Radiokomitet, który kolebki nie uratował

    Radiokomitet, który kolebki nie uratował

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Ministerstwo Sprawiedliwości chce wiedzieć, ile i jakie śledztwa oraz postępowania w sprawie Stoczni Gdańsk i Gdynia były lub są prowadzone w polskich prokuraturach.
    Raport na ten temat ma powstać w najbliższych tygodniach w gdańskiej Prokuraturze Apelacyjnej. Szef PA polecił podległym sobie jednostkom skompletowanie akt dotyczących obu stoczni. Jest wśród nich Prokuratura Okręgowa w Toruniu, która ma przygotować dokumentację na temat postępowań prowadzonych w związku z działalnością Społecznego Komitetu Ratowania Stoczni Gdańskiej zawiązanego przy Radiu Maryja.


    Był rok 1996. Zadłużenie Stoczni Gdańskiej wynosiło wtedy 425 mln zł i przekraczało wartość całego jej majątku. Brak zamówień zmusił zarząd firmy do złożenia w sądzie wniosku o upadłość. Ogłoszono ją w sierpniu 1996 roku. Odtąd majątkiem Stoczni Gdańskiej w upadłości zarządzał syndyk, który miał spłacać wierzycieli. Główną część tego majątku - 170 ha, na których wcześniej budowano statki - sprzedał we wrześniu 1998 r. Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej (TKS), której głównym udziałowcem była Stocznia Gdynia. TKS zmieniła nazwę na Stocznia Gdańska Grupa Stoczni Gdynia SA (obecnie już nie istnieje).

    Po upadłości stocznie chciał kupić o. Tadeusz Rydzyk. Dla tego celu stworzył przy Radiu Maryja wspomniany komitet. Pieniądze miały pochodzić ze zbiórki, którą ogłosił na antenie. Tłumaczył, że kolebka Solidarności powinna pozostać w polskich rękach. Pieniądze z kwest i zbiórek, które Radio Maryja prowadziło bez zezwolenia w latach 1997-98, wpłynęły na subkonto radia. Niektórzy członkowie komitetu podają nieoficjalnie sumy od kilkudziesięciu milionów wzwyż. Radiomaryjny komitet nigdy się z nich nie rozliczył. Ile naprawdę było tych pieniędzy, nie wie prawdopodobnie nikt poza o. Rydzykiem. Gdzie się podziały te pieniądze, nie wiadomo. Redemptorysta nigdy nie złożył syndykowi oferty kupna zakładu.

    Kiedy w 1998 roku stocznia została sprzedana TKS, duchowny deklarował, że każdemu, kto zechce, zwróci pieniądze. Czy tak się stało? O. Rydzyk milczy na ten temat. Sprawy nielegalnej zbiórki nie wyjaśniła nigdy żadna prokuratura. Kiedy na biurka toruńskich śledczych wpływały doniesienia o przestępstwie, finał sprawy zawsze był taki sam - "odmowa wszczęcia postępowania". Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, częsty bywalec anteny Radia Maryja, zachowywał się identycznie.

    - Nie zamierzam wznawiać śledztwa w tej sprawie - mówił w czasie, gdy szefował resortowi. - Prokuratura już kilkakrotnie ją badała i nie dopatrzyła się przestępstwa. Nie mam powodów, by w te decyzje wątpić.

    Raport Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku będzie dotyczył również innych osób. Choćby uniewinnionego przez sąd byłego syndyka stoczni Andrzeja Wiercińskiego, oskarżonego o wyrządzenie zakładowi szkody w wysokości co najmniej 91 mln zł, w związku z transakcją sprzedaży stoczni w 1998 roku. - Od 1997 roku postępowań dotyczących obu stoczni było w sumie 19 - mówi wiceszef PA w Gdańsku Aleksander Przytuła.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo