Puszcza Białowieska się sama obroni, wystarczy żeby ludzie nie przeszkadzali [ROZMOWA]

rozm. Łukasz KłosZaktualizowano 
Adam Juźwiak
Adam Juźwiak Archiwum prywatne
Z Adamem Juźwiakiem ze Stowarzyszenia Eko-Inicjatywa, adiunktem Działu Przyrodniczego Muzeum w Kwidzynie, rozmawia Łukasz Kłos.

Puszczy Białowieskiej grozi degradacja - tak twierdzi Ministerstwo Środowiska i białowieskie nadleśnictwa. Powinniśmy interweniować?
Z perspektywy ekologicznej w przyrodzie nic się nie degraduje. Każde stadium ma jakąś swoją wartość. Nawet pożar lasu. To, co z gospodarczego punktu widzenia jest niewątpliwym kataklizmem, dla ekosystemu jest pewnym procesem, który - co oczywiste - wpływa na jego kształt.

Pożar może jest czymś naturalnym, ale puszczy przecież nie chcemy stracić. Może rzeczywiście powinniśmy zacząć działać?
Ale co zamierzamy chronić? Las czy procesy ekologiczne, ten unikatowy, białowieski ekosystem?

A w obu przypadkach nie chodzi o to samo?
Ochrona lasu to dziedzina z zakresu nauk leśnych. Może być całkowicie aprzyrodnicza i aśrodowiskowa. Jej celem jest optymalizacja procesów gospodarczych, a konkretnie produkcji drewna. Z jej punktu widzenia, jeżeli na drzewach występuje kornik, to należy z nim walczyć za pomocą wszelkich dostępnych środków, nie wyłączając chemii, feromonów czy usuwania z lasu drzew trocinkowych. Tyle że to zupełnie nie licuje z ochroną przyrody.

Przecież nie chcemy przerobić Puszczy Białowieskiej na meble.
I całe szczęście! Choć słyszałem też opinie, że drewno w puszczy się marnuje. Póki jednak w miarę zgodnie uważamy, że nadrzędnym celem jest ochrona białowieskiej przyrody, to powinniśmy go realizować, bo to naprawdę unikatowy las, bądź co bądź wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Ale co drwalom po świerkach zaatakowanych przez kornika?
Pod względem jakości surowca kornik to nie problem. Nie to co grzyb. W infekcjach grzybiczych zdeprecjonowana potrafi być cała strzała. Pień gnije i próchnieje od podstawy. A kornik drukarz wyżera korytarze wyłącznie pod korą, pień zostawiając nienaruszony. Dlatego właśnie z gospodarczego punktu widzenia drzewa z kornikiem są w pełni wartościowe, jeśli odpowiednio wcześnie trafią do przeróbki. Ale Puszcza Białowieska to inna historia. Wspominam o tym tylko, by uświadomić, że ochrona lasu często nie idzie w parze z ochroną środowiska, a nawet ochroną przyrody.

Nie rozumiem.
Ochrona lasu, przyrody i środowiska to są trzy pola, które potocznie odbierane są jako zbieżne, w rzeczywistości jednak zakładają nie zawsze spójne cele. Ochrona konkretnego środowiska nie zawsze idzie w parze z ochroną bioróżnorodności gatunkowej przyrody, a tym bardziej walorów gospodarczych lasu.

Zdawałoby się, że w ochronie środowiska i przyrody chodzi o to samo. Tak nie jest?
Niekoniecznie. Celem ochrony przyrody jest ochrona różnorodności przyrodniczej, a więc zasobów genowych oraz procesów, które występują w biosferze. Ochrona środowiska zaś sprowadza się do ochrony środowiska konkretnego obiektu. Jeśli na obszarach malarycznych chcemy chronić człowieka, to będziemy zabijali komary. Jeśli jednak chcemy chronić zasoby genowe i procesy ekologiczne, to te komary będziemy chronili. Na tym przykładzie widać, jak semantycznie podobne pojęcia zakładają odmienne zgoła działania.

A jak to ma się do Puszczy Białowieskiej?
Na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego cel jest postawiony jasno - chodzi o ochronę przyrody z jej unikatowymi, niespotykanymi już nigdzie indziej procesami. Ale BPN to ledwie 1/3 samej puszczy. Pozostałą częścią gospodarują trzy nadleśnictwa. Tam duża część drzewostanu także poddana jest reżimowi ochrony przyrody. Ale też tej właśnie części tyczy się obecna gorąca dyskusja i plany Ministerstwa Środowiska.

Lasy Państwowe twierdzą, że zaatakowane przez kornika jest 230 tys. świerków, w tym 88 tys. to drzewa w wieku powyżej stu lat. Przyznajmy, że te liczby działają na wyobraźnię.
I mielibyśmy je wyciąć i wywieźć z lasu? Pytanie, czy to w ogóle jest potrzebne. Rozumiałbym tę decyzję, gdybyśmy mówili o jakimkolwiek innym lesie o walorach gospodarczych. To normalne, że w takich lasach wyciąga się zainfekowane drzewa z lasu i odnawia stanowiska. Ale mówimy o Puszczy Białowieskiej. To ostatni tak duży las pierwotny na Nizinie Europejskiej. Las, w którym wciąż niezaburzone są pewne procesy ekologiczne. Procesy niepowtarzalne, które trwają tu od setek, jeśli nie tysięcy lat. To wszystko właśnie zdecydowało, że puszcza została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

To co należałoby robić w obliczu inwazji kornika?
W tym jednym szczególnym lesie drzewostan należy pozostawić takim, jakim jest. Na pewno duża ilość martwego drewna będzie gratką dla bardzo wielu gatunków, które w Puszczy Białowieskiej występują.

Według danych ministerstwa, zaatakowane zostało 1,1 tys. ha na 62 tys. ha polskiej części Puszczy Białowieskiej.
Jak by to nie zabrzmiało, to wciąż nie jest szczególnie dużo. Jak wynika z tego zestawienia, to jakiś jeden procent ogólnej powierzchni, sumarycznie dałby obszar przeciętnego leśnictwa. Martwe drzewa powinny zostać w lesie, bo są takie gatunki - jak rysie, sóweczki czy wilki - które od lasów w formie zwartego kompleksu są zależne. Stąd niewskazane jest dzielenie go wycinkami. Oczywiście, ten nadrzędny cel ochrony przyrody nie wyklucza zapewnienia bezpieczeństwa dla ludzi, którzy z tego lasu korzystają, głównie dla turystów. Niemniej jeśli Puszcza Białowieska jest ostatnim takim lasem w Europie, to powinniśmy go chronić. I tyle.

I ze spokojem patrzeć na usychające masowo drzewa?
Po pierwsze, przypomnę, że mówimy o obszarze unikatowym - puszczy, która w swojej kilkutysiącletniej historii niejednokrotnie była wystawiana na oddziaływania destrukcyjnych czynników. Dla tak starego lasu pięcio- czy dziesięcioletnia luka w drzewostanie nie jest niczym szczególnym. A dodatkowo należy pamiętać, że nie jest on złożony wyłącznie ze świerków. Po drugie, nawet jeśli kornik drukarz poważnie uszczupli drzewostan świerkowy, to najprawdopodobniej świerki nie znikną całkiem z tamtego ekosystemu. Z czasem się odrodzą.

Skąd ta pewność?
Choćby z faktu, że kornik nie siada na młodziutkich drzewkach, nie żeruje na siewkach. One przetrwają jego gradację - tę wielką „inwazję” - i odnowią drzewostan. Bo każda gradacja ma to do siebie, że sama siebie ogranicza, bo w końcu wyżre to, co miała do wyżarcia. A przy okazji stanowi motor napędowy dla innych gatunków, bo taki dzięcioł trójpalczasty ma właśnie bogatą bazę pokarmową. Dla niego akurat to jest świetny układ. Nam się wydaje, że jak widzimy uschnięte, powalone drzewa, to las wymarł.

A tak nie jest?

A skądże! Ten las wciąż żyje, rozpad jest tylko powierzchowny. Jeżeli tylko będzie dostęp do światła, to w tych miejscach będą wyrastały drzewa i odradzały się siedliska. Warto pamiętać, że w strefie klimatycznej, w której żyjemy, las jest docelowym stadium rozwoju biocenozy. A przy okazji te drzewa, które będą wyrastały spontanicznie, będą najlepiej dostosowane do aktualnych warunków. Jest jeszcze trzecia kwestia, kto wie, czy nie ważniejsza. Nie można bowiem zrzucać winy za kondycję białowieskich świerków tylko na kornika.

Jak to?
To nie jest tak, że rosły sobie zdrowe świerki, a kornik na nie wszedł i żeruje. Prawdopodobnie swoją rolę ma też ocieplenie klimatu i obniżenie wód gruntowych. Ostatnie dwa lata susz mogły wpłynąć na to, że te drzewa są zestresowane.

Drzewa zestresowane? Jak to?
Stres może wynikać z nieoptymalnych warunków życiowych. A drzewa zestresowane są bardziej podatne na atak szkodników. Od kilkudziesięciu lat mówimy o tym, że w związku z globalnym ociepleniem populacja świerka będzie wycofywać się bardziej na północ i wschód, że zasięgi występowania poszczególnych gatunków będą się zmieniać, że Puszcza Białowieska jeszcze bardziej będzie się przebudowywać w stronę grądów. Ale, jak widzimy, to, że o tym od dawna mówi się w specjalistycznym gronie, jakoś nie przebija się do powszechnej świadomości.

To dobrze czy źle, że Puszcza Białowieska przeobraża się?
Ani dobrze, ani źle, bo wartościowanie nie przystaje do procesów naturalnych. Oczywiście, możemy oceniać pewne zjawiska z perspektywy gospodarki człowieka. Ale co z tego, że postanowimy sobie hodować w Polsce baobaby, skoro u nas jest na nie za chłodno. I tylko będziemy się wkurzać z braku sukcesów takiej hodowli. Taki mamy klimat - jak to stwierdziła niedawno jedna pani minister.

A co my możemy zrobić z tym, że puszcza się zmienia?

Nic. A jeżeli już mamy interweniować, to powinniśmy raczej przewidywać i wspierać te tendencje, które pojawiają się w naturze. Niemniej nie jest też tak, że prowadzimy w Polsce rabunkową gospodarkę leśną. Staramy się utrzymywać dziki charakter lasów, to cenne. Model gospodarowania lasami, który przyjęto w naszym kraju, naprawdę uznawany jest za wzorcowy. Są kraje na Zachodzie, które mogłyby uczyć się od nas. Lasy Państwowe wykonują dobrą robotę, a w tym jednym przypadku - Puszczy Białowieskiej - myślę, że mogłyby odpuścić.

rozmawiał Łukasz Kłos

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie