Przekop Mierzei Wiślanej budzi wątpliwości ekologów

Tomasz SłomczyńskiZaktualizowano 
Urząd Morski w Gdyni
Coraz częściej się mówi, że niebawem ruszą prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej, niezależnie od tego, co myślą o tym ekolodzy.

Poseł PiS Andrzej Jaworski stwierdził, że zagrożenie dla środowiska, wynikające z realizacji przekopu mierzei, będzie „znikome”, zaś minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk skonstatował, że w ekologicznym sporze „chodzi o jeden gatunek ptaka”. Obydwaj twierdzą, że roboty budowlane rozpoczną się niebawem - jeszcze w tym roku lub w 2017. Może to oznaczać, że rząd zamierza przekopać mierzeję wbrew obowiązującemu prawu.

Mikołajek, minóg i sowy

Problem z przekopem Mierzei Wiślanej ma charakter prawny. Na terenie, gdzie mają rozpocząć się prace budowlane, znajdują się cenne przyrodniczo obszary: „Specjalny Obszar Chroniony Siedlisk Natura 2000” oraz Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana. Taki status terenu powoduje, że jest on chroniony zarówno prawem krajowym, jak i unijnym. Jeśli chodzi o obszar Natura 2000 - krajowa ustawa o ochronie przyrody przewiduje możliwość dokonania tam ingerencji tylko na zasadzie wyjątku, pod ściśle określonymi warunkami. Zalicza się do nich „nadrzędny interes społeczny”. Ale nawet wtedy konieczne są konsultacje z Komisją Europejską.

Takie konsultacje trwają obecnie. W przyszłym tygodniu ma do Warszawy przyjechać w tej sprawie unijny komisarz ds. środowiska, gospodarki morskiej i rybołówstwa Karmenu Vella.

Co w rejonie planowanej inwestycji jest chronione? Na terenie Zalewu Wiślanego znajdują się tzw. siedliska przyrodnicze (chodzi m.in. o wydmy, zatoki czy lasy), gdzie - jak wynika z dokumentów określających zakres ochrony „Natura 2000” - stwierdzono występowanie chronionych gatunków roślin i zwierząt. Wśród nich jest na przykład objęty ścisłą ochroną mikołajek nadmorski czy minóg morski - określony w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt jako gatunek „bardzo wysokiego ryzyka, silnie zagrożony” lub ptaki - bączek i błotniak zbożowy - określane jako „narażone na wyginięcie”. Dane dotyczące poszczególnych gatunków, sprzed kilkunastu lat, są obecnie weryfikowane. Nie ulega jednak wątpliwości, że zarówno cały Zalew Wiślany, jak i jego część znajdująca się w bezpośredniej bliskości planowanego przekopu są obszarami wyjątkowo cennymi przyrodniczo.

Przebiega tędy również szlak ptasich wędrówek, od Syberii do południowej Europy. Podczas organizowanych co roku na mierzei specjalnych akcji naukowcy i wolontariusze obrączkują ok. 500 migrujących sów - różnych gatunków, z których wszystkie są pod ochroną, a niektóre - bardzo rzadkie. Trudno byłoby znaleźć w Polsce inne miejsce, w którym możliwy byłby taki rezultat.

Dzika plaża czy ładny falochron

We wrześniu 2015 roku Urząd Morski przygotował (drugą już) „Prognozę oddziaływania na środowisko” dla przekopu mierzei. Obecnie dokument ten jest przedmiotem negocjacji z Komisją Europejską.

W „Prognozie” przygotowano cztery warianty inwestycji - w różnych lokalizacjach. Strona polska w negocjacjach z Brukselą przyjęła jeden z nich - przekop ma powstać w miejscowości Nowy Świat. Dziś w tym miejscu od strony Zatoki Gdańskiej znajduje się szeroka plaża. W ramach inwestycji planuje się tu wybudowanie wejścia do kanału żeglugowego. Mają powstać betonowe falochrony, na odcinku ok. 350 metrów brzegu. Ponadto urobek z przekopu mierzei ma być odkładany na plaży lub na plaży i w wodzie Zatoki Gdańskiej. W ten sposób przekształcony zostałby dodatkowo odcinek plaży o długości od trzech do kilkunastu kilometrów - w zależności od przyjętego rozwiązania (chodzi np. o nasypanie pasa o szerokości 50 m i wysokości 2 m). Tak wyglądałaby inwestycja od strony Zatoki Gdańskiej. Poza sporem jest, że nieodwracalnie wpłynęłaby na walory krajobrazowe. Jednak, zdaniem zwolenników przekopu, śluza i falochrony, a także przepływające statki, to wszystko wzbogaciłoby ten krajobraz i uatrakcyjniło go turystycznie.

Toksyczna wyspa

O ile walory krajobrazowe wydają się być bronią małego kalibru w rękach ekologów, to prawdziwą armatą są - w świetle restrykcyjnych przepisów - zagrożenia dla chronionych unijnymi przepisami siedlisk.

Jak się okazuje, samo przekopanie wąskiego pasma lądu nie byłoby najbardziej niebezpieczne dla przyrody. Dużo gorzej „wyglądają” inne kwestie.

Dla umożliwienia żeglugi statków o zanurzeniu do czterech metrów konieczne jest obniżenie dna Zalewu Wiślanego, w pasie o szerokości 100-200 m, na długości ok. kilometra. Obecnie średnia głębokość zalewu to 2,5-2,7 m, natomiast głębokość toru żeglugowego ma wynosić 4-5 m. To wiąże się z wydobyciem z dna zalewu ogromnej masy mułu - ok. 5 mln metrów sześciennych tak zwanego refulatu, z którym po wydobyciu coś trzeba będzie zrobić.

Teoretycznie można by to wszystko zrealizować w najprostszy z możliwych sposobów - po prostu „wprowadzić” na zalew koparki i go pogłębić , a urobek zrzucić „na boki”.

To rozwiązanie jednak, ze względów ekologicznych, nie może być brane pod uwagę. Oznaczałoby śmierć wielu organizmów i zagrożenie dla funkcjonowania skomplikowanej i delikatnej sieci powiązań ekologicznych. Czyli brutalną degradację chronionych siedlisk przyrodniczych.

Problem można wytłumaczyć w sposób uproszczony: Na dnie płytkiego akwenu, jakim jest zalew, rosną rośliny i żyją różne zwierzęta, m.in. skorupiaki. Są one pożywieniem dla ryb. Ryby zaś (jak również znajdujące się na dnie rośliny i skorupiaki) stanowią pokarm dla ptaków. Nietrudno sobie wyobrazić, co stałoby się, gdyby tak po prostu zrzucić refulat na dno zalewu. Woda stałaby się nieprzejrzysta. Wiele organizmów zostałoby przykrytych mułem, który by się rozpływał po powierzchni dna. Ryby i ptaki zostałyby w ten sposób „odcięte” od pokarmu.

Naukowcy proponują więc dwa rozwiązania - wyssanie (zamiast pobierania koparką) mułu i rezygnację z niekontrolowanego zrzutu na rzecz budowania m.in. wyspy (w kształcie koła o średnicy 2 km) lub polderu przeciwpowodziowego (w kształcie prostokąta o długości kilometra).

Czy to „załatwi” problem - czy wyeliminuje ryzyko zmętnienia i zamulenia wody? Na tym etapie w rządowym dokumencie mówi się raczej o „minimalizacji” zagrożenia niż o jego „likwidacji”. Sytuację pogarsza fakt, że pogłębiony tor wodny będzie się stale zamulał. Konieczne więc będzie systematyczne jego pogłębianie - to oznacza, że kolejne masy refulatu będą trafiały... No właśnie - gdzie? Tego na razie nie ustalono.

To nie wszystko. Jak wskazują badania, na dnie Zalewu Wiślanego znajduje się zanieczyszczony osad. Stwierdzono w nim substancje ropopochodne oraz azot i fosfor. Prace ziemne z pewnością spowodują jego naruszenie. Nikt dziś nie jest w stanie określić, jaka ilość tych toksycznych substancji trafi do tzw. toni wodnej. Może (choć nie musi) okazać się, że woda zostanie skażona, nastąpi eutrofizacja (zarośnięcie glonami). To również oznaczałoby smutny koniec dla skorupiaków, ryb i ptaków.

To tylko niektóre przykłady różnych zagrożeń. A jest ich znacznie więcej.

Analizy, sądy i protesty

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że droga do rozpoczęcia prac budowlanych jest jeszcze daleka. Po pierwsze: Inwestycja mogąca znacząco oddziaływać na środowisko musi uzyskać tzw. decyzję środowiskową. Do tego celu sporządza się raport o oddziaływaniu na środowisko (OOS), w którym zespół naukowców, między innymi przyrodników, ocenia ewentualne szkody wywołane realizacją przedsięwzięcia. Tymczasem przekop mierzei jest na etapie znacznie wcześniejszym - mamy na razie tylko „Prognozę oddziaływania na środowisko”. Raport - kolejny dokument w tej procedurze - dopiero ma powstać. Tam nie będzie miejsca na dywagacje. W raporcie trzeba będzie bezsprzecznie wykazać i udowodnić na przykład, że do żadnego skażenia wód zalewu nie dojdzie, że prace ziemne nie spowodują zamulenia wody. Wyniki raportu trzeba poddać konsultacjom społecznym.

Po drugie: Podczas trwających właśnie negocjacji z Komisją Europejską strona polska zapewnia o wykonaniu tzw. kompensacji. Chodzi o to, że wycięcie szuwarów spowoduje konieczność ich nasadzenia. Ale kompensacja musi „zadziałać”. W efekcie inwestycja mogłaby być realizowana dopiero wtedy, gdy ptaki zaczęłyby zakładać gniazda w nowo nasadzonych trzcinowiskach. To może potrwać trzy lata.

Po trzecie: Formalnie rzecz biorąc, nie wiadomo, czy krajowe instytucje powołane do ochrony środowiska w ogóle wydadzą zgodę na przekopanie Mierzei Wiślanej. Dwuinstancyjne postępowanie administracyjne w tej sprawie może potrwać nawet kilka lat. Od decyzji środowiskowej przysługuje odwołanie. Jestem przekonany, że tak będzie w tym przypadku. Sprawa jest na tyle kontrowersyjna, a strony w tym sporze zdeterminowane, że decyzja przejdzie przez wszystkie możliwe sądy administracyjne, od wojewódzkiego przez naczelny, niewykluczone, że trafi nawet do Strasburga - stwierdza jeden z pracowników Ministerstwa Ochrony Środowiska. Oczywiście nieoficjalnie.

Oficjalnie zaś dyrektor departamentu w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Katarzyna Krzywda informuje, że „planowana inwestycja zostanie przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami, a sama jej realizacja nie naraża Rzeczypospolitej Polskiej na kary finansowe ze strony Komisji Europejskiej”.

Jest jeszcze jeden czynnik, który może utrudnić realizację inwestycji. Chodzi o protesty mieszkańców i ekologów.

- Trudno dzisiaj powiedzieć, czy na mierzei będzie „druga Rospuda”. Z pewnością mamy w tym przypadku sytuację, w której również i mieszkańcy będą protestować. Mam na myśli głównie ludzi żyjących w Krynicy Morskiej, którzy nie chcą zostać odcięci od lądu przekopem - stwierdza Paweł Średziński z WWF Polska.

Również Katarzyna Guzek z Greenpeace Polska zwraca uwagę, że w sprawie mierzei istnieje jeszcze wiele niewiadomych.

- Dzisiaj wszystkie scenariusze są możliwe. Nastroje społeczne są coraz bardziej „gorące”, a ludzie coraz bardziej skłonni do protestowania na ulicy. Duże znaczenie będzie miało, jak na to zareaguje Komisja Europejska. Jeśli zaś chodzi o ruch ekologiczny i aktywistów... niczego wykluczyć nie można - stwierdza Katarzyna Guzek.

Przekopią mimo wszystko?

Tymczasem politycy PiS kategorycznie stwierdzają, że przedsięwzięcie jest dla środowiska bezpieczne i zapowiadają rozpoczęcie realizacji inwestycji w tym lub przyszłym roku. Jak takie deklaracje rozumieć? Być może wszystkie cztery kwestie, które wskazują na brak możliwości szybkiego rozpoczęcia budowy przekopu, okażą się kompletnie nieistotne. Bo - w świetle politycznych deklaracji - można mieć poważne obawy, czy rzeczywiście rząd ma zamiar realizować tę inwestycję zgodnie z przepisami prawa.

Co na temat przekopu sądzą mieszkańcy Mierzei - napiszemy w jutrzejszym „Dzienniku Bałtyckim”.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 15

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
mazur

Nie bądźmy zależni od Rosji.
Ekolodzy, większość walczy o kasę.
Walczą o zwierzęta a nie o ludzi którzy żyją na tych terenach.Mają ich gdzieś.

m
mazur

Nie bądźmy zależni od Rosji.
Ekolodzy, większość walczy o kasę.
Walczą o zwierzęta a nie o ludzi którzy żyją na tych terenach.Mają ich gdzieś.

R
Robson

Moim zdaniej to powinno być wykonane za Krynicą jeżeli chodzi o problem protestu mieszkańców. Tak byłoby najlepiej dla wszystkich. Dla mieszkańców i dla turystów. Nie jest to przecież tak daleko od portu w Elblągu. Bo co z mieszkańcami Krynicy jeżeli przekop będzie przed wjazdem do miasta ? Zrobią most zwodzony ?? Wtedy to dopiero będą się tworzyć korki, szczególnie w sezonie.

A
As

Rosyjska agentura w UE zrobi wszystko, żeby kanał nie powstał. Ten kanał to strzał z liścia w kacapską mordę;)

T
TOMASZ

NIE dajmy się oszukać następnej partii rządzącej,gówno prawda że Elbląg ma port to kanał nic więcej,jakie statki pływaj tylko dwie barki które wożą materiały budowlane do Rosji,gdzie te polskie statki które niby się męczą przez cisnine Pilau,nabrzerze wykupione w 80 procentach przez Ruskich,zniszczą naturę ,popadną w długi utrzymanie 60 mil zł rocznie,zginą tarliska ryb ,woda przestanie być czysta,ale jak to Pis-iory zostawią po sobie pomnik bałagan,zawsze coś można przy tym ugrać ,no nie panowie z Pisu

Z
ZeTa

A kiedy tam byłeś człowieku? Przekop to jest pomysł dla samego pomysłu. już widzę ten wzrost obrotów Elbląga. Skąd nagle wezmą się tam te towary ? Pobożne życzenia. Byle tylko spieprzyć. Do czego jest potrzebny ten przekop?

W
Wergil

Polakom by nie pozwolili. Naturę trza chronić....

W
Wiktor

PO i tym podobne też... bo popierają ruskie interesy nie polskie.

g
gegroza

Zalew to bagienko, które dusi się z braku wlewow morskiej wody. Każdy przyrodnik to wie. Takie przekop jest wrecz potrzebny

g
gość

będzie niewielkie. Pomijam koszty stałe utrzymania tego przekopu. A jeśli chodzi o niewielkie zagrożenie to wracając do czasów gdy prezesował stoczni stała się ona świetnie prosperującą firmą z rentownymi kontraktami. Więc może niech nie opowiada o perspektywach w tym przypadku zagrożenia.

m
maryjan

Dyskusja jak zwykle z ekologami...wymyslaja cuda na papierze...Chca pomoc Zalewowi Wislanemu ?NIECZ POZBEDA SIE KORMORANOW!!!! kazdy zjada dziennie ok 0.7 kg narybku i mniejszych ryb!!! przy ilosci TYSIECY sztuk ktore caly czas zabijaja srodowisko swoimi odchodami , pozbawiaja ludzi pracy , niszcza inne gatunki nalezy drastycznie ograniczyc ich ilosc!!!Sposob bardzo prosty i bezpieczny-tak robia np.w Holandii...Wystarczy zrobic oprysk siedlisk gdy sa w nich jaja OLEJEM..i po sprawie...

G
GOLD

TAM JEST PORT DO SPRZEDANIA

P
POMORZE

HAHAHAHAHAHA

g
gość

Jak zwykle coś trzeba utargować. Żarnowiec już zniszczyli. Teraz przy świecach, albo prąd z Reichu.

P
Polihistor

Ach, ekologów.
No, do tego tośmy się zdążyli przyzwyczaić.
Jak również do tego, że 97% problemów, jakie podnoszą, to problemy co najmniej wyolbrzymione.

Dodaj ogłoszenie