reklama

Powiat bytowski: Tragiczny wypadek pod Borzytuchomiem. Zginęło pięć osób

Marcin PacynoZaktualizowano 
Kierowca mercedesa jechał środkiem drogi, bo chciał ominąć liczne koleiny. W ostatniej chwili zdołał uniknąć zderzenia z fordem mondeo, ale prawdopodobnie stracił panowanie nad autem. Dlatego doszło do czołowego zderzenia z oplem vectrą. Zginęło 5 osób. Prokuratura bada przyczyny wypadku. Po ich ustaleniu śledztwo zostanie umorzone Marcin Pacyno
Tragedia na drodze wojewódzkiej nr 209 - 1,5 km przed Borzytuchomiem od strony Bytowa. W sobotę około godziny 12.00 na prostym odcinku zderzyły się dwa samochody. Pięć osób, w tym trzech mężczyzn i dwie kobiety, zginęło na miejscu. Ocalała tylko 12-letnia dziewczynka.

Było sobotnie przedpołudnie, gdy zielony mercedes klasy E pędził od strony Bytowa. Dojeżdżał do Borzytuchomia drogą wojewódzką nr 209. Było mokro i ślisko. Za kierownicą siedział 60-letni Eugeniusz C. z Tczewa, obok jego żona, 57-letnia Ewa C. Na tylnym siedzeniu podróżowała ich 12-letnia wnuczka. Kierowca mercedesa, chcąc ominąć koleiny, jechał środkiem drogi. Już chwilę wcześniej omal nie doszło do wypadku.

- Mercedes jechał prosto na nas. Byłem przerażony. Powiedziałem o kierowcy nawet kilka bardzo ostrych słów. W ostatniej chwili odbił na właściwy pas. Musiał wpaść w koleiny, bo zaczął "tańczyć". Gdy go minąłem, wpadł na niewłaściwą stronę drogi, a po chwili usłyszeliśmy z żoną koszmarny huk. Od razu się zatrzymałem, aby pomóc - opowiadał kierowca forda mondeo, którego spotkaliśmy na miejscu kilka minut po wypadku.

Mercedes zderzył się z oplem vectrą, za kierownicą którego siedział policjant, 28-letni Krzysztof G. Podróżowali z nim rodzice, 60-letni Józef G. i 55-letnia Irena G. Wszyscy byli z Wiekowa (gm. Darłowo, pow. sławieński). Uderzenie było potworne. W jednej sekundzie przerwało życie kierowcy i pasażerów opla. Kierowca mercedesa też zginął na miejscu. Jego żona jeszcze żyła...
- Nadjechałem minutę po wypadku. Próbowałem gasić mercedesa. Najpierw pojawił się tylko mały ogień pod autem, potem czarny dym z maski i buchnął ogień na wysokość 15 metrów! Spłonęła kobieta, bo nie można było jej wyjąć. Kierowcę wynieśli na pobocze wcześniej tnąc nożem pasy. Już nie żył - opowiada świadek wypadku.

Zatrzymywać zaczęli się także inni kierowcy. Wszyscy ruszyli na ratunek. - Zobaczyliśmy idącą dziewczynkę. Nawet nie krzyczała, tylko tak cichutko mówiła: tata, tata - opowiada ze łzami w oczach kobieta jadąca fordem mondeo.

Wcześniej, zanim jeszcze auto stanęło w płomieniach, została przez świadków uwolniona z tylnego siedzenia mercedesa. Nie odniosła żadnych poważnych obrażeń. Trafiła na obserwację do bytowskiego szpitala. W niedzielę wróciła do domu. Odebrali ją rodzice.

Policjanci oceniają, że przyczyną wypadku było niedostosowanie prędkości do warunków na drodze przez kierowcę mercedesa.

- W związku ze śmiercią obu kierowców oczywiście nie będziemy stawiać żadnych zarzutów. Sprawa zakończy się umorzeniem po ustaleniu przyczyn tej tragedii - wyjaśnia prokurator Jan Zborowski. - Równie tragiczny wypadek wydarzył się na tej samej drodze w latach 80. W wyniku zderzenia karetki pogotowia z autobusem zginęło wtedy kilka osób, w tym kobieta w ciąży - dodaje prokurator.
Dziś ta droga cieszy się złą sławą. Stan nawierzchni od lat jest fatalny. W kwietniu tego roku zginął na tej drodze 18-letni mieszkaniec Borzytuchomia. Był pasażerem mercedesa kierowanego przez pijanego kolegę.

W sobotę do tragedii doszło też na drodze pomiędzy Debrznem a Myśligoszczą w powiecie człuchowskim. Volkswagen corrado wpadł w poślizg, zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z seatem alhambrą. Śmierć na miejscu poniósł pasażer tego pierwszego auta - 22-letni Łukasz, mieszkaniec Krzemieniewa w gminie Czarne. Kierowca volkswagena oraz trzech pasażerów trafili do szpitali w Chojnicach i Człuchowie. Przytomny był tylko jeden z nich. Dwóm osobom jadącym seatem nic się nie stało. W Gdańsku natomiast kierowca fiata seicento, jadąc z Osowej w kierunku Pruszcza Gdańskiego, potrącił pieszego przechodzącego w miejscu niedozwolonym, a następnie zjechał na lewy pas ruchu i zderzył się z oplem corsą. Pieszy zginął na miejscu, a 63-letnia pasażerka opla trafiła do szpitala.

To była bardzo tragiczna sobota na pomorskich drogach.

Inne tragedie

Tragiczny wypadek, w którym zginęło pięć osób, w tym dwoje małych dzieci, wydarzył się w pierwszej połowie sierpnia w Milwinie. Kierujący volkswagenem golfem mężczyzna stracił panowanie nad samochodem. Auto, w którym jechało aż 7 osób, przewróciło się. Cztery osoby zginęły na miejscu, a roczna dziewczynka zmarła w szpitalu.

Pod koniec sierpnia pijany 19-latek z Gdyni bez prawa jazdy spowodował na ulicy Chylońskiej w Gdyni wypadek, w którym zginęły trzy osoby - bracia, w wieku 9, 15 i 19 lat. Przez miasto pędził z prędkością 165 km na godzinę!

31 lipca w wyniku czołowego zderzenia opla corsy i peugeota na drodze Objazda-Rowy zginęły cztery osoby, w tym 2,5-letnie dziecko. Winę prawdopodobnie ponosi 47-letnia Jolanta S. z Zielonej Góry, która kabrioletem peugeot 307 na prostej drodze zjechała na lewy pas wprost pod jadącego opla corsę. Licznik jej auta zatrzymał się na 130 km/h. Jako jedyna przeżyła wypadek.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie