Premiera sztuki "Seans" na sopockiej Scenie Kameralnej

Jarosław Zalesiński
,,Seansem" Teatr Wybrzeże otworzył swój kolejny sezon.
,,Seansem" Teatr Wybrzeże otworzył swój kolejny sezon. Tomasz Bolt
"Seansem" Teatr Wybrzeże otworzył swój kolejny sezon. Sztuka wpisuje się w tradycję grania lżejszego, rozrywkowego repertuaru na Sopockiej Senie Kameralnej.

Sopocka Scena Kameralna Teatru Wybrzeże ma znakomite tradycje grania lżejszego, rozrywkowego repertuaru. Sztuka "Seans" Noela Cowarda, która w miniony piątek miała tam swoją premierę, dopisuje do tej tradycji ciąg dalszy. Całkiem godnie, choć bez fajerwerków.

Noel Coward, zmarły w 1973 roku brytyjski dramaturg, w "Seansie" stroi sobie żarty z mody na spirytyzm, a przy tej okazji w sztuce dostaje się też trochę artystom szukającym podniet w codziennym życiu. Główny bohater, pisarz Karol (Grzegorz Gzyl), wpada na pomysł, by urządzić w domu seans spirytystyczny, podpatrzyć, jak to jest robione, a potem mediumiczną osobowość opisać w swojej kolejnej książce. Ten traktowany nie-serio eksperyment wymyka się jednak spod kontroli - ściągnięta do domu Karola jego zmarła przed siedmiu laty żona nie dość, że ani myśli wracać do tamtego świata, to jeszcze wychodzi ze skóry, aby przeniósł się tam jej były mąż. Okazuje się bowiem, że namiętności po drugiej stronie wcale nie stygną i ich temperatura co najmniej dorównuje temu, co przeżywamy w doczesnym wcieleniu.

Na streszczenie zasadniczej intrygi "Seansu" wystarcza, jak widać, trzech zdań, bo też sztuka nie wydaje się mieć większych ambicji, by bawić widzów sytuacjami, w których przenikają się widzialna i niewidzialna rzeczywistość. Adam Orzechowski, który "Seans" wyreżyserował, włożył w sztukę więcej, może nawet trochę za dużo. Po pierwsze, zaproponował widzom zabawę cytatami. Kiedy np. pojawia się po raz pierwszy Elwira (Katarzyna Kaźmierczak), czyli zmarła żona, słyszymy motyw z "Upiora w operze", w innym momencie pojawia się motyw z "Łowców duchów" - takich muzycznych cytacików jest tu sporo. Strój i zachowanie zaproszonych gości spirytystycznego seansu (Marzena Nieczuja-Urbańska i Maria Mielnikow-Krawczyk) skojarzyły mi się, nie wiem, czy słusznie, z "Blues Brothers", ale jeśli to nawet skojarzenie chybione, może nie aż taka to gafa, bo reżyserowi, jak się domyślam, chodzi raczej nie o ten czy inny detal, tylko o bawienie się mnogością odniesień. Ich rozpiętość najwyraźniej widać w scenografii Magdaleny Gajewskiej, która z tyłu sceny ustawiła imitację antycznej rzeźby, a z boku - nowoczesną, mobilną rzeźbę. Można by powiedzieć - cała kultura w pigułce.

"Seans" Orzechowskiego to także zabawa konwencjami. Jak w filmowych horrorach czasem nieoczekiwanie gaśnie światło, pękają szyby albo z posadzki zaczynają się wydobywać siarkowe ognie i dymy, a na ścianach pojawiają się zacieki z krwi, brrr... Ta makabra nie tyle jednak straszy, ile bawi, w finale zaś ma nas także uczyć.

Czytaj więcej w poniedziałkowym, papierowym wydaniu "Dziennika Bałtyckiego" z 7.10.2013 lub na prasa24.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie