Pomorze solidarne z Ukrainą

Materiał informacyjny Pomorski Urząd Wojewódzki w Gdańsku
Fot. PUW w Gdańsku
Fot. PUW w Gdańsku
Podsumowanie akcji informacyjnej Wojewody Pomorskiego

Szanowni Państwo,

W ostatnich tygodniach żołnierze ukraińscy przejęli inicjatywę na polu bitwy na wschodzie Ukrainy. Udana kontrofensywa tchnęła w demokratyczny świat ducha optymizmu. Pamiętajmy jednak, że wojna trwa nadal i będzie pisała różne scenariusze. Przed nami jesień i zima, która będzie potwierdzeniem solidarności Pomorzan z narodem ukraińskim.

Ostatnie miesiące inwazji na Ukrainę przywołują na myśl historyczne analogie do tragicznych momentów w dziejach Polski. Widok kolejnych dołów śmierci odnajdywanych w miejscowościach wyzwalanych spod okupacji rosyjskiej budzi skojarzenia m.in. z Katyniem. Z kolei rola dzielnych kobiet, które nie tylko stały się ostoją tożsamości narodowej, ale też muszą umieć zarabiać i utrzymać rodziny przywodzi na myśl zabory i rolę polskich kobiet jako ostoi tożsamości. Zrujnowane do szczętu miasta Ukrainy przywodzą na myśl obrazy zniszczonej w czasie II wojny światowej Warszawy i innych miast Polski.

Obecna współpraca Polski - w tym Pomorza - z Ukrainą to nowe otwarcie relacji polsko-ukraińskich. To dzięki sile struktur naszego Państwa, dzięki pomocy, którą niesiemy od początku agresji Rosji, udało się przyjąć miliony uchodźców wojennych, w tym dużo ponad sto tysięcy w naszym województwie, a przez to zapobiec klęsce humanitarnej. Solidarność tak ważna dla naszego województwa nabrała nowych barw i została ponownie dostrzeżona na całym świecie. Dziś demokratyczny świat jest dumny z Polski i zaczyna rozumieć fenomen polskiego umiłowania wolności i samostanowienia.

Część uchodźców, również tych przebywających w naszym województwie, zdecydowała się na powrót do swojego kraju, jednak nie jest to relatywnie liczna grupa. Powroty Ukraińców do kraju będą częstsze dopiero wtedy, gdy skończą się groźby bombardowań i pojawi się względna pewność jutra. Obecnie taka perspektywa wydaje się dość odległa. Rosja nadal próbuje wywołać kryzys humanitarny i złamać morale ludności cywilnej. Temu służą ataki na infrastrukturę związaną z produkcją energii i ciepła. Takie ataki mogą następować również zimą.

Czynimy zatem przygotowania, które umożliwią w razie kryzysu przyjęcie kolejnych grup uchodźców. Zabezpieczamy wolne miejsca i sukcesywnie przygotowujemy kolejne, które zapewnią dach potrzebującym. Mieszkańcy województwa pomorskiego od początku wojny przyjęli kilkadziesiąt tysięcy uchodźców. Nadal część z Państwa zapewnia schronienie rodzinom zmuszonym do opuszczenia swojego kraju. Pamiętajmy, że przyjmując ich do swoich domów, dajemy Ukrainie czas. Dzięki temu może ona skutecznie walczyć z okupantem.

W obliczu nowych wyzwań koncentrujemy się na nowych formach wsparcia narodu ukraińskiego. Dzisiaj przede wszystkim to pomoc w znalezieniu zatrudnienia i samodzielnego zakwaterowania w województwie oraz odpowiedź na potrzeby edukacyjne dzieci i młodzieży szkolnej.

Bardzo dziękuję za to, że Państwa determinacja w udzielaniu wsparcia uchodźcom wojennym nie ustaje. Również z naszej strony pojawiają się nowe formy pomocy dopasowane do obecnych okoliczności. Organizujemy wsparcie finansowe dla organizacji pozarządowych, które dbają o aktywizację i integrację uchodźców wojennych z Ukrainy, prowadzimy kampanie informacyjne.

Przez ostatnie trzy miesiące na łamach Dziennika Bałtyckiego i portalu Nasze Miasto publikowane były artykuły dotyczące pomocy uchodźcom w zakresie edukacji, zdrowia, rynku pracy, cyberbezpieczeństwa, rynku najmu mieszkań, pomocy niesionej przez pomorskie organizacje i wolontariuszy. Sami podczas przygotowywania kolejnych materiałów przekonaliśmy się o tym, jak wiele osób zaangażowanych jest w pomoc uchodźcom w naszym województwie. Część artykułów tłumaczona była na język ukraiński. Zebrane w całość mogłyby z powodzeniem służyć jako poradnik dla uchodźców wojennych z Ukrainy jak i osób ich goszczących.

Chciałbym jeszcze raz podziękować Wam, mieszkańcom Pomorza za to, że przyjmujecie uchodźców pod swój dach, otaczacie opieką i wsparciem. Dziękuję też pomorskim samorządom, służbom dbającym o bezpieczeństwo, organizacjom pozarządowym, ochotniczym strażom pożarnym. Dziękuję mieszkańcom wsi, którzy udostępniają świetlice dla skrzywdzonych przez wojnę, dziękuję parafiom dającym tym osobom dach nad głową, przedsiębiorcom przyjmującym uchodźców do pracy, tym którzy jeszcze inaczej wspierają uchodźców, a w szczególności wolontariuszom. Wasz wysiłek jest nie tylko wzruszający, ale też promuje ideę solidarności, budzi sympatię i podziw do Polski i Pomorza na całym świecie. Wszyscy Państwo udowadniacie, że dziedzictwo Solidarności, która narodziła się tu na Pomorzu, to nie historia, ale teraźniejszość. To także nasza przyszłość.

Dziękuję i pozdrawiam,

Dariusz Drelich
Wojewoda Pomorski

To piękny rozdział w relacjach między dwoma sąsiednimi narodami

Fot. K. Misztal

Ukraińcy nadal potrzebują pomocy, ale ta pomoc musi być zindywidualizowana, dostosowana do konkretnych potrzeb - mówi Oleksandr Plodystyi, konsul generalny Ukrainy w Gdańsku.

Jak obecnie wygląda sytuacja Ukraińców, którzy po wybuchu wojny przyjechali do Polski? Czy te osoby znajdują zatrudnienie na pomorskim rynku pracy?

Szacujemy, że połowa uchodźców to kobiety. Część z nich znalazła zatrudnienie na pomorskim rynku pracy, ale część tej pracy nadal szuka. Nie zawsze jest im łatwo, bo jednak najwięcej ofert pracy jest skierowanych do mężczyzn. A ci pozostali przecież na terenie Ukrainy. Poza tym, trudniej jest matkom wychowującym małe dzieci, które nie chodzą jeszcze do szkół. Wiadomo, że możliwości tych kobiet, jeśli chodzi o zatrudnienie, są ograniczone, bo muszą zapewnić opiekę nad dziećmi. Wśród uchodźców są też osoby starsze, które również dłużej szukają pracy. Co oczywiste, one wolniej uczą się języka polskiego, co może być barierą w zdobyciu zatrudnienia. Mówiąc o liczbie uchodźców z Ukrainy trzeba pamiętać też o tym, że niektórzy z nich nie złożyli wniosków w sprawie przyznania numeru PESEL i mogą nie być ujęci w oficjalnych statystykach.

To znaczy, że ich rzeczywista liczba jest wyższa niż liczba osób, które otrzymały PESEL?

Tak. Według niektórych szacunków, w samym tylko Trójmieście mieszka 230 tys. Ukraińców. Uważam, że ta liczba - choć wydaje się być bardzo wysoka - może być bliska prawdy. Według jednego z raportów na temat uchodźców, już około 25 proc. mieszkańców Gdańska to Ukraińcy.

Jak pan ocenia obecny system wsparcia uchodźców?

Z pewnością sytuacja uchodźców jest teraz inna niż wiosną, gdy Ukraińcy uciekali przed wojną i potrzebowali szybkiej, doraźnej pomocy. Teraz wsparcie powinno być dostosowane do konkretnej osoby, bo każdy ma inne potrzeby i znalazł się w innej sytuacji. Niektórzy uchodźcy mają pracę i stać ich na wynajem mieszkania. Inni nadal tej pracy szukają i są w trudniejszej sytuacji mieszkaniowej. Te osoby muszą być bezwzględnie objęte pomocą. Tak jak około 60-letnia kobieta, o której dowiedzieliśmy się kilka dni temu. Ta kobieta opiekuje się dwiema niepełnosprawnymi osobami - swoimi dorosłymi dziećmi. Co więcej, pod jej opieką była też ponad 80-letnia matka, która niedawno zmarła. Ta kobieta jest w trudniej sytuacji i sama sobie nie poradzi. Otrzymujemy też sygnały od osób chorych, np. borykających się z chorobami nowotworowymi, które nie mogą iść do pracy. Ukraińcy nadal potrzebują pomocy, ale ta pomoc musi być zindywidualizowana. Uchodźcy sygnalizują nam też inne problemy, natury formalnej.

Na przykład jakie?

Niektórzy uchodźcy mówią, że w Polsce proces nostryfikacji dyplomów jest długotrwały i kosztowny. To dotyczy m.in. pracowników branży medycznej. Warto by było ten proces ułatwić. Czasem pracodawcy wymagają dokumentu, który zaświadcza, że kandydat do pracy nie był karany. Wielu Ukraińców ma problem z dostarczeniem tego dokumentu. Wskutek działań wojennych, ukraińskie urzędy pracują wolniej. Przez pewien czas, szczególnie na początku wojny, nie można było skontaktować się z nimi mailowo. Załatwianie spraw trwa dłużej, a ludzie potrzebują dokumentów już teraz, żeby starać się o pracę. Bywa i tak, że pracodawcy wymagają znajomości języka polskiego. A z tym, tak jak wspomniałem, wśród uchodźców jest różnie. Ale pamiętam pewną sytuację, którą zaobserwowałem w Krynicy Morskiej. Przy jednym ze stoisk z rybami pracowała Ukrainka, która nie mówiła po polsku. Mimo to, potrafiła dogadać się z kupującymi. Była uprzejma i uśmiechnięta, a odchodzący od stoiska klienci byli bardzo zadowoleni. Wniosek z tego taki, że jak się chce, ma się determinację, to można obsługiwać kupujących nawet bez znajomości języka.

Jakie są nastroje wśród Ukraińców, czy te osoby po ustaniu działań wojennych będą chciały wracać?

Będzie z tym różnie. Pewna kobieta, która przyjechała do Polski z Chersonia, powiedziała mi, że nigdy nie wróci do okupowanego miasta. Są też osoby, które tylko czekają aż sytuacja w Ukrainie się ustabilizuje i zapowiadają powrót. Inne osoby znalazły pracę w Polsce i tę stabilizację zaczynają tu osiągać. Myślę, że gdy skończy się wojna, to wielu mężczyzn, którzy dziś walczą w Ukrainie, będzie skłonnych przyjechać do swoich rodzin przebywających w Polsce. Ale to wszystko zależy od wielu czynników - m.in. od tego, jak potoczy się wojna i jak duże będą powojenne zniszczenia. Niektórzy nie będą mieli do czego wracać, bo ich budynki nie istnieją. Tak jest np. w Mariupolu. A w tych budynkach, które się tam zachowały, jeszcze do teraz ludzie nie mają wody w kranach. Nie mówiąc już o ogrzewaniu.

Początkowo, po wybuchu wojny, Polacy wręcz na masową skalę przyjmowali do siebie Ukraińców. Wiadomo, że to wsparcie nie mogło trwać w nieskończoność. Jak teraz wygląda sytuacja?

Polacy bardzo pomogli Ukraińcom, to jest rzecz oczywista. Jak i to, że po pewnym czasie Ukraińcy będą musieli sami o siebie zadbać. Nie da się ukryć, że poszukiwanie mieszkania jest i będzie ogromnym wyzwaniem dla uchodźców. Cena najmu jest wysoka, a stosunkowo tanich mieszkań jest na rynku mało.

Jak pan ocenia pracę instytucji państwowych i samorządowych, jeśli chodzi o pomoc uchodźcom? Czy urzędy zdały egzamin?

Na ten temat mogę wypowiadać się tylko pozytywnie. Urzędy bardzo pomagały uchodźcom i wiele razy szły im na rękę. I nadal to robią. Na przykład zgłosiła się do mnie kobieta, która nie miała żadnych dokumentów. Na granicy tylko powiedziała, że ucieka przed wojną i została bez problemu przepuszczona. To nie jest jedyny taki przypadek. Tuż po wybuchu wojny dzwonili do nas mieszkańcy oferujący mieszkanie lub inne wsparcie. Tych telefonów było bardzo dużo, telefony wręcz się urywały. Z całą pewnością możemy mówić o pięknym rozdziale w relacjach Polski i Ukrainy, o którym trzeba pamiętać i opowiadać kolejnym pokoleniom. To nowy rozdział naszej wspólnej historii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie