Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Pomorze: Zakaz wstępu na mieliznę. Co dalej z Marszem Śledzia?

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Losy widowiskowego Marszu Śledzia stanęły pod znakiem zapytania
Losy widowiskowego Marszu Śledzia stanęły pod znakiem zapytania Tomasz Bołt
Możliwość organizowania w przyszłości tradycyjnego Marszu Śledzia, czyli przeprawy grupy śmiałków z Kuźnicy na Półwyspie Helskim, przez Zatokę Pucką, do cypla w Rewie koło Gdyni, stoi pod znakiem zapytania.

Znaczna część trasy przebiega bowiem przez tereny, które mają być w przyszłości chronione. Na unikatowych fragmentach Zatoki Puckiej, Rybitwiej Mieliźnie i Ryfie Mew Urząd Morski w Gdyni już w 2010 roku zamierza zamontować kamery. Wszystko, aby nie dopuścić do obecności ludzi na tym terenie i ograniczyć żeglugę.

Do akcji przyłącza się prof. Krzysztof Skóra, dyrektor Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego na Helu, który zapewnia, iż zrobi wszystko, aby w najbliższym czasie, czyli najlepiej w perspektywie dwóch lat, Ryf Mew uznany został za chroniony rezerwat przyrody.

Już zresztą w tym roku przeciw organizacji marszu protestowali ekolodzy z WWF Polska, a 13 września organizują kolejną konferencję w tej sprawie. Zdaniem Pawła Średzińskiego z WWF uczestnicy marszu zakłócają spokój ptaków, mających swoje siedliska na mieliźnie.

Dr Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni, zwraca uwagę, że ograniczenia dotyczące ruchu ludzi i jednostek w rejonie Ryfu Mew zawarto już w pilotażowym projekcie planu zagospodarowania przestrzennego zachodniej części Zatoki Gdańskiej. Podkreśla ponadto, że tereny mielizny dawno włączono do systemu ochrony siedliskowej i ptasiej NATURA 2000, a leżą one także w granicach Nadmorskiego Parku Krajobrazowego.

- Mimo to nie ma obecnie przepisów, na podstawie których mógłbym zakazać prowadzenia w tej okolicy żeglugi i turystyki pieszej - przyznaje Królikowski.

Dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni zaraz jednak dodaje, iż sytuacja diametralnie zmieni się w momencie, gdy Ryf Mew uznany zostanie za rezerwat przyrody. - Wstęp ludzi, czy marsze, będą wtedy zakazane, a nasi urzędnicy będą mieli możliwość, aby na podstawie zapisu z kamer egzekwować ten zakaz - stwierdza.

Zdaniem dyrektora Urzędu Morskiego mieliźnie bardziej szkodzi jednak nie tyle Marsz Śledzia, podczas którego uczestnicy są nadzorowani przez organizatorów i stosują się do ustalonych zasad, starając się np. nie hałasować, lecz niekontrolowane biwaki, czy szarże skuterami w okolicach Ryfu Mew.

- Widziałem ostatnio zdjęcia z podobnego, dzikiego biwaku - mówi Królikowski. - Takie eskapady powodują znaczne zniszczenia w przyrodzie. Na pewno nie mogą odbywać się na jednym z nielicznych na polskim wybrzeżu miejsc wypoczynku ptaków i ssaków morskich, na którym - jak usłyszałem ostatnio od naukowców - pojawiają się nawet foki. Inna sprawa, że na Rybitwiej Mieliźnie piesi nie powinni pojawiać się również ze względów bezpieczeństwa, zalegają tam bowiem niebezpieczne wraki, a prawdopodobnie także niewybuchy lotnicze, pozostałe po poligonie Marynarki Wojennej i Wojsk Lotniczych.
Urzędnicy rozumieją, że unikatowy przyrodniczo na skalę całej Europy teren kusi miłośników pięknych krajobrazów. Podkreślają jednak, iż ważniejsze od wycieczek są względy ochrony ptaków i ssaków. Andrzej Królikowski dodaje, że na temat ochrony Rybitwiej Mielizny rozmawiał w ostatnich dniach z warszawskimi urzędnikami, głównym inspektorem ochrony przyrody i głównym konserwatorem ochrony przyrody.

Gdynianin Radosław Tyślewicz, organizator Marszu Śledzia, uważa jednak, iż jego uczestnicy w żadnym wypadku nie degradują przyrody, a wręcz przeciwnie.

- Impreza ma charakter proekologiczny - usłyszeliśmy od Tyślewicza. - Nie widzę też żadnego zagrożenia, aby miała nie odbyć się w przyszłych latach. W obecnym stanie prawnym nie można zakazać takiego przemarszu, podobnie zresztą, jak żeglugi na tym akwenie. Choć przyznaję, że dzika, niekontrolowana ingerencja w ten teren nie jest wskazana, ale zarzucanie nam, iż szkodzimy przyrodzie, jest bzdurą.

Tyślewicz chybionym nazywa też pomysł stworzenia rezerwatu na mieliźnie. - Tam nie ma żadnych siedlisk ptaków, mewy po prostu siedzą sobie na piasku, jak na każdej plaży - mówi. - W okolicach Zatoki Puckiej jest pięć ścisłych rezerwatów na lądzie, gdzie rozmnażają się ptaki. Niepotrzebny jest szósty rezerwat na mieliźnie.

od 7 lat
Wideo

echodnia.eu W czerwcu wybory do Parlamentu Europejskiego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki