Rami Ungar chce budować statki w Gdyni

Szymon SzadurskiZaktualizowano 
Stocznia Gdynia zbudowała dla Ramiego Ungara 24 samochodowce. W budowie jest kolejny, być może nie ostatni
Stocznia Gdynia zbudowała dla Ramiego Ungara 24 samochodowce. W budowie jest kolejny, być może nie ostatni Tomasz Bołt
Stocznia Gdynia SA decyzją Komisji Europejskiej nie może zawierać nowych kontraktów na budowę statków, nie oznacza to jednak, że nie trafią do niej kolejne zlecenia na samochodowce. Jak się bowiem okazuje, część takich kontraktów planuje przenieść do Polski ze stoczni azjatyckich izraelski armator Rami Ungar.

W ratowanie zakładu, który zgodnie z decyzją urzędników z Brukseli i postanowieniami ustawy kompensacyjnej do31 maja powinien zakończyć swoją działalność, zaangażował się też prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Wysłał on list do premiera Donalda Tuska z prośbą o podjęcie kolejnych rokowań z przedstawicielami KE, aby termin ten przedłużyć. Uzasadnieniem dla zmiękczenia stanowiska KE miałby stać się kryzys gospodarczy.

Jak udało nam się ustalić, na temat przenosin kontraktów na samochodowce z Wietnamu i Korei Południowej do Gdyni toczą się już rozmowy pomiędzy Rami Ungarem a właścicielem gdyńskiego zakładu, czyli Agencją Rozwoju Przemysłu SA. W sprawę zaangażowane jest ponadto Ministerstwo Gospodarki. Na pertraktacje te z nadzieją patrzą pracownicy stoczni.

- Nie jest tajemnicą, że Rami Ungar i towarzystwa klasyfikacyjne mają spore zastrzeżenia do samochodowców budowanych w Wietnamie - mówi Jerzy Miotke, wiceprzewodniczący Rady Miasta Gdyni, oddelegowany przez gdyński samorząd do pilotowania sprawy Stoczni Gdynia. - Na co dzień pracuję w stoczni, więc sprawa jest mi dobrze znana. Azjaci po prostu nie radzą sobie technologicznie z problemem, poszycia kadłubów trzeba więc uzupełniać, statek jest wtedy cięższy i może zabrać na pokład mniej samochodów. Dlatego Ungar chce przynajmniej część z ośmiu azjatyckich zleceń przenieść do Gdyni. Aby było to możliwe, trzeba jednak powołać nowy podmiot gospodarczy, który nie byłby objęty embargiem ustawy kompensacyjnej.

O sprawie słyszał też Dariusz Adamski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Stoczni Gdynia SA.

- Zarząd stoczni wykonuje obecnie analizy, czy przejęcie kontraktów z Azji byłoby rentowne - mówi Adamski. - To jednak bardzo prawdopodobne, bo ceny dostaw urządzeń spadły o 40 procent, z kolei mocno podrożał dolar. Przeniesienie kontraktów byłoby dobrym rozwiązaniem, bo samochodowce, zamawiane seryjnie przez Ungara, wykonujemy z zamkniętymi oczami. KE zabroniła nam co prawda kontraktować nowych statków, ale nikt nie powiedział, że w ogóle nie możemy dalej budować. Można też ubiegać się o czasowe zawieszenie embarga. Tylko wtedy jeśli w stoczni będą dalej budowane statki będzie ona atrakcyjna dla inwestorów.

Kilka lat temu Ungar chciał kupić gdyński zakład. Nie porozumiał się jednak z rządem i zrezygnował. Nie wiadomo, czy izraelski armator wróci do koncepcji kupna stoczni.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie