Proces w sprawie tragicznego pożaru w escape roomie. Tata zmarłej Julii: „Przytuliłem naszego anioła i prosiłem, żeby się obudziła”

Joanna Krężelewska
Joanna Krężelewska
W Sądzie Okręgowym w Koszalinie trwa trzecia rozprawa w sprawie tragicznego pożaru w koszalińskim escape roomie.
W Sądzie Okręgowym w Koszalinie trwa trzecia rozprawa w sprawie tragicznego pożaru w koszalińskim escape roomie. Joanna Krężelewska
Udostępnij:
W Sądzie Okręgowym w Koszalinie trwa trzecia rozprawa w sprawie tragicznego pożaru w koszalińskim escape roomie „To Nie Pokój", w którym zginęło pięć 15-letnich dziewcząt. Dziś zeznania składają oskarżyciele posiłkowi – rodzice zmarłych nastolatek.

Jako drugi, po Arturze Barabasie, głos zabrał 40-letni Jarosław Pawlak, ojciec zmarłej Julii. – Jesteśmy z żoną razem od 15 roku życia. Marzyliśmy o wspaniałej czteroosobowej rodzinie. Dzięki kochanej żonie spełniliśmy to marzenie. Szliśmy przez życie z dwiema wspaniałymi córkami - Zuzanką i Julcią – rozpoczął.

Tata Julki podkreślał, że Julka była nad wyraz dorosła i dla rodziców była wzorem do naśladowania.

– Miała jakieś 13 lat, kiedy pojechaliśmy w góry. Zobaczyła, że bezdomny grzebie w śmietniku. Powiedziała: „Tato, dajmy temu panu pieniądze. Niech zje. Nawet kosztem tego, że dziś nigdzie nie pójdziemy”. Julka, podobnie jak wszystkie dziewczynki, wykazywała się ogromnym ciepłem i troską o innych – opisywał.

Podobnych sytuacji było więcej. 1,5 miesiąca przed tragedią tata dał córkom pieniądze, żeby kupiły sobie coś ciepłego na zimę. - Obie wróciły bez zakupów i bez pieniędzy. Powiedziały mi, że jakaś kobieta z dziećmi żebrała pod sklepem. Stwierdziły, że w sumie one mają ciuchy, a tej kobiecie pieniądze przydadzą się bardziej – opisywał Jarosław Pawlak. Wspomniał też święta, kilka dni przed tragedią.

- Przy stole rozmawialiśmy zawsze radośni i roześmiani. Pamiętam, jak powiedziałem córkom, że najważniejsze jest to, żeby były razem i się wspierały, bo my z mamą będziemy się starzeć, a one mają przed sobą długie życie, pełne marzeń i celów do zrealizowania.

3 stycznia Julia świętowała urodziny. – Musiałem wyjechać służbowo, dlatego dzień wcześniej powiedziałem jej, że jest moją dumą, aniołem i obiecałem, że nigdy się jej nie stanie krzywda. A 4 stycznia osoby siedzące teraz przede mną i nieobecny Radosław D. odebrali życie mojej córce i pozostałym dzieciom – powiedział Jarosław Pawlak.

Głos mu się łamał, a z oczu płynęły łzy.

- Informację o śmierci córki otrzymałem, kiedy wracałem z Wrocławia. Zadzwoniła żona. Spojrzałem na telefon i zobaczyłem wiadomość na wyświetlaczu o tragedii w escape roomie. W tym samym momencie usłyszałem od żony, że Julka nie żyje. Nie wiem, jak dojechałem do Koszalina z Wrocławia… Nie pamiętam – opisywał.

Rodzice pojechali do prosektorium. - Na okazanie ciała naszego anioła. Usłyszałem od prokuratora, żebym był przygotowany na to, co zobaczę. Wszedłem sam. Żonie zakazałem, bo błagałem, żeby w pamięci miała obraz Julki taki, jaką ją zawsze widzieliśmy. Gdy wszedłem, otwarto czarny worek. Moja piękna córka leżała bez ruchu. Przytuliłem ją i prosiłem, żeby się obudziła i poszła z nami do domu. Nie reagowała. Wyglądała, jakby spała – cicho mówił tata dziewczynki.

Rodzice Julki pojechali do wynajmowanego mieszkania. Byli w trakcie budowy domu. - Następnego dnia miałem pokazać Julce jej pokój, który był prezentem urodzinowym. Dziś stoi pusty. A ja każdego dnia, jak idiota, tłumaczę sobie, że po prostu jest u koleżanki – podkreślił Jarosław Pawlak.

Ostatni kontakt z Julką jej tata miał o godz. 14.27 w dniu tragedii.

– Zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Hej, superstary!” Mówiła tak, bo kiedyś kupiły mi z żoną buty Super Star. Roześmiałem się. Powiedziała później: „Tato, wyciągnęłam szóstkę z matmy! Będę miała średnią 5,7 na półrocze” – wspominał koszalinianin. I dodał: - Nie potrafię pojąć jednej rzeczy. Miejsce publiczne, gdzie pojawiały się jeszcze młodsze dzieci, zostało stworzone bezmyślnie, prowizorycznie i tandetnie, a oskarżony Miłosz S. ma czelność opowiadać tu o wspaniałym lokalu, który dostarczał mnóstwa wrażeń. Dostarczył. Śmierci naszych dzieci – powiedział Jarosław Pawlak.

Tata Julii zapowiedział też, że oskarżyciele posiłkowi, rodzice dzieci, udowodnią w toku postępowania, że pracownik escape roomu Radosław D. nie opiekował się dziewczętami i nie był w budynku, gdy doszło do tragedii.

- Mamy na to dowody – podkreślił.

Mecenas Wiesław Breliński, obrońca oskarżonego Miłosza S., zapytał Jarosława Pawlaka, czy w lutym 2019 roku, podczas oględzin miejsca tragedii, miał przy sobie nóż.

– To pytanie jest zasadnie, dotyczy bowiem obawy o samosąd i tej sytuacji, w której znajdujemy się dziś na sali rozpraw – wskazał adwokat.

Przypomnijmy, Miłosz S. zasłania swój wizerunek kominiarką, a jego bezpieczeństwa w sali rozpraw strzeże sześciu uzbrojonych w długą broń policjantów grupy kontrterrorystycznej.

- Nie miałem noża. Były to cążki do obcinania róż, bo były walentynki i wracaliśmy z cmentarza. Z grobów własnych dzieci. I te cążki okazałem przy wejściu. Miałem, ponieważ nie przyjechałem na oględziny swoim samochodem, tylko z innymi rodzicami – odpowiedział Jarosław Pawlak.

Dodał też, że na eksperymencie procesowym Miłosz S. nie był obecny i nie rozumie insynuacji.

W Sądzie Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się proces w sprawie tragicznego pożaru w escape roomie.

W Koszalinie rozpoczął się proces w sprawie tragicznego poża...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Proces w sprawie tragicznego pożaru w escape roomie. Tata zmarłej Julii: „Przytuliłem naszego anioła i prosiłem, żeby się obudziła” - Głos Koszaliński

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

j
ja
16 grudnia, 19:56, piotr mieczzyslaw:

sadzeni sa wlasciciele,obsluga,projektant - gdzie sa ci co tworza przepisy lub zaniechali ich tworzenia dot.wymagan takiego lokalu,gdzie byla straz,ktora powinna odebrac i dopuscic lokal do uzytku oraz cyklicznie konrolowac bezpieczestwo p.poz .? Kowal zawinil,a cygana chca powiesic czyli panstwo w panstwie !

Z przykrością się zgadzam... Ogromny żal dziewczynek, ich rodzin... Ale szkoda mi też tego Miłosza i reszty w to zamieszanych

p
piotr mieczzyslaw
sadzeni sa wlasciciele,obsluga,projektant - gdzie sa ci co tworza przepisy lub zaniechali ich tworzenia dot.wymagan takiego lokalu,gdzie byla straz,ktora powinna odebrac i dopuscic lokal do uzytku oraz cyklicznie konrolowac bezpieczestwo p.poz .? Kowal zawinil,a cygana chca powiesic czyli panstwo w panstwie !
G
Gość
Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie!!! Na własnej skórze przekonałem się jaki tandetny jest koszaliński sąd!!! Brakuje słów aby opisać niekompetentność pani sędzi!!! Rozumiem że skończyła prawo ale nic poza tym... Trzymam kciuki za sprawiedliwy wyrok !!!
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie