Radny nie do zwolnienia?

    Radny nie do zwolnienia?

    Sebastian Dadaczyński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Radny miejski Tomasz Jezierski dalej na celowniku swojego pracodawcy. W maju jego "koledzy" z ratusza po raz kolejny nie udzielili zgody na jego zwolnienie. Prawnicy firmy, w której pracuje samorządowiec, stwierdzili jednak, że specjalna komisja, jaką do zbadania tej sprawy powołała Rada Miejska, nie uwzględniła wszystkich faktów i jej decyzja o odmowie rozwiązania z nim umowy o pracę była niesłuszna.
    Jezierskiego pozbawiono posady (menedżera) w czerwcu ub.r., po tym, gdy kierownictwo firmy Classen-Pol w Zwonowicach pod Rybnikiem, produkującej panele podłogowe, uznało, że ma on lekceważący stosunek do współpracowników i brak mu umiejętności pracy zespołowej. Jezierski wszystkiemu zaprzeczył, a decyzję o zwolnieniu zaskarżył w sądzie pracy.

    Sprawę wygrał, gdyż radni są jedną z 36 grup pracowników ustawowo chronionych przed wypowiedzeniem. Mimo to kierownictwo firmy po raz kolejny z nowymi argumentami zwróciło się o taką zgodę do rady. Ta była jednak nieugięta. Na zwolnienie "kolegi" nie zgodziło się aż 21 radnych.

    Prawnicy pracodawcy nie złożyli jednak broni. Teraz nie radnego, a samą... komisję oskarżyli o "naruszenie interesu prawnego".

    - Radni mieli sprawdzić, czy rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło w związku z pełnieniem funkcji radnego - wyjaśnia Janusz Miszkurka, adwokat reprezentujący Classen-Pol. - Jeżeli tak by się stało, rada ma prawo się przeciwstawić. W tym przypadku było jednak inaczej. Umowę z Tomaszem Jezierskim rozwiązano dlatego, że przez pół roku nie stawiał się do pracy. Niestety, widać, że panowie robią sobie "żarty".

    - Pracodawca nie przedstawił komisji wszystkich dokumentów, które świadczyłyby, że odmówił on jakiejś pracy - tłumaczy przewodniczący RM Włodzimierz Mroczkowski. - Stąd komisja miała wątpliwości. Jak nie ma jasnych dowodów, to trudno powiedzieć, że radny zlekceważył pracodawcę.

    Sam Jezierski odpiera zarzut, jakoby nie stawiał się do pracy. Przekonuje, że zawsze był dyspozycyjny, a wywołaną na nowo sprawę nazywa atakiem na jego osobę. Ma nadzieję, że 15 września, kiedy odbędzie się kolejna rozprawa sądowa w Rybniku, wszystko się już wyjaśni. Na to samo liczą radni, którzy zapowiedzieli, że nie będą po raz kolejny badać sprawy. Uważają, że jeżeli pracodawca widzi nieprawidłowości, sprawę niech odda w ręce sądu.

    Tymczasem Miszkurka dodaje, że Jezierskiemu w całej sprawie chodzi wyłącznie o pieniądze. Mówi, że ma on szansę dostać 78 tys. zł odszkodowania za to, że przez pół roku nie pracował. - Pan Jezierski powinien uczciwie przyznać się, że nie jest zainteresowany pracą i honorowo z niej zrezygnować - puentuje.

    - Nie pozwolę, aby ktoś mnie tak traktował, będę walczył do końca - odpowiada radny. - Jeżeli uzyskam odszkodowanie, przeznaczę je na cele społeczne.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo