Port Lotniczy Gdynia Kosakowo. Ile pieniędzy dołoży Gdynia, aby lotnisko w Kosakowie zaczęło funkcjonować?

Szymon SzadurskiZaktualizowano 
Port Lotniczy Gdynia Kosakowo Tomasz Bołt/Archiwum
Przedstawiciele władz miasta zadeklarowali niedawno, że do lotniska na granicy z Kosakowem nie trzeba będzie dokładać z kasy gminy. Eksperci odpowiadają: To jest niemożliwe.

Po wygranym przed sądem procesie z Komisją Europejską, co daje zielone światło do uruchomienia lotniska na granicy z Kosakowem, Gdynia zamierza prawdopodobnie już w przyszłym roku przyjąć pierwsze samoloty cywilne.

Początkowo mają być to loty biznesowe, tzw. General Aviation. W Gdyni odbywać będą się również szkolenia pilotów. Jej władze nie wykluczają jednak w przyszłości także obsługiwania lotów tanich linii lotniczych, bo właśnie z taką myślą budowano nieopodal ul. Zielonej terminal pasażerski. Jeśli do tego dojdzie, nieuchronnie spowoduje to konflikt z portem lotniczym w Gdańsku, którego, co ciekawe, Gdynia jest udziałowcem.

Więcej: Samorządowcy z Gdyni negocjują z Komisją Europejską

Może się okazać, że sąsiedzi zaczną wkrótce konkurować o loty rejsowe. Właściciele tanich linii lotniczych mogą też szantażować władze gdańskiego lotniska, wymuszając ustępstwa kosztem innych przewoźników pod groźbą przenosin do Gdyni.

Niemal sto milionów złotych wydali dotychczas samorządowcy z Gdyni na ucywilnienie wojskowego dotychczas lotniska na granicy z Kosakowem. Pieniądze pochodziły z budżetu miasta. Na inwestycję nie pozyskano dodatkowych środków z Unii Europejskiej.

Podobnych przykładów daleko szukać nie trzeba. Irlandzki Ryanair całkiem niedawno poinformował, że przenosi swoją główną bazę w Polsce z Warszawy do Krakowa. Na lotnisku w stolicy przewoźnik czuł się dyskryminowany. Jego samoloty ustawiane są na płycie lotniska tak daleko, iż dojazd autobusem do nich trwa kilkanaście minut, co wydłuża czas podróży. Dlatego, według prof. Andrzeja Rucińskiego, lotniska w Gdańsku i Gdyni bezwzględnie powinny mieć jeden zarząd.

Gdynia wygrała spór o lotnisko w Kosakowie. Co dalej z obiektem?

- Tak dzieje się na całym świecie - mówi prof. Andrzej Ruciński z katedry rynku transportowego wydziału ekonomicznego UG, były prezes Portu Lotniczego Gdańsk. - Przykładem tego są Nowy Jork, Boston, Londyn, ale także mniejsze aglomeracje, jak Bruksela z Charleroi. W tej sprawie powinno nastąpić porozumienie na najwyższym szczeblu, między władzami województwa oraz prezydentami Gdańska, Gdyni i Sopotu. Ale na taki, pozytywny scenariusz raczej się nie zanosi.

Katarzyna Spychała, wiceprezydent Gdyni, zapewnia, że negocjacje z Komisją Europejską na temat uruchomienia lotniska trwają, dodając, że gdyby pomysł samorządowców na funkcjonowanie portu lotniczego nie spinał się finansowo, to KE w ogóle by z nimi nie rozmawiała. Uzasadnia ona także, dlaczego Gdynia początkowo chce obsługiwać przede wszystkim ruch GA.

Gdynia deklaruje też, że nie widzi potrzeby, aby na lotnisku w Gdyni prowadzić jeszcze kolejne inwestycje.

To ważne, bowiem zdaniem prof. Włodzimierza Rydzkowskiego z katedry polityki transportowej wydziału ekonomicznego UG, KE już raz wyraziła stanowisko, że także takie nakłady mogą zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Tyle tylko, że na podobne deklaracje ze strony władz Gdyni także trzeba patrzeć przez palce. W samo lotnisko być może nie trzeba już inwestować, ale jeśli miałoby rywalizować z Gdańskiem o pasażerów, koniecznie trzeba udrożnić dojazd do niego. Wiązałoby się to m.in. z dobudową pasów ruchu do ul. Kwiatkowskiego oraz doprowadzeniem Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. Koszty tej drugiej inwestycji były w tym roku przedmiotem publicznej debaty.

Wszystko na temat lotniska w Gdyni Kosakowie

Paweł Rydzyński z zespołu doradców gospodarczych TOR stwierdził nawet, że doprowadzenie kolei do północnych dzielnic Gdyni kosztowałoby „raptem kilka milionów złotych”. Jego wyliczenia zostały jednak wyśmiane przez samorządowców z Gdyni. Rydzyński nie wziął w swoich kalkulacjach pod uwagę m.in. konieczności budowy nowych stacji, w tym przy terminalu na lotnisku, zakupu dodatkowych szynobusów oraz zapewnienia bezkolizyjnego przejazdu przez ul. Hutniczą. Na tej ruchliwej i już dziś zakorkowanej ulicy pociągi nie mogą w przyszłości co kilka minut blokować przejazdu samochodów, bowiem oznaczałoby to paraliż komunikacyjny tej części miasta. Jeśli politycy Samorządności zdecydowaliby się na taki wariant, jest duże prawdopodobieństwo, że zdenerwują mieszkańców do tego stopnia, iż przegrają wybory. Gołym okiem więc widać, że nakłady na odpowiednie skomunikowanie lotniska sięgnęłyby nawet setek milionów złotych i mocno obciążyły budżet miasta.

- Zaletą byłoby jednak, że skorzystałyby na tym dziesiątki tysięcy mieszkańców północnych dzielnic Gdyni, którzy dziś stoją w korkach, bowiem przy okazji poprawiłby się dostęp do nich - mówi prof. Ruciński.

Wycieczka po lotnisku w Kosakowie

Harce dzików na lotnisku w Babich Dołach

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie