Powiat kartuski: Jak działa ośrodek rehabilitacji dzikich...

    Powiat kartuski: Jak działa ośrodek rehabilitacji dzikich ptaków i małych ssaków?

    Bartosz Cirocki

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Mieszkańcy Tokar i strażacy pomogli młodemu bocianowi wrócić do gniazda, z którego wypadł podczas wichury
    1/4

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Bartosz Cirocki

    Doniesienia o zwierzętach bestialsko potraktowanych przez ludzi pojawiają się nieustannie. Rzadziej słychać o chwalebnych przypadkach troski o mniejszych braci.
    Bociania rodzina zamieszkująca w Tokarach w powiecie kartuskim nie dotrwałaby w komplecie do jesiennego odlotu, gdyby nie zatroskanie i szybka reakcja mieszkańców.
    - Wiatr zwiał z gniazda małego bociana, nie umiał jeszcze fruwać - relacjonuje Halina Ulkowska, mieszkanka Tokar i radna gminy Przodkowo. - Bocian spadł do sąsiadującego ogrodu, "przespacerował" przez ulicę i przysiadł na kupce piasku przy naszym domu. Wzbudzał powszechne zainteresowanie, najważniejsze było jednak udzielenie mu pomocy i umieszczenie go bezpiecznie w gnieździe.

    Zaniepokojona natychmiast przystąpiła do działania. Zadzwoniła do prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Tokarach, ten skontaktował się z komendą powiatową dysponującą podnośnikiem umożliwiającym wzniesienie się do gniazda. Grupa dzielnych mieszkańców przy pomocy siatki ujęła malucha. Mimo upadku z gniazda był cały i zdrowy, bezpiecznie przenocował w gospodarstwie, a nazajutrz strażacy dostarczyli dziecko do rodzinnego gniazda.
    - Ptak ma się dobrze, rodzice zajęli się nim i wszyscy patrzymy, jak rośnie - przyznaje Halina Ulkowska. - Bociany są częścią naszej społeczności i naszym obowiązkiem jest dbać o ich bezpieczeństwo.

    W tejże samej gminie Przodkowo, w miejscowości Hejtus opodal Pomieczyna, także dzięki ludzkiej pomocy tragicznego losu unikają inne zwierzęta. Działa tam Pomorski Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Drobnych Ssaków "Ostoja".
    Jednym z pierwszych pacjentów była sowa uszata znaleziona w Pruszczu Gdańskim. Została ranna i straciła końcówkę skrzydła będącą punktem zaczepu czterech najważniejszych lotek. Ptak podlatuje, ale nie na tyle, by samodzielnie egzystować i polować, dlatego najprawdopodobniej zostanie w ośrodku. Na wolność wróciła już Pani Kosikowa, jak była nazywana przez znalazczynię.
    - Dostrzegłam ją na spacerze w parku, inne pisklęta były już zadziobane przez duże ptaki, to jedno udało mi się uchronić - opisuje mieszkanka Gdańska. - Przebywała u mnie dziesięć dni, karmiłam ją zgodnie ze wskazówkami lekarza. Miałam wątpliwości, czy ratując życie ptaszkowi, nie przysporzyłam mu kłopotu, bo ograniczyłam mu przecież wolność, ale myślę, że tutaj będzie mu dobrze.

    - Ptak musi nauczyć się latać, samodzielnie jeść i zacząć bać się ludzi - diagnozowała Angelika Grochowska, kierownik ośrodka w Hejtusie. Maluch szybko spełnił oczekiwania, podrósł i szczęśliwy pofrunął w świat. Podobny los spotkał innych pacjentów, nie tylko skrzydlatych. Rezydował tu m.in. jeż, który po wypadku miał liczne złamania i podczas oddychania nadymał się jak balonik. Wyzdrowiał i pomaszerował w siną dal.

    Ośrodek w Hejtusie prowadzony jest przez Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom Ostoja, którego siedzibą jest klinika weterynaryjna w Gdyni. Starania o stworzenie komfortowego miejsca rehabilitacji trwały od dawna, ale w czerwcu oficjalnie otwarto nowe woliery. Przyjmowane są tu ptaki od wróbla po orła oraz ssaki: jeżowate, wiewiórki, gryzonie z rodziny pilchowatych i zające. Niektórzy potrzebują długiej rekonwalescencji, innym wystarczy doraźna pomoc. Świadczy ją zespół sympatyków fauny, głównie ornitologów z zawodu lub zamiłowania.

    - Pomagamy zwierzętom, ale w dużej mierze także ludziom, którzy, znajdując ranne zwierzę, nie mają co z nim zrobić - zauważa Angelika Grochowska. - Prowadzimy rozmowy nad rozwinięciem działań, dążymy do bliższej współpracy z samorządami oraz punktami weterynaryjnymi na całym Pomorzu, do których mieszkańcy mogliby dostarczać zwierzęta.
    Podstawową przeszkodą w rozwinięciu działalności są pieniądze. Środki na funkcjonowanie stowarzyszenie zdobywa dzięki sponsorom czy darczyńcom przekazującym 1 procent z podatku. Ostatnio otrzymało prezent od młodej pary, która prosiła gości, by zamiast kwiatów ofiarowali datki na ośrodek. Ostoja pozyskała też dotację i pożyczkę z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, a także granty od miasta Gdańska i powiatu kartuskiego.

    - Docelowo pragniemy stworzyć kompleksowe pogotowie dla zwierząt - dodaje Beata Rydelek, członkini stowarzyszenia i właścicielka ośrodka Baza Wypadowa, na terenie którego znajduje się ośrodek. - Wymaga ono odpowiednio przystosowanego samochodu, kierowcy, fachowca, który odbiera telefony i mówi, co i jak zrobić, a do tego specjalistów, którzy zajmowaliby się leczeniem i opieką. Taki system mógłby objąć swoim działaniem duży obszar i jeśli koszty zostałyby podzielone na przykład na kilkanaście samorządów, dla żadnego z nich nie byłyby dużym obciążeniem.

    Specjaliści z ośrodka przestrzegają, aby pochopnie nie zabierać ptaków z ich środowiska. Działając w dobrej wierze, można zrobić im krzywdę, gdyż wiele gatunków wyrzuca dorastające pisklęta z gniazda, ucząc je życia. Przed podjęciem interwencji lub chęcią zawiezienia zwierzęcia do Hejtusa należy skontaktować się z pracownikami ośrodka pod nr. tel. 606 90 77 40. Więcej informacji znaleźć można na stronie www.porp-ostoja.pl.

    Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo