Pomysł na wyspę

RedakcjaZaktualizowano 
Gdańszczanie przyzwyczaili się już do unoszącej się nad Wyspą Spichrzów obezwładniającej atmosfery niemożności
Gdańszczanie przyzwyczaili się już do unoszącej się nad Wyspą Spichrzów obezwładniającej atmosfery niemożności Przemek Świderski
Już samo otwarcie dla zwiedzania północnego cypla Wyspy Spichrzów byłoby atrakcją - twierdzi Jarosław Zalesiński

Obłuszczona z farby krypa obok Zejmana, wypaciany na ścianie napis "wulkanizacja" i srebrzyste kontenerki na odpadki, wkomponowane w chaszcze i ruiny. Od drugiej strony zbutwiałe, rozpadające się nabrzeże, koślawe płoty z reklamami i wyrastające z gruzów drzewa. Taką Wyspę Spichrzów oglądali goście listopadowego jubileuszu 25-lecia Pokojowej Nagrody Nobla Lecha Wałęsy.

Jeśli nic z tym nie zrobimy, te same widoki ucieszą oczy gości dwóch wielkich tegorocznych uroczystości. Najpierw 20. rocznicy pierwszych wolnych wyborów w bloku państw komunistycznych, a potem 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Zjechać ma do nas cała Europa. Rozkręca się już dyskusja o megawydarzeniach, koncertach, konferencjach. Ma być super, aby cały świat znów nas podziwiał. Ale światowe media, tuż przy Centrum Muzyczno-Kongresowym na Ołowiance, zobaczą coś zupełnie innego niż miłe obrazki z reklamówek CNN, za które niegdyś miasto słono zapłaciło.

- W budżecie związanym z obchodami rocznicy 4 czerwca nie zaplanowaliśmy kwot związanych z Wyspą Spichrzów - potwierdza prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Dodaje jednak, że wydał polecenie, aby skalkulować koszt prac rekultywacyjnych na wyspie. Miasto może się tam od niedawna inaczej rozporządzać, od kiedy dogadało się z Pracowniami Konserwacji Zabytków i przejęło działki na wyspie.
Rekultywacja to już coś. Szpetota Wyspy Spichrzów bierze się nie z tego, że tak szkaradne są sterczące na niej ruiny. Są one nawet całkiem malownicze. Najbardziej szpetne jest to, czym wyspa przez ponad pół wieku porastała - walące się płoty, sawanny i busze traw i krzaków, jakieś tandetne reklamy, butwiejące deski i pale. Jeśli to wszystko zostanie do 4 czerwca usunięte (a zostanie?), będzie rodzajem pudru na wstydliwą chorobę. Pytanie - czy to już wszystko, co da się w sprawie wyspy zrobić?

Same ruiny są malownicze? No właśnie. To samo co dzisiaj jest powodem największego gdańskiego wstydu, mogłoby się zmienić w atrakcję. Gdyby wykorzystać północną część wyspy, nim zostanie skolonizowana przez inwestorów, jako rodzaj plenerowego muzeum, upamiętniającego bolesną przeszłość - radykalnie zmieniłoby to charakter tego miejsca. - Taka aranżacja nie mogłaby być byle jaka, banalna, musiałaby mieć w sobie coś porywającego - zastrzega się Janusz Marszalec, historyk, członek zespołu pracującego nad koncepcją Muzeum II Wojny Światowej, projektowanego w Gdańsku.

Pomarzyć miło. Sam chętnie widziałbym na Wyspie Spichrzów, ot, choćby instalację pary artystów Thyry Hilden i Pio Diaza, niedawno goszczących w Gdańsku na zaproszenie Nadbałtyckiego Centrum Kultury. Hilden i Diaz w wielu miejscach na świecie tworzyli instalacje imitujące wielkie płomienie na symbolicznych miejsach i budynkach. Otwarcie takiej instalacji na gdańskiej Wyspie Spichrzów w 70. rocznicę wybuchu II wojny - czy to naprawdę takie niemożliwe do pomyślenia?
Wystarczyłyby jednak rzeczy mniej widowiskowe. Już samo otwarcie północnego cypla do zwiedzania, oczywiście po odpowiednim urządzeniu terenu, wytyczeniu ścieżek dla spacerujących, ustawieniu wielkich fotogramów, tablic, tekstów, byłoby atrakcją i dla gdańszczan, i dla przyjezdnych (jasne, musiałyby być spełnione wszystkie wymogi bezpieczeństwa, te tereny mają swoich właścicieli, z którymi trzeba by to uzgodnić itd).

Przyjezdni kończą zwykle zwiedzanie, dochodząc Traktem Królewskim do Zielonej Bramy, skąd skręcają w Długie Pobrzeże, by przejść "bursztynowym szlakiem" galerii. Plenerowe muzeum na Wyspie Spichrzów byłoby nieobowiązkową, ale dodatkową atrakcją. Czy nie przyciągałoby dzięki swojej odmienności?

Dla gdańszczan z kolei leżący do tej pory odłogiem, zamknięty i martwy fragment miasta byłby odkryciem. Można by go wykorzystywać także w celach edukacyjnych. Trójmiejska Grupa Rekonstrukcji Historycznych przymierza się w przyszłym roku do rekonstrukcji zdobywania Gdańska. Bitwa ma się rozegrać gdzie? Na terenach postoczniowych. Przeniesienie elementów tej inscenizacji między ruiny w samym centrum miasta, choć technicznie trudne, byłoby bezdyskusyjną atrakcją.

Taką samą mogłyby być plenerowe lekcje historii. Gdybym mógł mieć znowu 14 lat, w takim miejscu, a nie w klasie, wolałbym mieć zajęcia o wojennym Gdańsku. Nic nie stoi zresztą na przeszkodzie, aby na owych wielkich fotograficznych tablicach przypomniana została także świetna przeszłość Wyspy Spichrzów.

Może zresztą - to znów swobodne marzenie - fotogramy, tablice i teksty upamiętniałyby los nie tylko Gdańska, ale i innych miast Europy i świata szczególnie doświadczonych w latach wojny? Odpowiadałoby to duchowi, w jakim projektowane jest gdańskie Muzeum II Wojny Światowej. Burmistrzowie tych miast mają do Gdańska na tegoroczne obchody przyjechać. Gdyby przywieźli , poproszeni o to, kamienie zabrane z tamtych pobojowisk, powstałoby symboliczne gdańskie lapidarium. Tę ekspozycję można by potem przenieść do Muzeum II Wojny Światowej, gdy już na wyspę definitywnie wejdą deweloperzy.
Pomysłów, jak zmienić wygląd tej enklawy i jak nadać jej martwocie inne funkcje, może się pojawić wiele. Przede wszystkim jednak chodzi o zmianę samego sposobu myślenia o Wyspie Spichrzów. Przyzwyczailiśmy się żyć z tym zawstydzającym wrzodem, przywykliśmy do unoszącej się nad wyspą obezwładniającej atmosfery niemożności. Pytamy tylko o to, jaka będzie wyspa, gdy staną na niej hotele. Zapytajmy, jaka będzie do tej pory.

Jak to było z "Wyspą Wstydu", czyli kilkanaście lat porażek
Plany rewitalizacji wyspy zaczęły nabierać kształtów w 1995 r. Powstała wówczas amerykańska spółka Genesis Hotels Gdańsk. Na Wyspie Spichrzów miała wybudować luksusowy hotel, miasto wniosło do niej aportem grunty. Hotel nie powstał, GHG okazał się kolosem na glinianych nogach.

W 2002 r. GHG sprzedał swoje 92 proc. udziałów firmie WSC Investment, powiązanej z Mennicą Państwową. W tym samym roku WSC wykupiła od miasta pozostałe 8 proc. udziałów. Rok później grunty na Wyspie przejęło Stołeczne Przedsiębiostwo Handlu Wewnętrznego. Jak się okazało, WSC pożyczało od SPHW pieniądze, a zabezpieczeniem były grunty na wyspie.

W 2005 r. teren od SPHW kupił hiszpański deweloper Martinsa-Fadesa. Nadzieje były wówczas spore, Hiszpanie także obiecywali wybudować przy nabrzeżu luksusowy hotel. Nie budują, bo ich spółka-matka, Grupo Labaro, wpadła w gigantyczne kłopoty finansowe. Ma długi sięgające kilku miliardów euro.

W 2007 r. władze Gdańska ogłosiły konkurs na zagospodarowanie Wyspy Spichrzów. Wstępnie zainteresowanie wyraziło 12 firm. Ostatecznie do konkursu przystąpiły dwie. 1 lipca 2008 r. władze Gdańska ogłosiły, że żadna z firm nie została wybrana na partnera miasta w odbudowie wyspy. Żadna z firm nie przedstawiła bowiem w terminie koncepcji architektonicznej.

Także w 2007 r. powstała Rada Interesariuszy, skupiająca właścicieli i wieczystych użytkowników terenów na wyspie. Rada miała pomóc w przygotowaniu planów zagospodarowania przestrzennego wyspy. Dziś urzędnicy przyznają, że działania rady przyniosły niewiele.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie