Przemysław Staroń, psycholog: Gdzie szukać nadziei w dobie pandemii? I jak zarażać się optymizmem? [ROZMOWA]

Tomasz Chudzyński
Przemysław Staroń: Tak jak stosując higienę fizyczną - myjemy i odkażamy ręce - tak trzeba zastosować podstawowe zasady higieny emocjonalnej Paweł Lęcki
Działanie, bycie z kimś, solidarność. W dobie koronawirusa mamy dziś powrót do wspólnot. Tego świat potrzebuje. Zapomnieliśmy o wspólnotach w dzisiejszym świecie, bezradnym, gdy Matka Natura bierze sprawy w swoje ręce - mówi Przemysław Staroń, psycholog z Uniwersytetu SWPS, Nauczyciel Roku 2018 i doradza, jak nie oszaleć w czasie społecznej kwarantanny.

- Jesteśmy w stanie zagrożenia i odosobnienia. Kwarantanna społeczna na pewno wpłynie na psychikę obywateli.
- Musimy o tym rozmawiać cały czas, właśnie teraz, nawet do znudzenia. Ludzie potrzebują umiejętności „ogarniania” swoich emocji na co dzień, nie tylko gdy jest kwarantanna i koronawirus, choć w obecnej sytuacji jest to umiejętność szczególnie ważna. Cóż, my, psychologowie, mówimy od dekad, że emocje to najcenniejsza rzecz, o jaką należy dbać, ale wciąż wiele osób podchodzi do tego pobłażliwie, lekceważąco, nierzadko wręcz kpiąco („co ty, baba jesteś?” - to tylko jeden z wielu przykładów). Tymczasem sprawa jest prosta - razem z życiem biologicznym psychika ludzka jest najważniejsza dla naszej egzystencji, a wrota i do ciała, i do psychiki otwierają emocje. Dlatego trzeba umieć nimi zarządzać, czego system edukacji w Polsce zupełnie nie uczy. Nie umiemy tego robić na co dzień, a tym bardziej w perspektywie takich sytuacji, jak pandemia i wielotygodniowa kwarantanna. Taką wiedzę trzeba dziś zatem szerzyć jeszcze intensywniej. Należy dodać, że wielu z nas w sytuacjach nadzwyczajnych, pod wpływem adrenaliny, potrafi działać z zimną krwią, jednak po pierwsze nie dotyczy to wszystkich, a po drugie - często po spadku napięcia pojawiają się bardzo poważne problemy emocjonalne. Stąd właśnie konieczność uniwersalnej troski o emocje.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

- Jak to wytrenować w obecnej sytuacji?
- Tak jak stosując higienę fizyczną - myjemy i odkażamy ręce - tak trzeba zastosować podstawowe zasady higieny emocjonalnej. Należy szukać tego, co we mnie „siedzi”, zastanowić się, co czuję, co mnie wkurza, czego się boję, co wywołuje mój smutek. Dotrzeć do tego - co samo w sobie może nie być łatwe, bo emocje lubią zakładać maski. Następnie trzeba pozwolić sobie na ekspresję. To jest fundamentalna kwestia - bardzo często powtarzam metaforę terapeutyczną: „albo ekspresja, albo depresja”.

- Trzeba wrzeszczeć, biegać?
- Najprościej porozmawiać z kimś bliskim. Sposobów jest mnóstwo - warto poszukać ich w internecie, choć tu sugerowałbym korzystać z tych rzetelnych, zamieszczonych na stronach profesjonalnych organizacji psychologicznych i ośrodków terapeutycznych. Warto także pamiętać o jeszcze dwóch innych, fundamentalnych zasadach: mieć świadomość, że do każdej z naszych emocji mamy prawo, żadna z nich nie podlega ocenie moralnej, a jednocześnie pamiętać, że to nie oznacza, że mamy pozwolić, aby nami zawładnęły. I te zasady wcielać w życie, roztaczając je na innych.

- Na dzieci, seniorów.
- Gdy dziecko mówi „boję się”, to nie wolno podchodzić do tego w sposób lekceważący, uciszać je, uspokajać na siłę, tylko powiedzieć mu, że widzi się jego uczucia, że nie są niczym złym, wręcz przeciwnie, są czymś zupełnie normalnym, i podkreślić, że jest się z nim w tej sytuacji. Zarządzanie emocjami jest sednem problemu, ale z drugiej strony dopiero pewnym... wstępem do jego rozwiązania. W momencie, gdy organizm człowieka znajduje się w stanie napięcia, to on nie będzie w stanie ot tak, pstryk, przejść do zwykłego funkcjonowania. Dlatego ludzie dziś skarżą się, że nie są w stanie czytać książek czy cierpią na bezsenność. Bo chcą znieść napięcie. A ono, zwłaszcza w tych obecnych realiach, siedzi w nas głęboko. Zarażamy się także nim od innych. Napięcia można się pozbyć, a przynajmniej je zminimalizować, ale trzeba robić to mądrze, bo inaczej nie będzie to skuteczne.

- Gdy ktoś pracuje w korporacji, to uczą go np., by pokroił swój problem na kawałki i mierzył się z nimi po kolei.
- Jak już się w to wgłębiamy, to powiem tak - generalna zasada psychologicznego myślenia mówi o łączeniu dwóch podejść poznawczych: nomotetycznego, polegającego na szukaniu uniwersalnych prawd i zasad rządzących ludzkimi zachowaniami i ludzką psychiką, oraz podejścia idiograficznego, które uczy, że każdy z nas jest odrębną jednostką i radzi sobie inaczej. Chodzi o to, by odnaleźć siebie w tych dwóch kierunkach i zastanowić się, jak rezonują one w naszym przypadku, jak wpływają na nasze życie. Chodzi o szukanie złotego środka, o którym pisał Arysoteles. Dzielenie zadania na fragmenty jest uznaną formą radzenia sobie z problemami, które nas przerastają. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że dla każdego z nas skala takich zadań będzie różna - np. kogoś będzie przerastał sprawdzian z matmy, którego zaliczenie dla kogoś innego to będzie „pikuś”. Tu wchodzi bardzo ważna kwestia - indywidualizacji spojrzenia. Jest to także istota tego, co mówiłem o emocjach i konieczności zadawania sobie pytań o nie. Niezwykle ważne jest doświadczenie, uświadomienie i zrozumienie procesów, które nami kierują: co myślę i czuję. Wtedy zaczynam sobie z nimi radzić. Dowiodły tego np. badania prof. Clarka prowadzone nad pacjentami z atakami paniki. Gdy pacjenci byli świadomi tego, co się działo z nimi podczas badań, ataki były dużo rzadsze.

- A jeśli ktoś chce w czasie wszech panującej kwarantannyod świata odciąć, słuchać muzyki, czytać książki?
- No i dlatego podkreślam: poznaj samego siebie! Róbmy wszystko, co na nas działa. To jest kwestia indywidualna. I jednocześnie nie zamykajmy się na bliskich.

- W przypadku emocji i koronawirusa mieliśmy huśtawkę. Jeszcze na początku lutego nikt się w Polsce epidemią nie przejmował. Nagle telewizyjne obrazki z Chin stały się obrazkami z Polski.
- Od lat jesteśmy przyzwyczajeni do wszechobecności mediów, do informacji o katastrofach, klęskach i wojnach. Dlatego widać było w społeczeństwie mechanizm zwany w psychologii habituacją, czyli wygaszania reakcji na bodziec. Oswajamy się. Swego rodzaju bagatelizowanie to też mechanizm obronny zwany zaprzeczeniem, bo wolimy opanować lęk, zmniejszając jego prawdopodobieństwo. Dziś świat jest masowo komentowany za pomocą humorystycznych memów. Takie były też w przypadku koronawirusa. Bo jest to sposób radzenia sobie z napięciem. Jednak reakcje społeczeństwa to jedno. Czym innym jest zachowanie władzy. Przypomnijmy sobie, że jeszcze całkiem niedawno, choć zagrożenie epidemią było już wyraźne, partia rządząca i prezydent przekazali ogromną kwotę na telewizję publiczną, która obecnie jest de facto telewizją propagandową. Dziś rząd dziękuje służbie zdrowia, oczekuje wielkich czynów od nauczycieli, a chyba wszyscy pamiętają jak traktowano lekarzy rezydentów czy strajkujących belfrów. W obecnej sytuacji zagrożenia rząd reaguje w sposób, który budzi w niektórych poczucie szacunku. Tylko że jest to działanie czysto atawistyczne: gdy pojawia się ryzyko zakażenia nieznaną chorobą, człowiek instynktownie z nim walczy. Niestety, gdy można było przygotowywać kraj na różnego rodzaju wydarzenia, władza wykorzystywała wszelkie zasoby - energię, pieniądze i czas - do realizacji swoich partykularnych celów politycznych. To jest przerażające, a cenę płacimy my wszyscy, Uważam, że dziś powinniśmy zawiesić polityczną działalność wyższego szczebla, absolutnie także przesunąć datę wyborów prezydenckich. Są inne, absolutne priorytety.

Czytaj także

- Koronawirus zabija, ludzie umierają.
- Proces kwarantanny, w którym obecnie jesteśmy, przypomina przeżywanie żałoby wynikające z konieczności opłakania straty. Każdy z nas radzi sobie dziś ze stratą, choćby przejściową - np. brakiem możliwości wychodzenia z domu. Wielu uczniów przez lata przygotowywało się do olimpiad przedmiotowych i dziś, gdy są one anulowane, przeżywają potworne rozczarowanie. Na początku kwarantanny gremialnie pojawiało się poczucie niedowierzania, a także zadowolenia i ulgi - pojawiały się myśli: wyśpię się, odpocznę. Jednak przychodzą kolejne dni, a potem następne… Zmieniają się w nas emocje. Rośnie zmęczenie tą sytuacją, lęk o przyszłość.

- Pojawiają się pustka lub strach o finanse chociażby.
- Dokładnie tak. Emocje w czasie kwarantanny będą się zmieniać etapami. Jest to dobry moment, by zderzyć się z istotą naszego życia i uświadomić sobie, że jedyną stałą w tym świecie jest zmienność. Co najważniejsze, nie możemy być w tym czasie samotni.

- Tyle tylko, że jesteśmy odizolowani od siebie. Myśli pan pewnie o nowych środkach komunikacji, ale wielu seniorów nie potrafi z nich korzystać, a to oni są głównie narażeni na choroby. W dodatku, tak jak pan mówił, nie byli mentalnie trenowani. I nawet do kościoła nie powinni chodzić z uwagi na bezpieczeństwo.
- Gdyby ktoś powiedział jasno i wyraźnie seniorom, że kościoły są tymczasowo zamknięte, byłby to wyraźny komunikat i dobry krok, umożliwiający jak najszybsze poradzenie sobie z rozpadem znanej struktury. Bo lęk wynika właśnie z braku struktury, np. braku możliwości pójścia do szkoły, codziennej rutyny czy właśnie udania się do kościoła na cotygodniową mszę. To jest w pewnym sensie odebranie nam bezpiecznej podstawy życia. Dlatego w takich sytuacjach wyraźne komunikaty są tak ważne. Pamiętajmy o tym, że prawo kanoniczne przewiduje m.in. absolucję generalną, komunię duchową, uczestnictwo w mszy poprzez oglądanie czy słuchanie jej transmisji w mediach. My dziś musimy wszyscy myśleć bardzo intensywnie o seniorach, ale także o dzieciach, o osobach samotnych, osobach, które mają problemy depresyjno-lękowe, na które system nie zwraca uwagi, o czym choćby świadczy stan psychiatrii dziecięcej i brak realnie dostępnej opieki psychologicznej w tym kraju. Ja się bardzo cieszę z oddolnego ruchu pomocy, wsparcia, który działa dziś w Polsce. Mam pewną absolwentkę, o imieniu Oliwia. Ona zawsze była zaangażowana we wsparcie osób starszych i w tym trudnym czasie również organizuje mnóstwo pomocowych akcji. Inicjatyw jest bardzo wiele, nie tylko wzajemnej pomocy, ale także propozycji edukacyjnych czy kulturalnych. Ja z tych dzieciaków, i w ogóle ze wszystkich wychodzących poza siebie ludzi, jestem przeogromnie dumny. Seniorzy także się włączają - w porządku, siedzą w domach, ale mogą do kogoś zadzwonić, porozmawiać, co wyraźnie oferują chociażby w internecie, z którego korzysta ich niemała liczba. Wie pan, patrząc na społeczeństwo, wierzę, że wspólnie, a wręcz wspólnotowo damy radę z tą epidemią. I nawet jeśli to takie typowe, że część z nas zrywa się tylko wtedy, gdy już naprawdę się pali, to lepsze to niż niezrywanie się w ogóle.

- Wolontariusze w czasie kwarantanny zarażają, tyle że optymizmem?

- To jest piękne zjawisko i przede wszystkim konkretne działanie. W takich sytuacjach jak kwarantanna i zagrożenie epidemią to właśnie liczy się najbardziej, a nie jałowe dyskusje, które ani nie służą wyrażaniu emocji, ani budowaniu bliskości, ani rozwiązywaniu problemów. Działanie, bycie, wyrażanie i przyjmowanie uczuć, solidarność. To jest absolutny fundament. W sumie, jak tak rozmawiamy, to uświadomiłem sobie, że w dobie koronawirusa mamy dziś realny powrót do wspólnot. Czyli do tego, co zawsze było i jest tym, czego potrzebujemy i jako konkretni ludzie, i jako ludzkość. Tego potrzebuje nasz świat. Zupełnie w tej naszej zagubionej, współczesnej rzeczywistości zapomnieliśmy o tym, co jest najważniejsze. A teraz wszystko wraca na swoje miejsce, gdy Matka Natura wzięła sprawy w swoje ręce. Róbmy wszystko, aby nauka nie poszła w las. Tak długo, jak się da.

- Myślę jeszcze intensywnie o rodzicach. Opieka np. nad trójką małych dzieci to wielki wysiłek. Jak tu nie zwariować?
- Te rady, o których mówiłem, mają charakter uniwersalny. Trzeba mieć świadomość, że będą one musiały być dostosowane do poszczególnej, konkretnej sytuacji. Rada „bądźmy dla siebie wsparciem” inaczej będzie działała w przypadku seniora, inaczej dziecka, a jeszcze inaczej rodzica. W mediach społecznościowych Szymona Hołowni, któremu w kampanii prezydenckiej doradzam w obszarze edukacji, codziennie zamieszczam film z cyklu „Edukwarantanna” - z propozycjami, co można robić w domu z dzieckiem, pokazuję pomysły na aktywności, ale także daję narzędzia emocjonalnego radzenia sobie z tą trudną sytuacją wszystkim dorosłym. Podobnie robi wielu innych nauczycieli i społeczników. Młody człowiek, który nie ma jeszcze takiego zasobu doświadczeń jak dorosły, którego układ nerwowy dopiero się kształtuje, powinien mieć zapewnione jak największe emocjonalne bezpieczeństwo. Trzeba zmniejszać u dzieci napięcie, a nie potęgować je. Nie da się jednak tego zrobić, gdy rodzice są zmęczeni i zestresowani. Oni nie mogą zapominać o sobie. Emocje, o których mówiliśmy na samym początku, są tu kluczowe. I zadbanie o siebie w pierwszej kolejności. A jeśli ktoś nie wierzy, niech przypomni sobie, kto powinien mieć jako pierwszy założoną maskę tlenową w samolocie - i dlaczego.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

"Koniec szczęścia, wspólnotom pozostała modlitwa nie ma czym zarażać optymizmu bez Boga i nie doświadczasz istnienia Boga " !

G
Gość

Kiedy życie daje nam w kość… Modlitwa jest najlepsza do odmawiania w przeciwnościach losu !

Dodaj ogłoszenie