reklama

Pomysły na przyszłość stoczniowego majątku

Jacek KleinZaktualizowano 
Stoczniowcy czekają na inwestorów i na pracę
Stoczniowcy czekają na inwestorów i na pracę Grzegorz Mehring
Miasto Szczecin, samorząd województwa zachodniopomorskiego i Zachodniopomorska Agencja Rozwoju Regionalnego mają pracować nad powołaniem spółki celowej, która wystartowałaby w listopadowym przetargu na część majątku produkcyjnego Stoczni Szczecińskiej Nowej.

Samorządowcy chcą w ten sposób ratować stocznię - donosi "Głos Szczeciński". Gdynia nie przewiduje takiego rozwiązania.

Szczecińska spółka, dzięki przejęciu części stoczni, miałaby ponownie rozruszać produkcję, choć niekoniecznie statków. Przetargi na majątek szczecińskiej stoczni odbędą się 27 listopada. Dzień wcześniej na sprzedaż zostanie wystawiony majątek produkcyjny gdyńskiej stoczni.
- Jeżeli władze samorządu zdecydują się na powołanie takiej spółki, może ona wystartować w przetargu jak każda inna - mówi Roma Sarzyńska, rzecznik prasowy Agencji Rozwoju Przemysłu. - Specustawa stoczniowa daje taką możliwość.

- My takiej koncepcji nie bierzemy pod uwagę, nie będziemy szli w tym kierunku - mówi Bogusław Stasiak, wiceprezydent Gdyni. - Jedyne, na co zwracaliśmy uwagę, to konieczność zapewnienia swobodnego dostępu komunikacyjnego do podzielonego na 20 części zakładu.

Kapitałowo angażować się w stocznię nie zamierza też pomorski Urząd Marszałkowski.

- Nie mamy takich planów - mówi Jan Kozłowski, marszałek województwa pomorskiego. - Samorząd nie powinien wchodzić w działalność czysto gospodarczą ponieważ, zwłaszcza w przypadku stoczni, wiąże się to z ogromnym ryzykiem. Jak byśmy się wytłumaczyli przed mieszkańcami, gdyby się okazało, że trzeba dopłacić do interesu miliony złotych. Natomiast gdyby się zawiązała grupa wiarygodnych biznesmenów, którzy chcieliby przejąć stoczniowy majątek, jesteśmy gotowi udzielić jej wsparcia.

Można się zastanawiać nad ekonomicznym sensem przejęcia majątku przez samorządy. Byłby to po części powrót obu firm do własności publicznej. Tego chce uniknąć rząd, zamierzając sprzedać zakłady prywatnym inwestorom. Tych jednak, co pokazały już zakończone fiaskiem majowe przetargi na sprzedaż stoczni, może nie być. Do złożenia ofert w listopadzie nie zachęcą ich przecież ulgi podatkowe możliwe do uzyskania w wyniku włączenia terenów stoczniowych do specjalnych stref ekonomicznych. Mogłaby to zakwestionować Komisja Europejska, jako dodatkową pomoc publiczną.

- Problem już był rozważany i wycofano się z tego pomysłu, ponieważ w świetle przepisów o SSE są to grunty prywatne, to znaczy niebędące własnością komunalną, zarządzającego strefą lub Skarbu Państwa - informuje Iwona Dżygała z biura prasowego Ministerstwa Gospodarki, które odpowiada za strefy ekonomiczne. - Oznacza to, że najpierw musi być inwestor z konkretnymi planami inwestycyjnymi, aby można było rozpatrzyć objęcie terenów strefą.

Utworzenie na terenach stoczniowych specjalnych stref ekonomicznych jest zatem możliwe dopiero po rozstrzygnięciu przetargów i zakończeniu procesu sprzedaży stoczni, który potrwa do końca roku.

- Taki krok trzeba jednak przeanalizować pod kątem efektywności gospodarczej - uważa Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. - Jeśli strefa, to z konkretnym inwestorem. Gdy znajdzie się nabywca mający w planach określoną inwestycję i zatrudnienie konkretnej liczby pracowników, wówczas warto rozpatrywać objęcie go strefą.

SSE mogłyby powstać także wówczas, gdyby przetargi po raz drugi zakończyły się niepowodzeniem. Inwestora mógłby znaleźć syndyk masy upadłościowej. Na zakupionym terenie nowy właściciel musiałby utworzyć określoną liczbę nowych miejsc pracy lub ponieść nakłady inwestycyjne o określonej wartości i rozpocząć działalność polegającą na uruchomieniu wytwarzania nowych albo znacząco ulepszonych towarów, procesów lub usług - czyli zainwestować w nowe technologie.

Jeżeli się nie uda sprzedać stoczni do końca roku, będą one postawione w stan upadłości. Od kilku miesięcy stocznie nie budują statków. Nie składają też zamówień u swoich kooperantów, co się przekłada na złą sytuację w wielu firmach w kraju. Poznańskie Zakłady im. Cegielskiego, dostarczające silniki do budowanych w stoczniach w Gdyni i Szczecinie statków, zaczęły wczoraj zwolnienia grupowe. Pracę straci 500 pracowników.

60 Sekund Biznesu: Wyczerpuje się imigracja ukraińska

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie