Przemysław Słowikowski: Wiem, że dobrze sprawdzam się na...

    Przemysław Słowikowski: Wiem, że dobrze sprawdzam się na takich dużych imprezach [rozmowa]

    Rafał Rusiecki

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Przemysław Słowikowski: Wiem, że dobrze sprawdzam się na takich dużych imprezach [rozmowa]

    ©Piotrhukalo

    Przemysław Słowikowski, sprinter Floty Gdynia, przygotowuje się do mistrzostw Europy w Berlinie
    Przemysław Słowikowski: Wiem, że dobrze sprawdzam się na takich dużych imprezach [rozmowa]

    ©Piotrhukalo

    Pierwszy ważny etap sezonu letniego, czyli mistrzostwa Polski, już za Tobą. Jak będziesz wspominał występy w Lublinie?

    Przede wszystkim w pamięć zapadł mi pierwszy dzień, czyli eliminacje i finał „stumetrówki”. Deszczowe warunki, zimno, spore opóźnienie zawodów. To wpływało na to, że poziom irytacji na tych zawodach był duży. Warunki były trudne, ale - tak czy siak - wszyscy startowali w takich samych. Typowe sprawdzenie, kto jest mocniejszy fizycznie i psychicznie. Ten brązowy medal traktuję jako duże osiągnięcie.

    Bardziej jesteś zadowolony z występu w biegu na 100 czy 200 metrów?

    Powiem tak, z obu medali jestem zadowolony na równi. To krążki tego samego koloru i tyle samo wysiłku mnie kosztowały. Oczywiście na 200 metrów tego wysiłku jest troszkę więcej. Bardziej celowałem w medal na 100 metrów, a ten drugi był swojego rodzaju dodatkiem. Nie ukrywam, że mam lekki niedosyt, bo szacowałem, że może być nawet srebrny medal. Moją ambicją było, aby pokusić się nawet o złoto. W biegu finałowym mistrzowskich zawodów ważne jest jednak, który zawodnik popełni mniej błędów. Ważna jest reakcja startowa, bieg na dystansie. Te wszystkie elementy trzeba odpowiednio połączyć. Do tego doszły trudne warunki i wiele rzeczy nas rozpraszało.

    Prognozy pogody w Berlinie sprawdzasz?

    Nie sprawdzałem i nie chcę tego robić. Mam nadzieję, że przyjadę do Berlina i podczas biegów sprinterskich będzie słoneczna pogoda i wiatr w plecy. Nie chcę się nastawiać na to, żeby śledzić pogodę i popsuję sobie nastrój ewentualną prognozą na deszcz. Prawda jest taka, że do sprintu muszą być odpowiednie warunki. Żeby padały dobre wyniki musi być ciepło. Fajnie, jeśli jest ten wiatr sprzyjający, w plecy.

    Stadion Olimpijski, arenę mistrzostw Europy, znasz?

    Nie byłem jeszcze nigdy w Berlinie. Jestem bardzo podekscytowany myślą o starcie na tym stadionie. To stadion, na którym padł rekord świata Usaina Bolta - 9,58 (na mistrzostwach świata w 2009 roku - przyp. red.). Jest tam na pewno bardzo szybka bieżnia. Mam nadzieję, że uda mi się też tam swój rekord wyśrubować.

    W Berlinie pobiegniesz na 100 metrów i w sztafecie 4x100 metrów. Z jakimi nadziejami?

    Dwa lata temu, kiedy jechałem na mistrzostwa Europy do Amsterdamu, moim celem było przebycie eliminacji i dostanie się do półfinału. To było indywidualne marzenie. Teraz ten cel jest troszeczkę wyższy. W 2016 roku byłem 15. W Berlinie chciałbym awansować do pierwszej dziesiątki najlepszych sprinterów w Europie. Mam z tyłu głowy, że finał, to byłoby coś super, coś wielkiego. Wiem jednak, że poziom jest naprawdę solidny i to może być trudne zadanie. Zobaczymy, na mistrzostwach Europy różni zawodnicy różnie reagują. Ja z doświadczenia wiem, że dosyć dobrze sprawdzam się na takich dużych zawodach. Jest szansa, żeby zakręcić się koło finału.

    Ostatnio Polska może poszczycić się fenomenalnymi wynikami w sztafetach na dłuższych dystansach. Jak to będzie w waszym przypadku?

    Mamy z chłopakami duże ambicje. Stworzyliśmy naprawdę mocną ekipę. Jest już trzech zawodników, którzy w tym roku mają wyniki poniżej 10,30. Nie pamiętam, kiedy wcześniej była tak dobra sytuacja. Gdzieś ten sprint był traktowany tak na uboczu, trochę po macoszemu, szczególnie w Polsce. Rzeczywiście, brakowało wyników, zawodnika, który pociągnie to do przodu. W tym roku bardzo mocno skupiliśmy się na treningu indywidualnym. Sztafetę odstawiliśmy troszeczkę na drugi plan. Dla nas w Berlinie finał jest rzeczą oczywistą. Nie jest to żadna chora ambicja. Powinniśmy do tego finału wejść. Szczerze mówiąc, możemy nawet powalczyć o medal. Biegamy w tym sezonie na poziomie 38,70. Dwa lata temu w Amsterdamie wynik 38,69 dał nam szóste miejsce. Tam był jednak duży niedosyt, bo nie wyszło nam na zmianach. W tym roku wynik 38,50 możemy pobiec na zawołanie. To oczywiście jest sport i musi wszystko wyjść. Zobaczymy, jak wyjdzie na miejscu. Zaczęliśmy właśnie zgrupowanie w Cetniewie, gdzie te będziemy szlifować jeszcze tą technikę zmian sztafetowych.

    Fizycznie czujesz się dobrze. Przed Tobą nie pierwsze już zawody o tak wysoką stawkę. Czy czujesz, że rzeczywiście mentalnie gotowy jesteś na rywalizację z najlepszymi sportowcami?

    Na pewno w tym roku będzie już inaczej, niż dwa lata temu. W Amsterdamie rzeczywiście debiutowałem na tak dużej imprezie, mimo że już wcześniej miałem okazję startować na przykład w drużynowych mistrzostwach Europy. Mimo to na drużynowych mistrzostwach Europy biega się dla drużyny. Tutaj liczy się indywidualny mój wynik i wszystko to, co robię dla siebie. Mam już troszeczkę doświadczenia, wiem jak to wszystko wygląda. Jest oczywiście taki niepokój, delikatny stres. Będzie się pewnie z każdym dniem zwiększał, im bliżej będziemy docelowej imprezy. To nie jest jednak stres, który wywołuje u mnie zacofanie, tylko taki pozytywny stres, który mnie jeszcze bardziej nakręca.

    Jak spędzisz te ostatnie dni przed mistrzostwami Europy?

    W piątek miałem start, ostatni indywidualny, w memoriale Janusza Sidły w Sopocie. Do 5 sierpnia jestem w Centralnym Ośrodku Sportu we Władysławowie. Stamtąd bezpośrednio pojedziemy na lotnisko w Gdańsku i polecimy do Berlina.

    W memoriale Sidły pobiegłeś tylko w eliminacjach. Dlaczego zabrakło Cię w finale?

    Mówiąc w skrócie, swoje miejsce w biegu finałowym oddałem innemu zawodnikowi, ponieważ w czasie memoriału dwóch chłopaków walczyło o miejsce szóstego do sztafety na mistrzostwa Europy.

    To chyba wielki plus, że na ostatniej prostej wszystko dzieje się tak blisko domu?

    Tak, to naprawdę ogromny plus. Jestem bardzo zadowolony, że pierwszy raz mam wylot na tak dużą imprezę od siebie, z Gdańska. Jestem z Gdyni, ale traktuję to, jakbym był u siebie. Zawsze wcześniej była gdzieś ta podróż, obóz w Spale. Z tymi wielkimi torbami do Spały trzeba się było dostać. Później do Warszawy na lotnisko. Teraz nie wiem, jak to będzie wyglądało z naszym powrotem, czy wrócimy do Gdańska czy Warszawy. Przelot do samego Berlina będzie jednak dla nas dużym ułatwieniem i wygodą.

    Jeśli w sztafecie zdobędziecie medal, to bardzo prawdopodobne, że będziecie wracać przez Warszawę. Na taką trasę w takich okolicznościach chyba się nie obrazisz?

    Jeśli doszłoby do takiej sytuacji, że uda mi się w Berlinie zdobyć medal jakiegokolwiek koloru to nie ma dla mnie znaczenia, którędy będę wracał do Polski. Medal na takich dużych zawodach to spełnienie sportowego marzenia, a marzenia trzeba spełniać. (śmiech).

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo