Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. "Ciężkie czasy ujawniają w nas i dobro, i zło. Dzisiaj widzę to dobro wokół siebie"

Dorota Abramowicz
Udostępnij:
Rozmowa z Tomaszem Kuplickim, wiceprezesem Okręgu Pomorskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Czy można porównywać obecną sytuację ludzi w czasie pandemii koronawirusa z przeżyciami pokolenia, które doświadczyło dramatu II wojny światowej?

Jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl, to człowieczeństwo. Ludzka solidarność. Chęć pomagania innym. Ciężkie czasy ujawniają w nas i dobro, i zło. Dzisiaj widzę to dobro wokół siebie.

Ile miał pan lat, kiedy został pan żołnierzem Armii Krajowej?

Zaledwie szesnaście, kiedy zostałem zaprzysiężony i przyjąłem pseudonim Czuwa. Mieszkaliśmy w Krasnosielcu, niewielkim miasteczku w województwie mazowieckim. Prawdę mowiąc, robiłem to, co mi ojciec nakazał. Był oficerem Armii Krajowej, przedwojennym działaczem katolickim i społecznikiem, który w czasie wojny współtworzył partyzantkę akowską na terenie powiatu Maków Mazowiecki. Wcześniej, w 1937 roku przystąpiłem do Związku Harcerstwa Polskiego, i to ZHP skierował mnie do konspiracji w Szarych Szeregach. Byłem łącznikiem między dowódcą, a moim ojcem. Pod koniec wojny brałem udział w akcji “Burza”, ogłoszonej przez Komendę Główną AK , która nakazała nękanie przeciwnika na wszystkich liniach frontu i chronienie ludności przed pacyfikacją. Podczas walk 6 września 1944 roku zostałem ranny, skutkiem było inwalidztwo wojenne. Niestety, moja rodzina boleśnie odczuła wkroczenie Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. do Krasnosielca. NKWD aresztowało mojego ojca i jego brata. Wywieźli ich 200 kilometrów za Moskwę do obozu. Już stamtąd nie wrócili.

Co stało się z panem?

Tuż po wojnie zacząłem znów działać w Związku Harcerstwa Polskiego i UB szybko się mną zainteresowało. Życzliwe osoby ostrzegły mnie przed aresztowaniem. Na drugi dzień po uzyskaniu informacji uciekłem do Elbląga. Tam poszedłem dla szkoły przyuczającej robotników do zawodu. Miałem szczęście, trafiłem do gimnazjum dla pracujących. Potem dostałem skierowanie do liceum energetycznego w Gdańsku, skończyłem Politechnikę Gdańską. Karierę zawodową zakończyłem jako dyrektor Okręgowego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Gdyni. Odszedłem na emeryturę w 1992 roku.

Wiedziano o pańskich losach wojennych?

Przez długie lata nie wolno nam było się ujawniać. Dopiero w 1989 powołaliśmy Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, w którym pełniłem różne funkcje. Obecnie jestem prezesem koła w Sopocie i wiceprezesem Okręgu Pomorskiego Światowego Związku Żołnierzy AK.

Epidemia koronawirusa w szczególny sposób dotyka osoby starsze, samotne. Jak pan i pana koledzy radzą sobie w tych trudnych czasach?

Jesteśmy pokoleniem uodpornionym na szereg trudnych zdarzeń, zarówno w okresie okupacji, jak i w czasach powojennych. Zostaliśmy zahartowani. Jak już mówiłem, w takich okolicznościach poznaje się prawdziwe dobro. I dzisiaj, kiedy nagle epidemia zamknęła nas w domach i oddzieliła od bliskich, odbieramy telefony z ofertą pomocy. Do Okręgu Pomorskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z ofertą wsparcia zwrócił się Adam Meller, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia. Zadeklarował, że otrzymamy taką pomoc, jaką sobie życzymy. Wytypowaliśmy kilku samotnie mieszkających kolegów z terenu Gdyni. Ja, jako niespełna 93-latek jestem najmłodszy z nich. Są to samotne osoby, niektórzy w wieku 96 lat, czasem z rodzinami mieszkającymi poza Polską. Skontaktował się z nami także prezes Krajowej Kasy SKOK, Rafał Matusiak. Usłyszeliśmy - musicie tę pomoc od nas przyjąć!

Na czym polega wsparcie?

Przede wszystkim w zaopatrzeniu w artykuły spożywcze. A także w obiady. Dostarczają nam to wszystko do domu, Zostawiają i życzą smacznego. Zostaliśmy także bardzo bogato zaopatrzeni na święta. Pomoc jest nam potrzebna z dwóch powodów - nie tylko poprawia warunki bytowe i ułatwia codzienne funkcjonowanie, ale także ze względu na towarzyszącą jej ogromną dawkę serdeczności, ciepła. Jest to coś wspaniałego. Dlatego, za pani pośrednictwem chciałbym dziś podziękować tym wszystkim dobrym ludziom za inicjatywę, serdeczność i za solidarność, szczególnie potrzebną w tej trudnej sytuacji. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Tomasz Kuplicki, wiceprezes Okręgu Pomorskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie