbalskiego, byle tylko na miarę naszych uroczych postępowych czasów!

Weszliśmy akurat w obchody Roku Marii Skłodowskiej-Curie i przypomniałem sobie sprzed 90 lat - choć nie byłem przy tym - wystąpienie znakomitej uczonej podczas spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów. Słynąca z poczucia humoru laureatka Nagrody Nobla opowiedziała wtedy nobliwym słuchaczom dykteryjkę następującą.

Oto w rozpisanym międzynarodowym konkursie literackim na temat słonia, Anglik przedstawił pracę: "Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej". Z kolei Francuz napisał wnikliwy esej o "Seksualnym i erotycznym życiu słonia". A Polak? Polakowi nie w głowie były tam jakieś dociekania pozytywistyczne czy studia psychoanalityczne i napisał opowiadanie, którego przesłanie wyrąbał na odlew w tytule: "Słoń a sprawa Polski".

Dzisiaj pora przestać zawracać sobie imponderabiliami głowę. I zamiast kręcić numery ze słoniem, pokręcimy sobie - sobie i innym - bączka. Nie mam nic przeciwko puszczaniu sympatycznego bączka. Tymczasem parę dni temu puszczono bączka mniej wdzięcznego, ujawniając pokrętny polski komiks wyprodukowany na użytek niemieckich licealistów. Jedni mówią, że to skandal, acz dla innych afera jest dęta, bo jak to, jest wolność słowa czy nie ma wolności?

Nie wiem. Komiksu nie znam. A tego typu historyjki obrazkowe bawiły mnie ostatnio, kiedy puszczałem bączka, dukając w wolnych chwilach rymy Makuszyńskiego w "Przygodach Koziołka Matołka", do obrazków Walentynowicza. Ale parę dni temu w telewizji mówili, że oto jakiś młody wybitny artysta popełnił komiks sławiący Fryderyka Chopina. Tyle tylko, że - jak przystało na nasze urocze, postępowe czasy - artysta dzieło wykonał w serii ideogramów sławiących genialnego kompozytora inaczej.

Podobno ówże młody wybitny artysta wykreował Chopina rodem z rynsztoka. I poleciał całym należnym bluzgiem. Chopin, który, jak wiadomo, przy klawiaturze był tak subtelny i uduchowiony, że hrabianki paryżanki, słuchając jego koncertów, mdlały z wrażenia, onże po odejściu od klawikordu ponoć na boku bryzgał żółcią i bluzgał tak, że żabojadom uszy puchły! Paryż nie Paryż. Dobiorą się romantycznym artychom do skóry artyści rewizjoniści od komiksów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie