Porażka Lotosu Wybrzeże

Janusz WoźniakZaktualizowano 
Niedzielny mecz oglądało ponad 11 tysięcy widzów
Niedzielny mecz oglądało ponad 11 tysięcy widzów Tomasz Bołt
Pierwsze koty za płoty. Oczywiście w premierowej kolejce żużlowej ekstraligi. W Gdańsku był komplet publiczności, były emocje, niepewność dotycząca końcowego rezultatu do przedostatniego wyścigu, ale do pełni szczęścia gdańskim fanom speedweya zabrakło zwycięstwa gospodarzy.

Mistrzowie Polski Unibax Toruń wygrał z Lotosem Wybrzeże Gdańsk 49:41.
Pierwszy wyścig, młodzieżowy, przyniósł pierwsze indywidualne zwycięstwo gdańskiej drużynie. Wygrał Martin Vaculik, robiąc sobie tym samym prezent na 19 urodziny. Damian Sperz przyjechał ostatni, zatem było 3:3. Dwa kolejne wyścigi wyraźnie popsuły humory 11 tysiącom gdańskich kibiców. Nie mogło być jednak inaczej, skoro mistrz dawał lekcję beniaminkowi po 5:1.

Wyglądało to tak, jakby torunianie jeździli na własnym torze. Nadzieje, że Hans Andersen może pomoże, spełniły się w czwartej gonitwie. Doświadczony Duńczyk minął na dystansie Wiesława Jagusia, a że Vaculik dorzucił jeden punkt, Lotos wygrał (4:2) swój pierwszy wyścig po powrocie do ekstraligi. Do odrobienia ciągle było jednak sześć punktów (9:15).

- Dobrze zacząłem ten mecz, ale na pewno będzie trudno. Zobaczymy, co zrobię w czterech kolejnych swoich startach. Jako drużyna będziemy jeździli z meczu na mecz lepiej, ale... nie naciskajcie teraz na nas - mówił w parkingu Andersen.

W piątym wyścigu kibiców rozgrzał Kenneth Bjerre, objeżdżając na dystansie toruńską parę Chris Holder - Robert Kościecha, ale Renat Gafurow ze sporego oddalenia przyglądał się tylko walczącej o punkty wspomnianej trójce żużlowców. W kolejnym wyścigu tylko dwa punkty Andersena, ostatnie miejsce Vaculika i Unibax prowadził już 22:14. Kiedy w siódmym wyścigu Magnus Zettersroem i Adam Skórnicki znaleźli się na czele stawki zawodników, wydawało się, że to będzie sygnał do odrabiania strat. Wówczas jednak Wiesław Jaguś przypomniał sobie jak mijać rywali na torze i przed metą rozdzielił gdańszczan.

- Wykorzystałem start z pierwszego toru, a jechałem na tym samym motocyklu co w swoim pierwszym wyścigu. Dzisiaj przegrać start to oznacza przegrać wyścig - wyjaśniał chwilę później "Zorro". W wyścigach nr 8 i 9 błyszczeli Australijczycy Holder i Ryan Sullivan, przywożąc za plecami - w obu biegach - Andersena.
Przed 11. wyścigiem (26:34), po raz drugi wycofany ze startu Skórnicki mówił: - Wiadomo, że jedziemy z mistrzem Polski, wiadomo, że ziewania nie będzie. Jest ciężej niż myśleliśmy, a jeżeli o mnie chodzi to widać, że trzy lata nie startowałem w ekstralidze - przyznał krytycznie "Skóra".
Na szczęście nie poddawali się jego koledzy. W 11. wyścigu cień nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone, przywrócili podwójnym zwycięstwem Andersen i Zetterstroem, bo gospodarze przegrywali już tylko 31:35.

Przed wyścigami nominowanymi nic się nie zmieniło, bo mimo zwycięstw Holdera i Jagusia gdańszczanie zajmowali dwa kolejne miejsca. Niestety w tych decydujących gonitwach znowu lepsi po 4:2 okazali się goście i to oni cieszyli się ostatecznie z meczowego zwycięstwa. Zasłużonego, ale beniaminek - chociaż nie prowadził ani razu - pokazał, że potrafi walczyć.
- To było dobre widowisko, ale do szczęścia zabrakło zwycięstwa Lotosu. W ogólnym rozrachunku zabrakło nam punktów Skórnickiego i Gafurowa - zdiagnozował krótko przyczyny porażki trener gospodarzy Robert Sawina.

Nic dodać, nic ująć. Meczowa statystyka jest dla obu tych żużlowców bezwzględna. Obaj zdobyli tylko po jednym punkcie, a na przykład młodzieżowiec Vaculik aż osiem. Obaj seniorzy mimo premierowego falstartu pojadą jednak w kolejnym meczu we Wrocławiu, bo Fin Joonas Kylmaekorpi - który mógłby zastąpić Gafurowa - będzie mógł ewentualnie pojawić się w składzie Lotosu dopiero za dwa tygodnie.

Problem finansowy
- Ogólnoświatowy kryzys dotarł także na polskie tory żużlowe. Wszyscy jednak muszą się dostosować do nowych warunków, tak prezesi, jak i zawodnicy. Możliwa jest renegocjacja kontraktów, ale jednak umów trzeba dotrzymywać - uważa prezes Ekstraligi Żużlowej Ryszard Kowalski.

W praktyce wygląda to różnie. Jest już pierwszy zawodnik, który wypowiedział umowę. To aktualny mistrz świata Duńczyk Nicki Pedersen, którego kontrakt we Włókniarzu Częstochowa opiewał na ok. 500 tys. euro rocznie. Jedną trzecią wypłaty klub miał mu przekazać jeszcze przed sezonem (pozostałe wynagrodzenie jest uzależnione od wyników na torze). Nie doczekał się ich, nie zgodził na obniżkę kontraktu, a w sobotę wieczorem zapowiedział, że w częstochowskiej drużynie nie będzie jeździł.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcel

Nieprawdą jest, że Jaguś przedzielił Zettestroma i Skórnickiego przed metą - Skórnickiego wyprzedził już na wyjściu z 1 łuku.

Dodaj ogłoszenie