Porażka żużlowców boli, ale czy czegoś ich nauczy?

Janusz Woźniak
Żużlowcy Lotosu byli słabsi w pierwszym meczu ze Startem Gniezno
Żużlowcy Lotosu byli słabsi w pierwszym meczu ze Startem Gniezno Grzegorz Mehring
Udostępnij:
Szok! Tak można najkrócej określić odczucia kibiców po niedzielnym blamażu gdańskich żużlowców. Lotos Wybrzeże Gdańsk uległ na własnym torze, w premierowym meczu nowego sezonu, Startowi Gniezno aż 37:52. Rozczarowani postawą zawodników i wynikiem kibice od 11 wyścigu zaczęli tłumnie opuszczać trybuny. A przyszło ich na ten mecz ponad siedem tysięcy, to więcej niż fanów chcących ostatnio oglądać walczących nawet o wicemistrzostwo Polski piłkarzy Lechii. Gdańscy żużlowcy w niedzielę przegrali nie tylko premierowy mecz, ale i szacunek swoich kibiców. I nie wiem, czy to nie jest ważniejsze niż strata dwóch ligowych punktów. Ten falstart na "dzień dobry" długo może odbijać się tzw. czkawką drużynie Lotosu Wybrzeża.

Trener o przyczynach porażki ze Startem

- Przegraliśmy wysoko i to oczywiście boli. Jednak po pierwszym meczu sezon się nie kończy. On się dopiero zaczął. Dlaczego nie nawiązaliśmy walki ze Startem? Dość gwałtowna zmiana pogody, słońce i wysoka temperatura, zmieniła warunki na torze. Na takim, w Gdańsku, jeszcze w tym roku nie jeździliśmy. I to był dla moich zawodników problem. Do tego doszły proste błędy, brak współpracy na torze, w początkowych wyścigach. Przecież wówczas dwukrotnie jechaliśmy na 5:1, aby zakończyć te wyścigi remisami 3:3. Zamiast naszego prowadzenia, przewagę zyskiwali rywale. Nie możemy jednak teraz siąść i płakać, bo wówczas dalsze ściganie nie miałoby sensu. Trzeba walczyć w kolejnych meczach, szukać okazji do rehabilitacji i tak na pewno zrobimy. W niedzielę praktycznie tylko do Zetterstroema i Hliba nie można mieć większych pretensji. Inni, w mniejszym lub większym stopniu, zawiedli. Mamy co poprawiać, także w składzie na mecz w Grudziądzu - skomentował premierową wpadkę swojej drużyny trener Stanisław Chomski.

Gafurow i Stachyra na cenzurowanym

Najwięcej pretensji było w niedzielę do jazdy Renata Gafurowa i Dawida Stachyry, dwóch najskuteczniejszych żużlowców Lotosu w poprzednim sezonie. Tymczasem Gafurow nie zdobył przeciwko Startowi żadnego punktu, a Stachyra tylko cztery, w tym trzy w wyścigu 12, kiedy na torze nie było żadnego z wcześniej wykluczonych rywali.

- Co się stało? Nie wyszło. Przepraszam, ale… to nie był mój dzień. Pogubiłem się przy ustawieniu silnika. Liczyłem na przyczepny tor, a był twardy. Do tego ten fatalny pierwszy wyścig. Jechaliśmy na podwójnym prowadzeniu, wydawało mi się, że wzrokowo porozumiałem się z moim partnerem [to był Max - przyp. red.], że w drugi łuk on wejdzie przy zewnętrznej, a ja szerzej i parą przypilnujemy zawodników Startu. Tymczasem Max na łuku odjechał od krawężnika i praktycznie wywiózł mnie pod bandę. Ja się zakopałem, a rywale odjechali. A później zaliczałem już tylko upadki - nie ściemniał w swojej wypowiedzi po meczu Gafurow.

- Co tu mówić, to była wielka katastrofa. Tor był twardy, inny niż ten, na którym trenowaliśmy i jeździliśmy sparingi. Nie ma się jednak co tłumaczyć tylko torem czy tym, że posypał się mój najlepszy silnik. Po prostu do lepszego wyniku zabrakło moich i Gafurowa punktów - nie ukrywał, także swojego rozczarowania, Stachyra.

Trzeba równać do Zetterstroema i Hliba

Dziesięć punktów "Zorro", ale w sześciu startach i przy dwóch defektach, oraz dziewięć oczek Pawła Hliba, który na torze pokazał się pięciokrotnie, to najlepsze indywidualne wyniki gdańskich zawodników w niedzielnym meczu. Dziewięć punktów, ale w sześciu startach, zdobył też Mikael Max. To w sumie 28 z 39 zdobytych przez zawodników Lotosu punktów w niedzielnym meczu.

- Nawet w najczarniejszych snach nie przewidywałem porażki w meczu ze Startem. Indywidualnie pojechałem nieźle, ale co to ma za znaczenie, skoro zespołowo tak wysoko przegraliśmy. Źle weszliśmy w sezon, na torze zabrakło agresywnej jazdy, takiej, jaka jest wymagana w meczu o ligowe punkty. Oby kolejne spotkania były lepsze w naszym wykonaniu - z nadzieją w głosie mówił Magnus Zetterstroem.

- Niewiele można powiedzieć po takim początku sezonu. Zapomnieć też nie można, ale teraz najważniejszy jest już nasz następny mecz w Grudziądzu. Trzeba tam powalczyć, najlepiej wygrać. Stanowczo za wcześnie, po jednym nieudanym meczu, niektórzy chcą nas już spisywać na straty - przekonywał, bojowy na torze i poza nim, Hlib.

W niedzielę Lotos Wybrzeże rozegrał pierwsze z 20 spotkań, które czekają gdańszczan w tym sezonie. Falstart to jeszcze nie tragedia, ale pod warunkiem, że dalej będzie znacznie lepiej. Od meczu w Grudziądzu, w najbliższą niedzielę, poczynając. Mimo premierowej porażki podstawowy cel Lotosu nie uległ zmianie. Na zakończenie sezonu mamy wszyscy cieszyć się z awansu do ekstraligi. To ciągle jest możliwe…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie