Pruszcz Gdański: Pogotowie będzie pracować inaczej

JL
Od 1 marca zmienią się zasady nocnej i świątecznej opieki nad chorymi. Nowe przepisy mają być korzystniejsze dla pacjentów.

- Zmiany wynikają z zarządzenia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia - informuje Beata Groth, dyrektor Samodzielnego Publicznego Pogotowia Ratunkowego w Pruszczu Gdańskiego. - Zgodnie z nim od 1 marca nie będzie miało już znaczenia, w jakiej placówce opieki zdrowotnej pacjent jest zapisany. Liczyć się będzie tylko obszar, na którym zamieszkuje pacjent. W naszym przypadku będzie to teren powiatu gdańskiego. To radykalna zmiana, bo do tej pory musieliśmy każdego chorego pytać, do jakiej placówki opieki zdrowotnej jest przypisany. Wynikało to z tego, że nie wszystkie placówki z terenu powiatu gdańskiego przekazały nam pod opiekę swoich pacjentów. Poza tym, zgłaszało się do nas wiele osób zaoptowanych do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej z innego terenu, niezameldowanych na terenie powiatu gdańskiego. W takiej sytuacji musieliśmy pobierać od nich opłatę w wysokości 25 złotych za udzielenie porady lekarskiej. Zdarzało się więc, że pacjenci rezygnowali z naszej pomocy.

Zmiany w funkcjonowaniu nocnej i świątecznej opieki chorych pogotowia będą dotyczyć zarówno opieki stacjonarnej, jaki i wyjazdowej. By jednak mogły one wejść w życie, Narodowy Fundusz Zdrowia musiał ogłosić konkurs na opiekę nad chorymi.

- Oczywiście, wzięliśmy w nim udział, a rozstrzygnięcie nastąpi 18 lutego - mówi dyrektor Groth. - Mam nadzieję, że wynik będzie dla nas pozytywny.
Według Głównego Urzędu Statystycznego w powiecie gdańskim zamieszkuje obecnie 93 191 osób. Oznacza to, że ratownicy nie narzekają na brak zajęcia, dlatego szefowa pogotowia apeluje, aby karetkę pogotowia wzywać z rozsądkiem, wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne.
- Chciałabym zwrócić pacjentom uwagę, że gorączka to nie jest wskazanie do wyjazdu karetki, tym bardziej, że są ogólnodostępne leki na jej zbicie - apeluje pani dyrektor. - W tym czasie może ktoś potrzebować pomocy znacznie bardziej. Wystarczy, że otrzymamy wezwanie do wypadku czy pacjenta z podejrzeniem zawału. Wtedy liczy się dosłownie każda sekunda.

Bywa, że pacjenci skarżą się nam, że ratownicy nie zawieźli ich, bądź członków rodziny do szpitala.
- O tym decyduje lekarz lub ratownik - wyjaśnia dyrektor Groth. - Do szpitala zawozimy pacjentów tylko w przypadku zagrożenia ich życia. Ludzie nie zawsze o tym wiedzą, ponieważ brakuje im edukacji w tym zakresie. )

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie