Prof. Piotr Balcerowicz: Rozkład Unii Europejskiej wywoła kryzys i wojnę [ROZMOWA]

rozm. Tomasz Modzelewski
Profesor Piotr Balcerowicz: - To próba rozciągnięcia konfliktu na obszar, który zamierza się jakoś w przyszłości podbić
Profesor Piotr Balcerowicz: - To próba rozciągnięcia konfliktu na obszar, który zamierza się jakoś w przyszłości podbić Archiwum prywatne
- W przyszłości możemy mieć do czynienia ze stopniowymi wygranymi partii narodowo-faszyzujących - mówi orientalista prof. Piotr Balcerowicz w rozmowie z Tomaszem Modzelewskim.

Patrząc na to, gdzie miały miejsce piątkowe zamachy, zaczynam myśleć, czy to nie były ataki na pewien styl życia.
Nie do końca. To jest styl życia, który istnieje także w świecie muzułmańskim. Tam także są stadiony sportowe, muzułmanie chadzają do restauracji, na spacery, spotykają się w miejscach publicznych. To był przede wszystkim zamach na te cele, które są mniej chronione, gdzie w dużej liczbie gromadzą się zwykli ludzie. Zamach na styl życia był, ale w sensie zaatakowania ludzi Zachodu oddających się przyjemnościom w wolnym czasie, ale nie na instytucje, które nie dają się pogodzić z islamem, nawet w rozumieniu fundamentalistycznym.

A więc osoby decydujące wyciągają wnioski z wcześniejszych akcji, szukają kolejnych miejsc, które będzie relatywnie łatwo zaatakować, aby osiągnąć równie duży efekt?
Oczywiście, zamachy terrorystyczne zawsze mają na celu osiągnięcie maksymalnego efektu, który jest mierzony w liczbie ofiar, a przede wszystkim intensywności strachu. Tutaj połączyło się jedno z drugim.

Od początku w media mówi się o tym, co i gdzie się wydarzyło, w jaki sposób, jakie będą reakcje, ale wczoraj usłyszałem jedno, wydawałoby się trywialne, ale bardzo podstawowe pytanie: dlaczego oni to robią?
To pewien tok myślenia, który był obecny już wcześniej - próba rozciągnięcia konfliktu zbrojnego na Europę. Można mówić tutaj o przeniesieniu konfliktu na obszar, który zamierza się jakoś podbić.

Walczyć, ale poza swoim terenem?
Tak, to jest odwołanie się do pewnej teorii wojen jeszcze z czasów Mahometa, gdzie dzielono teren na dom islamu oraz obszar poza nim, traktowany jako potencjalny cel, gdzie nie panuje prawo boskie. Z jednej więc strony to wątek obecny od bardzo dawna, z drugiej, w kontekście Państwa Islamskiego, dążenie do kompletnej destabilizacji Europy, zaatakowania podstawowych wartości, na których bazuje kultura europejska: wolności, tolerancji, zaufania, solidarności. Dokonując tego ataku terroryści osiągają, przynajmniej w części, swój cel. Ludzie czują się w jakimś sensie zniewoleni, bo już się zastanawiają, czy mogą wyjść do restauracji, czy na mecz. Gotowi są oddać więcej ze swojej wolności dla bezpieczeństwa. Zaczynają się bać, są nieufni, także wobec migrantów, w tym drugiego, trzeciego pokolenia, a więc tych, którzy są już Europejczykami. Narodowcy zaczynają zadawać pytania o tożsamość współobywateli i doszukiwać się ich korzeni. Jeśli ktoś nie jest z dziada pradziada Europejczykiem, to zaczyna być podejrzany. To z kolei będzie prowadziło do alienacji drugiej, trzeciej generacji nowych Europejczyków, co spowoduje, że zostaną oni zmuszeni, aby nie czuć się już tymi Europejczykami, ale wracać do korzeni, do kraju ich ojców, dziadów, pradziadów...

Czytaj też: Aleksander Makowski: Zamach może zdarzyć się także w Polsce [ROZMOWA]


W takiej sytuacji coraz większą popularność będą zyskiwać hasła rodem z lat 30. XX wieku. To będzie powtórka z ówczesnej sytuacji w Europie; Niemczech, Włoszech?

I w Polsce, bo tu też był faszyzm, choć Polacy nie chcą tego przyznać. On zalał całą Europę i teraz mamy nawrót.

To będzie prowadziło do prostej konfrontacji: My kontra oni.

Tak, i - niestety - są partie oraz organizacje faszystowskie, które odwołują się do wartości religijnych i narodowych, a właśnie ta kombinacja tworzy eliminujący odmienność faszyzm. To ideologia, która już odżyła.

W przypadku Francji jednym z elementów reakcji na piątkowe zdarzenia jest zamknięcie granic, co przywołuje od razu temat migrantów. Zamachy przeprowadzane na terenie Europy spowodują blokadę dla przyjmowania takich osób, aby w ten sposób wykluczyć ewentualny kanał dotarcia dla terrorystów?
Bardzo duże grupy osób tak myślą. Argument wygląda następująco: jest prawdopodobne, że wśród uchodźców mogą być osoby związane z grupami terrorystycznymi.

Bo tego nie można wykluczyć.
Nie można, chociaż prawdopodobieństwo jest niewielkie, dokładnie takie albo i mniejsze, że kiedy wyjdę z domu, to zostanę rozjechany przez samochód. To, że wśród 800 tysięcy ludzi może być pięciu terrorystów, nie powinno wpływać na naszą ocenę obecności emigrantów. Więcej terrorystów przyleci normalnymi samolotami. Europejczycy, którzy pojechali walczyć do Syrii, Iraku, nie wracają na łodziach, ponieważ mają paszporty europejskie, więc wracają jak turyści.

Drugi potencjalny kierunek zmian to wojskowa interwencja lądowa. Na razie prezydent Francji zapowiedział, że kraj nie wycofuje się z dotychczasowych działań. Dobrze zrobił?

Decyzja Francji jest jak najbardziej słuszna. Nie można się wycofywać, i to z wielu powodów. Pierwszym podstawowym jest to, że ten zamach nie ma nic wspólnego z obecnością Francji na Bliskim Wschodzie. Bez względu na to, czy Francja uczestniczyłaby w nalotach, czy nie, taki zamach i tak byłby planowany, ponieważ od samego początku Państwo Islamskie i tak się odgrażało. Zamach w Paryżu nie będzie zapewne ostatnim w Europie. W lipcu ubiegłego roku już mówiłem, że mamy do czynienia z początkiem III wojny światowej. Czas, który upłynął, pokazuje, że to była racja. Bezpośrednio lub pośrednio w konflikt bliskowschodni zaangażowanych jest około 60 państw.

Jak jest więc najgorszy ewentualny scenariusz dla Europy?
Możemy mieć do czynienia ze stopniowymi wygranymi partii narodowo-faszyzujących, odrębnymi politykami narodowymi, rozkładem Unii Europejskiej, co za tym idzie - rozpadem Unii jako wartości gospodarczej, a UE jest obecnie jednym z najważniejszych ośrodków gospodarczych na świecie. Rozpad polityczny będzie prowadził do kryzysu gospodarczego. Nastąpi zapaść, co spowoduje poważne napięcia społeczne i zamieszki. Koniec lat 20. XXI wieku to wzrost nastrojów skrajnych, pogromy na mniejszościach i konflikty zbrojne. To jest najgorszy scenariusz, który uważam za prawdopodobny.

tomasz.modelewski@polskapress.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
patient patient

Kto z kim miałby wojować?
Na pewno nie obecni mieszkańcy starej Europy. Dawno utracili tę zdolność. Nie napadną zewnętrzne hordy "biednych" i "głodnych". One już tu są. Rządy i państwa to fasady, realne decyzje zapadają gdzie indziej. Nieliczni posiadacze realnych wpływów spokojnie się ulotnią w wygodne miejsca a getto będzie się rozrastać.

Dodaj ogłoszenie