Porozumienie ponad procentami

Dorota Abramowicz
Posłanka Elżbiety Kruk (PiS)
Posłanka Elżbiety Kruk (PiS) Wojciech Barczyńskim
W statystykach spożycia czystego alkoholu na głowę Polacy jawią się jako jedni z trzeźwiejszych narodów w Europie. Dlaczego zatem wybieramy polityków, którzy zawyżają średnią krajową w tym względzie?

Jak przystało na profesora ekonomii, Joanna Senyszyn do tematu zabiera się z kalkulatorem w ręku.

- Skoro według badań socjologicznych około 19 proc. Polaków pije za dużo, 3 proc. jest uzależnionych od alkoholu, to oznaczałoby, że w Sejmie co najmniej 83 posłów nadużywa alkoholu, a 14 to już alkoholicy. Moim zdaniem faktycznie te liczby mogą być jeszcze wyższe. Alkohol jest dużym problemem dla polityków. Dlaczego? Do polityki lgną w pewnym sensie ludzie z problemami osobowościowymi, bardziej niż reszta społeczeństwa podatni na używki i nałogi.

Zdjęcia posłanki Elżbiety Kruk (PiS), z wyraźnym wysiłkiem opowiadającej dziennikarzom, że potrafi "robić coś tam, coś tam", obiegły cały kraj, wywołując u jednych rozbawienie, a u innych zażenowanie i oburzenie. O podgrzanie atmosfery i odbicie piłeczki w kierunku politycznych oponentów zadbał niezawodny Jacek Kurski, który w radiowym wywiadzie pochwalił się, że niedawno w telewizyjnym studiu spotkał jednego z ministrów "nawalonego jak Messerschmitt".

A jeden z tabloidów opublikował zdjęcie "zalanego w trupa" byłego wiceministra zdrowia w rządzie PO, Krzysztofa Grzegorka, śpiącego na dywanie. Kompromitującą fotografię wykonano na korytarzu sejmowego hotelu, gdzie nie mają dostępu dziennikarze. Najwidoczniej polityka "wystawił" jakiś kolega z sejmowej ławy.

Jeśli do tego dołożymy dziwne zachowanie posła Romana Koseckiego (PO) podczas październikowej debaty na temat zdrowia, nie do końca zrozumiały wywiad Przemysława Gosiewskiego dla Radia Maryja oraz przypomnimy sobie kilkadziesiąt podobnych relacji z ostatnich lat, to obie izby polskiego parlamentu zaczną kojarzyć się nam z izbą wytrzeźwień.

Pojawiasz się i znikasz

Dr Wojciech Waldman, gdański toksykolog, zastrzega na początku, że obowiązuje go tajemnica lekarska. Nie będzie więc mówić, kogo leczył z choroby alkoholowej.

- Może pani jedynie napisać, że choroba alkoholowa nie wybiera - stwierdza ostrożnie. - Dotyka także ludzi, którzy są publicznie znani. Niestety, w Polsce to nadal temat tabu. Wstyd, bolesna sprawa. Daleko nam do USA, gdzie nawet prezydent George W. Bush przyznał się do problemów z alkoholem. I głośno mówił o swoim zwycięstwie nad chorobą.
W Polsce do lekarza trafiają tylko ci, którzy znaleźli się w sytuacji krytycznej. Nieprzytomni, z zaburzeniami rytmu serca, mający kłopoty z oddychaniem. Zatruci etanolem. Tymczasem sygnały choroby pojawiają się już wcześniej.

- Wśród pacjentów są osoby bardzo dobrze radzące sobie w pracy, podczas publicznych wystąpień, na spotkaniach - tłumaczy lekarz. - Oni piją alkohol regularnie, w małych dawkach.

Dziennikarze sejmowi przed dwoma laty ujawnili, w jaki sposób niektórzy posłowie, będący "w potrzebie" przemycają alkohol na salę obrad. Wystarczy kupić puszkę coli lub fanty, odlać trochę w toalecie i dopełnić wysokoprocentowym płynem. Z puszką w dłoni każdego przez bramkę przepuszczą.

Alkohol początkowo zwiększa możliwości mózgu, sprawia, że łatwiej formułujemy myśli, jesteśmy mniej spięci, sprawniej posługujemy się językiem obcym. Po pewnym czasie ten efekt przestaje działać. Potrzebna jest większa dawka etanolu. Takie "popijanie" może trwać latami, a we krwi delikwenta stale utrzymuje się poziom 1-3 prom. alkoholu. Aż do momentu, gdy nasz organizm powie "nie" lub gdy szczególnie dociekliwy policjant postanowi sprawdzić alkomatem zatrzymanego właśnie kierowcę.

- Większość uzależnionych długo ukrywa chorobę, często przy pomocy współpracowników lub przyjaciół - twierdzi dr Waldman. - Udaje się to zwłaszcza, jeśli problem dotyczy osoby z autorytetem, znanym nazwiskiem. Tłumaczą chwilowe "niedyspozycje", usprawiedliwiają, zastępują, gdy trzeba. Zabierają z widoku.

Innym modelem alkoholizmu są tzw. ciągi, gdy chory zaczyna pić na umór. Wówczas - kiedy zostanie przekroczona granica ryzyka - alkoholik znika. Po odtruciu wraca do pracy. Aż do następnego ciągu.

- Doświadczony obserwator może, obserwując w telewizji zachowania polityków, wyciągać trafne wnioski. Nagłe zmiany nastrojów, pojawiająca się niespodziewanie agresja, wulgarne odzywki, połączone ze "znikaniem" co jakiś czas danej osoby, sugerują, że za tym może stać alkohol.

- Ma pan swoje typy?
- Mam. Ale nazwisk nie podam.

Duży "firak" na chorą goleń

"Pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej" (jak podano w komunikacie kancelarii prezydenckiej) miał być powodem zaburzeń równowagi prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podczas jego wizyty na grobach w Charkowie w 1999 r. Sam były prezydent sześć lat później w telewizyjnym wywiadzie powiedział: Na wschodzie ludzie są gościnni. Byliśmy tam w dużej grupie, poczęstowano nas tym, czy tamtym...

- Alkoholem? - spytał dziennikarz.
- Oczywiście, przecież nie wodą sodową - bił się w piersi odchodzący prezydent. Co nie przeszkodziło mu zresztą dwa lata później tłumaczyć wpadkę podczas wystąpienia w Szczecinie "chorobą filipińską".

Na początku tego roku Janusz Palikot na swoim blogu zadał pytanie, czy aby i obecny prezydent nie nadużywa alkoholu. Powoływał się przy tym na krążące po warszawie plotki. Za to pytanie później Palikot przeprosił, ale plotki nie ustały.

- Prezydent może wypić sam dwie butelki wina, ale przy tym nie sprawia wrażenia pijanego - mówi nam były już polityk, który swego czasu często bywał u prezydenta. - Opinię birbanta ma też Michał Kamiński.

Jako "niewylewającego za kołnierz" nasi rozmówcy wskazują również obecnego ministra sportu, Mirosława Drzewieckiego. Przypominają też "historyczne" nazwiska: Małgorzatę Ostrowską, śpiewającą przed kamerami "Oto idzie pierwsza para" tuż po wyborach w 2005 roku, Romana Koseckiego i Andrzeja Biernata, którzy dobijali się nocą do drzwi byłej posłanki Sandry Lewandowskiej z Samoobrony, kierujących "pod wpływem" Bronisława Cieślaka i Iwonę Śledzińską-Katarasińską.

Legendą obrósł poseł Witold Firak z SLD, którego zmogło przed przedstawieniem wniosku o odebranie immunitetu Andrzejowi Lepperowi. Nazwisko posła, któremu alkohol złamał karierę polityczną (przepadł nawet w wyborach do rady miasta Konstancin Jeziorna w 2006 r.), przetrwało tylko w dowcipach, krążących po Sejmie. Koledzy w barze zamawiali "dużego firaka" albo mówili, że ktoś ma "dwa firaki alkoholu we krwi".

Wybory na trzeźwo

Po wpadce posłanki Kruk na blogu europosła Marka Siwca (SLD) pojawiła się sensacyjna wiadomość: między PO a PiS istniał cichy pakt o nieagresji, który przewidywał, że "w sprawie gorzały" obie partie nie będą wzajemnie na siebie donosić. Po złośliwych komentarzach platformersów na temat pani "coś tam, coś tam", prezes Kaczyński nie wytrzymał, pakt wypowiedział i "spuścił ze smyczy Kurskiego", który powiadomił o pijanym ministrze.

- Kompletna bzdura - komentuje wpis Siwca Jacek Kurski. I zastrzega, że nazwiska pijanego ministra nie będzie ujawniać.

- Pierwsze słyszę o jakimś pakcie - dziwi się Jarosław Wałęsa. - Nie za bardzo ufałbym tego typu sensacjom. Ale ja niewiele wiem o piciu w Sejmie. Słyszałem jednak, że to, co dzieje się teraz, to nic, wobec tego, co było dawniej.

- Bo dawniej temat ten nie zajmował tak bardzo mediów - tłumaczy Dorota Arciszewska-Mielewczyk (12 lat w parlamencie). - Teraz media trąbią, że premier z prezydentem wypili butelkę wina, a ja znam bardziej bulwersujące przypadki, od Charkowa poczynając.

Nieoficjalnie już posłowie opowiadają o hucznych imprezach z początku lat 90., kiedy to ponoć najlepiej bawiło się Polskie Stronnictwo Ludowe.

- Kiedyś pito więcej, ale za rządów Kaczyńskiego, gdy wszystkich nagrywano i fotografowano, słynny sejmowy "Bar za kratą" nagle opustoszał - wspomina Joanna Senyszyn. - Teraz znów, choć w mniejszym stopniu, wszystko wraca. Nieodpowiedzialne jest przede wszystkim picie w miejscu pracy. A takim miejscem dla posła jest Sejm.
Psycholog społeczny, prof. Hanna Brycz mówi, że każdy człowiek łagodniej traktuje siebie niż innych. Dlatego to, co jest dopuszczalne u majstra Kowalskiego, zjawiającego się w pracy na kacu, niedopuszczalne bywa u polityka.

- Zawód polityka jest odpowiedzialny na równi z zawodem lekarza czy nauczyciela - twierdzi prof. Brycz. - Dlatego pijaństwa politykom nie wybaczamy.

Wyraźnie potwierdzają to ostatnie badania CBOS, z których wynika, że aż 65 proc. respondentów wypowiada się krytycznie o parlamentarzystach.

- Nie wiem, czy cokolwiek może jeszcze bardziej zepsuć opinię polityków - twierdzi politolog, dr Jarosław Och. - Nawet pijaństwo, które jest patologią ponadpartyjną. Ale to wyraźny sygnał do liderów, by stosować ostrzejsze kryteria przy rekrutacji kandydatów do Sejmu. Może potrzebna jest zmiana prawa?

Jakaś zmiana na pewno jest niezbędna. Zwłaszcza że - jak wynika z raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH - Polacy stają się narodem abstynentów. Zajmujemy czwarte od końca miejsce w Unii Europejskiej pod względem rocznej ilości spożywanego alkoholu. Mniej od nas piją jedynie Szwedzi, Bułgarzy i Maltańczycy. Na trzeźwo dokonujemy wyborów. Oby także parlamentarnych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie