Prof. Piotr Mickiewicz: Kryzys na granicy nie zniknie. To bardzo groźna dla Polski sytuacja

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Polska organizacyjnie zdała egzamin z ochrony granicy, jednak politycznie oddała pole na arenie międzynarodowej – mówi o kryzysie na polsko-białoruskiej granicy prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego.
Polska organizacyjnie zdała egzamin z ochrony granicy, jednak politycznie oddała pole na arenie międzynarodowej – mówi o kryzysie na polsko-białoruskiej granicy prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. Wojciech Wojtkielewicz/Kurier Poranny Gazeta Współczesna / Polska Press
Udostępnij:
W tej rozgrywce Łukaszenka prawdopodobnie przekalkulował, ale zwyciężył Putin. Polska organizacyjnie zdała egzamin z ochrony granicy, jednak politycznie oddała pole na arenie międzynarodowej – mówi o kryzysie na polsko-białoruskiej granicy prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego.

Mimo że są oznaki uspokojenia sytuacji na polsko-białoruskiej granicy to, zdaniem prof. Piotra Mickiewicza, eksperta stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Gdańskiego, nie należy zakładać, że siłowych prób forsowania polskiej granicy z terytorium Białorusi już nie będzie.

- Moim zdaniem to nie jest jeszcze etap deeskalacji kryzysu – mówi prof. Piotr Mickiewicz. - Próby siłowego przedarcia się przez granicę nielegalnych migrantów będą się powtarzały. Obecnie - jeszcze przez kilka tygodni, a następnie cyklicznie - w przyszłości, w miarę przeobrażeń sytuacji na Białorusi i relacji tego państwa z Unią Europejską. Zwłaszcza, że tylko część tych ludzi sprowadzonych przez Łukaszenkę na Białoruś wraca do swoich krajów, lub przenoszona jest w inne miejsca. W dodatku nie sądzę, by doszło do osłabienia europejskich sankcji. Pytanie, na ile Łukaszenka organizując próbę destabilizacji sytuacji na granicach z państwami UE, przekalkulował i już wie, że musi zmienić taktykę lub czasowo zarzucić pomysł grania kartą migrantów.

Kto jest reżyserem?

Zaznaczmy, swego rodzaju stabilizacja, zwłaszcza po zamieszkach na zamkniętym przejściu granicznym w Kuźnicy, nastąpiła po serii rozmów kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona z prezydentem Rosji (Merkel rozmawiała tez z Aleksandrem Łukaszenką). Wielu ekspertów od początku kryzysu na polsko-białoruskiej granicy (czy litewsko-białoruskiej) wskazywało, że jego głównym architektem jest Władimir Putin.

- Istnieje taka narracja, natomiast nie jestem pewien, czy jest ona zgodna z prawdą, a przynajmniej nie do końca. To jest rozgrywka, którą rozpoczął Łukaszenka. Putin na niej oczywiście skorzystał – podkreśla Piotr Mickiewicz.

Jakie są zatem rosyjskie zyski? Czy chodzi jedynie o certyfikację gazociągu Nord Stream 2?

- Części z tych zysków możemy się tylko domyślać. Natomiast jeden jest ewidentny i w dodatku to na nim najbardziej mu zależało. Putin prawdopodobnie uzyskał certyfikację dla Nord Stream 2 i rychłe uruchomienie głównych dostaw gazu tą drogą. Oznacza to, że gazociąg na dnie Bałtyku zastąpi wkrótce infrastrukturę przesyłową przebiegającą przez Ukrainę – mówi ekspert. - Putin osiągnął zatem cel, któremu Polska i Unia Europejska się przeciwstawiały. Szczegółów oczywiście się nie dowiemy, pewne informacje wskazują, że w rozmowach z przedstawicielami Francji i Niemiec uczestniczyli szef Gazpromu lub minister energetyki Federacji Rosyjskiej, Aleksiej Miller. Jestem święcie przekonany, że dostawy błękitnego paliwa przez gazociąg prowadzący przez Ukrainę będzie stopniowo wygaszane. Prawdopodobnie wkrótce dowiemy się z doniesień, że magazyny gazu w Niemczech przed zimą zostaną napełnione, a Europa będzie bezpieczna energetycznie. Nie zdziwię się, jeśli dostawy popłyną Nord Streamem. To jest oczywisty, rosyjski sukces.

Będzie następca Łukaszenki?

Według prof. Mickiewicza Rosja będzie miała też większe pole manewru w swoich działaniach wobec samej Białorusi. Bo, o ile Putin może liczyć dziś zyski, to Łukaszenka, nie uznawany na świecie za prezydenta Białorusi, będzie jeszcze bardziej potępiany i przez społeczność międzynarodową i ignorowany.

- Nie należy wykluczać, że dojdzie wkrótce do politycznych rozmów między przedstawicielami UE a Łukaszenką. Nie wiemy, o czym on rozmawiał z kanclerz Merkel, jednak nie sądzę, by ona usankcjonowała jego pozycję na arenie międzynarodowej. Proszę natomiast pamiętać, że Putin zmusił Łukaszenkę do umocnienia Związku Białorusi i Rosji. Teraz ten proces integracji Rosji i Białorusi może jeszcze przyspieszyć. Problem jest właściwie jedynie w tym, że w obozie putinowskim nie znaleziono jeszcze odpowiedniego następcy Łukaszenki, który prowadziłby politykę Białorusi całkowicie podporządkowaną rosyjskim interesom. W związku z tym Rosja prowadzi działania sukcesywnie osłabiające Łukaszenkę, zmuszając go do podporządkowania się rosyjskiej wizji integracji obu państw – podkreśla Mickiewicz.

Podsumowując rezultaty rozgrywki prowadzonej na m.in. polsko-białoruskiej granicy, trudno jest wręcz uwierzyć, że jej reżyser nie zasiada w Moskwie.

- Nie twierdzę, że Władimir Putin nie wiedział o planie wywołania kryzysu migracyjnego przez Białoruś, niemniej skala tego co się wydarzyło, ta eskalacja, przekroczyła poziom, jaki rosyjski prezydent zakładał. Proszę zwrócić uwagę na gesty Putina - po uzyskaniu swoich celów informuje wszystkich, że o rozwiązaniu kryzysu należy rozmawiać z Białorusią, bo Rosja nie ma tu nic do powiedzenia – mówi ekspert.

Nad naszymi głowami

Polska grała od początku w sprawie kryzysu twardo, nie wahając się przed stosowaniem siły w momencie prób forsowania granicy przez grupy migrantów. I mimo głosów wsparcia ze strony państw europejskich, USA, Unii Europejskiej, kryzys na polsko-białoruskiej granicy (czy polsko-litewskiej) zaczęli rozwiązywać prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec, Angela Merkel, rozmawiając z Władimirem Putinem i Aleksandrem Łukaszenką. Niejako ponad głowami Polaków. Jednoznacznie negatywnie te kontakty ocenili nie tylko politycy partii rządzącej w Polsce, ale też przedstawiciele opozycyjnej diaspory białoruskiej.

- Z punktu widzenia „organizacyjnego”, państwa chroniącego swoje granice, zdaliśmy egzamin. Przegraliśmy natomiast z kretesem zmagania polityczne – o naszą pozycję na arenie międzynarodowej w czasie tego kryzysu, o współpracę z krajami NATO i UE. Nie przekonaliśmy nawet w pełni naszej opinii publicznej do podjętych rozwiązań – podkreśla Piotr Mickiewicz. - Próbowaliśmy zbudować narrację pokazującą Polskę jako przedmurze Europy, samotnie broniące całą demokratyczną wspólnotę państw przed agresją Łukaszenki. W efekcie jednak, nie jesteśmy przedmurzem, a przedmiotem rywalizacji, co paradoksalne, małego, słabego ekonomicznie państwa, jakim jest Białoruś, z Unią Europejską. Jakbyśmy w ogóle nie wzięli pod uwagę analiz pokazujących, że państwa potencjalnie zagrożone nielegalną migracją, są w stanie włączyć się do działań chroniących granicę. Uznaliśmy, że nie tego nie potrzebujemy, a władze tych państw nie powinny się nam wtrącać. Tymczasem to do nich kieruje się ta kilkunastotysięczna grupa migrantów. I po doświadczeniach z lat 2015-2017 kraje te wiedzą, że muszą pewne działania podjąć. I dokładnie to zrobiły – samodzielnie, tak jak i my. Skutek jest taki, że mamy zupełnie nową rzeczywistość w postaci indywidualizacji polityk bezpieczeństwa. A to dla nas niebezpieczna sytuacja. Polska powinna być kreatorem polityki migracyjnej na wschodniej flance NATO i UE. Jest odwrotnie, a stało się to poniekąd na naszą, własną prośbę. To jest bardzo przykre.

Zdaniem politologa, Polska powinna znacznie szybciej „umiędzynarodowić” kryzys, poprosić o nawet symboliczne wsparcie NATO i innych państw UE.

- Już narracja o tym, że Polska wspólnie z sojusznikami broni swojej granicy a jednocześnie Wspólnoty i Paktu, przyniosłaby ogromne korzyści – tłumaczy prof. Mickiewicz. - Nie sądzę, by Polacy obrazili się za taki krok na rząd. Zupełnie inaczej wyglądałyby także przekazy medialne. Polscy strażnicy graniczni nie byliby wówczas oskarżani o wypychanie do lasu niewinnych dzieci, tylko „wspólnie z instytucją unijną dedykowaną do ochrony granic, podejmowali decyzję o odesłaniu określonych osób, zgodnie z procedurami” .

Pokolenie Z Dobry, ale szybki klient

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jak eneria ktora jedynie zmienia forme ale nie ginie nigdy. Kryzys zamieni sie w finansowy kiedy kowalscy nie bendom mieli z czego zaplacic raty.
Dodaj ogłoszenie