Raport z boleści. Zmowa milczenia

    Raport z boleści. Zmowa milczenia

    Henryk Tronowicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Prawo, jakie jest, każdy widzi. Prawo brodzi po grząskim terenie bezprawia. Po strefie, która rządzi się własnymi prawami. Marzena Burczycka-Woźniak napisała maleńką książkę "Prawda i prawo". Lektura szokująca. Nie jest to poradnik dla prawników, choć lektura dla prawników zakazana nie jest. Jest za to obowiązkowa dla tych nieboraków, którzy - niekiedy latami - szarpią się z prawem o dojście do prawdy.
    Burczycka-Woźniak przedstawia straszliwą historię, która zdarzyła się rzeczywiście. Z rozwikłaniem tej okrytej mrokiem historii nie radzą sobie organy sprawiedliwości. Kluczowe wątki zdarzenia mają podtekst kryminalny. "Prawda i prawo" to opowieść o niesamowitej śmierci młodego marynarza z Gdyni, który przed sześciu laty w rejonie Karaibów stracił w niewyjaśnionych okolicznościach życie na statku. Tragedia przerażająca. Strach referować rozpoznane fakty, a mimo upływu lat rozpoznane zostały nie wszystkie.

    Burczycka-Woźniak spisała boleściwe, przejmujące wyznania matki marynarza. Te wyznania nie ograniczają się do wyrażenia dramatu wewnętrznego zdruzgotanej kobiety. Osobną warstwę narracji wypełniają jej doświadczenia w zmaganiach o ustalenie prawdy - konfrontacja matki z prawem i z bezprawiem. Z prawem kulejącym. I z hucpą bezprawia.

    Autorka przyjęła koncepcję mistrzowską. Przez jej literacki reportaż na 120 stronach przewijają się formy prozy obyczajowej i powieści grozy. Każdy rozdział został poprzedzony przejmującą refleksją, nasyconą drażliwymi pytaniami o kondycję moralną człowieka.
    Przedwczoraj zaszedłem do stylowej gdańskiej biblioteki przy ulicy Mariackiej, gdzie odbywał się wieczór promocyjny książki. Z trudem znalazłem wolne krzesło. Kiedy siadałem, pisarz Aleksander Jurewicz ściszonym głosem mówił, że po lekturze "Prawdy i prawa" poczuł się zdrętwiały. W podobnym duchu wypowiadali się inni uczestnicy spotkania. Nie wszyscy ściszonym głosem.

    W pewnej chwili ktoś zwrócił się o komentarz do obecnego na sali kapitana żeglugi wielkiej Marka Błusia, autora sądowej ekspertyzy w sprawie tej śmierci. Według kpt. Błusia, marynarz poniósł śmierć skutkiem wypadku przy pracy. Ale ten wypadek kogoś obciąża - usłyszeliśmy.
    Wieczór zwieńczyła konkluzja krzepiąca. Prokuratura się nie spisała, ale proces sądowy toczy się nadal. Mniej za to może krzepić zasłyszana w bibliotece wiadomość, że oto jedna z poważnych krajowych oficyn zrezygnowała z wydania "Prawdy i prawa". Wydawca wyraził obawę, że nie wiadomo, jak tam było naprawdę.
    Czy sąd przetnie zmowę milczenia?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo