Rafał Majka: Na igrzyskach w Rio wolę być czarnym koniem niż faworytem

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Zaktualizowano 
Rafał Majka już trenuje w Brazylii
Rafał Majka już trenuje w Brazylii Christophe Ena
Jadę do Rio, żeby walczyć, nie jadę się przejechać - mówi Rafał Majka, najlepszy góral Tour de France, mistrz Polski w wyścigu ze startu wspólnego, piąty kolarz tegorocznego Giro d'Italia i reprezentant Polski na Igrzyska Olimpijskie w Brazylii.

Jak nogi po Tour de France?
Bolą (śmiech).

Mówił Pan wcześniej, że pojedzie na igrzyska tylko wtedy, gdy będzie forma po Tour de France. Jest?
No właśnie, jeszcze nie skończyło się Tour de France, a ja już miałem powołanie (śmiech). To moje pierwsze igrzyska i chciałbym wypaść w nich jak najlepiej. Taki start zdarza się raz na cztery lata i każdy zawodnik chce dać z siebie wszystko. Pojadę po to, żeby walczyć, nie jadę się przejechać. Choć - tak ja, jak i Maciek Bodnar - jesteśmy już bardzo zmęczeni. Przejechałem Giro d’Italia, Tour de France, inne wyścigi, teraz Rio. A po igrzyskach jeszcze nie kończę. To będzie długi i ciężki sezon. W domu mnie nie ma już bardzo długo, żona czeka i tylko walizki przepakowuje.

Ale jak przywiezie Pan medal, to żona Panu wybaczy tę ciągłą nieobecność?
Jest już przyzwyczajona. Wie, że przez najbliższych dziesięć lat będzie musiała ze mną wytrzymać na odległość.

Oprócz zmęczenia po Tour de France czuje Pan taką dodatkowa ekscytację, że to jednak igrzyska olimpijskie, impreza wyjątkowa?
Na pewno tak, choć do presji jestem już przyzwyczajony. Podchodzę do tego bardzo poważnie, tak jak do zresztą do każdego startu, bardzo się koncentruję. Starałem się wypocząć po Tour de France, jeszcze zrobię na miejscu jakiś trening. Przejedziemy z chłopakami z kadry jakąś dłuższą trasę, by nogi były w jak najlepszej dyspozycji. Na igrzyska jedziemy walczyć. Już nieraz udowodnialiśmy, że polskie kolarstwo szosowe jest coraz lepsze. Wiadomo, że o medal nie będzie łatwo, na starcie stanie 150 zawodników z całego świata. Ale trzeba spróbować.

Czuje się Pan jednym z faworytów?
Powiem szczerze, nawet nie chciałbym być faworytem w Rio, wolę być czarnym koniem i zrobić swoje. Trasę znam jest naprawdę bardzo ciężka, w Polsce takich podjazdów nie ma.

Ma Pan takie marzenie, by stanąć na najwyższym stopniu podium i usłyszeć Mazurek Dąbrowskiego?
Wiadomo, że tak. Każdy chciałby zdobyć medal na igrzyskach. W kolarstwie sukces to nie tylko nogi i głowa, trzeba mieć też dużo szczęścia. Reprezentacje są małe, nie liczą po dziewięciu zawodników jak drużyny na innych wyścigach. Może pójść ucieczka, której uda się dojechać do mety i nic na to nie poradzimy. Nie da się kontrolować wyścigu przez cały czas w cztery osoby, żadna reprezentacja nie będzie w stanie tego zrobić.

Ta olimpijska trasa jest cięższa niż te najtrudniejsze klasyki, jak Liege-Bastogne-Liege czy Il Lombardia?
Myślę, że jest tak ciężka, jak jeden z najtrudniejszych górskich etapów Tour de France. Wiadomo, że bardzo silni będą Brytyjczycy: Froome, czy Hiszpanie. Valverde i Rodriguez są dobrze przygotowani. Teraz sprawiają wrażenie bardzo silnych, to faworyci. Ale dlaczego Polacy mieliby nie zagrać w Rio jednej z głównych ról? Mamy bardzo dobrą reprezentację. Powinno być dobrze.

Jak Pan myśli, jak będzie przebiegała rywalizacja? Do mety dojedzie większa grupa, czy raczej kolarze będą wjeżdżać pojedynczo?
Jak już wjedziemy na ostatnie rundy, czeka nas podjazd o długości 8,5 km, jest naprawdę ciężki. Wątpię, by komuś udało się odjechać na minutę, czy nawet na kilkanaście sekund. Wyścig olimpijski rozstrzygnie się na sekundy. Na ostatniej rundzie wszystko się rozsypie, zawodnicy będą jechać pojedynczo, dwójkami, z niewielką przewagą. A wszystko może się i tak zjechać na płaskim. Ale to nie będzie duża grupa.

Co jest ważniejsze: koszulka górala TDF czy medal?
Wiadomo, że medal olimpijski!

A podium wielkiego touru czy medal w Rio?
Podium wielkiego touru już mam, więc na pewno nie(śmiech). Wiadomo, że marzę o wygranej w wielkim tourze i to jest jeden z priorytetów na najbliższy sezon. Ktoś mi kiedyś powiedział: A, piąty byłeś na Giro d’Italia. Wsiądź człowieku na rower, przejedź i skończ Giro jako piąty kolarz. Co prawda nie wyszło tak, jak zakładałem, bo chciałem być trójce. Ale mam jeszcze czas i wszystko przede mną. Przez najbliższych dziesięć lat powinno być dobrze.

Czy ta koszulka najlepszego górala była trudniejsza do zdobycia niż w dwa lata temu?
Bardzo chciałem wygrać etap, nie udało się. Na zjeździe nie ryzykowałem, zwłaszcza, że wcześniej miałem kraksę. Potem postawiliśmy na koszulkę, bo jednak te trzy wygrane etapy już mam. Zdobycie koszulki najlepszego górala to jest wyczyn i jestem z niego bardzo zadowolony. Chyba zapisałem się w historii polskiego kolarstwa z tymi dwiema koszulkami w grochy. To jeszcze nie koniec, może kiedyś uda się wystartować w Tour de France jako zawodnik na generalkę. Lubię ten wyścig, jest gorąco i jest fajna atmosfera, wielu kibiców stoi na trasie.

Może w tej nowej drużynie, o której jeszcze nie możemy nic oficjalnie powiedzieć?
Ale ja nie wiem, bo są spekulacje, że miał być Bahrain, a może Bora (śmiech). Śpię spokojnie, tym się zajmuje mój menadżer. Mówiąc serio - jeszcze nie podpisałem kontraktu, jest kilka drużyn, które są mną zainteresowane. Może po igrzyskach stanie się jasne, gdzie będę jeździł w przyszłym roku.

Te dwa tygodnie przerwy między Tour de France a igrzyskami to nie za duży odstęp czasu?
Najlepiej byłoby, gdyby start był już w tę niedzielę, a nie za tydzień. Bo forma jest najlepsza na zejściu z wielkiego touru. Ale co zrobić, trzeba pojechać jeszcze ciężki trening w Brazylii i przygotować się jak najlepiej.

Trzeci tydzień Tour de France przebiegł tak, jak Pan zakładał? Na ostatnim etapie wjechał Pan na metę razem z najlepszymi
W grupie lidera trochę się męczyłem, ale jeszcze było pod nogą. Cieszyłem się z tego, bo przecież ponad tydzień jechałem w ucieczkach, osiem dni od startu do mety w pełnym gazie. Przegrałem etap, trzy razy byłem trzeci. Żal, że nie zwyciężyłem, a z drugiej strony już prawie dziesięć razy stałem na podium TDF, więc w sumie jestem z siebie zadowolony, drużyna również.

To który wielki tour lubi Pan najbardziej?
Myślę, że Tour de France i Vuelta Espana. Jest ciepło, nawet jak na Tourze popadał deszcz, to i tak było ciepło, nie zmarzłem.

W kadrze Polski na igrzyska jesteście w układzie 2 plus 2: dwóch zawodników z Tinkof: Pan i Maciej Bodnar i dwóch ze Sky: Michał Gołaś i Michał Kwiatkowski. Dogadacie się?
Dlaczego mielibyśmy się nie dogadać? Jeżeli Michał będzie w bardzo dobrej formie, ja się podłożę, nie jest to dla mnie problem. Jedziemy po to, żeby zdobyć medal. Czy ja będę mocniejszy, czy Michał, zrobimy wszystko, by wypaść jak najlepiej. Z wyniku będziemy rozliczani jako cała reprezentacja.

polecane: FLESZ: EURO 2020 - Polacy z rekordową premią za awans

Wideo

Materiał oryginalny: Rafał Majka: Na igrzyskach w Rio wolę być czarnym koniem niż faworytem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie