Pomorze: Kary dla nielegalnych stacji demontażu pojazdów

Łukasz Kłos
Tomasz Holod/ Archiwum
Udostępnij:
Cztery "autozłomy" zostały ukarane przez Wojewódzką Inspekcję Ochrony Środowiska. Za rozkładanie samochodów "na lewo" muszą teraz zapłacić słone kary.

- Trzech ukaranych przedsiębiorców sprowadzało pojazdy z rynku brytyjskiego. Czwarty interesował się wyłącznie samochodami marki Ford - informuje Radosław Rzepecki, wicedyrektor WIOŚ w Gdańsku.

Ukarane autozłomy prowadzone były przy legalnie prowadzonych firmach - hurtowniach części używanych. Na firmowych placach w gminie Żukowo, pod Kartuzami i Skarszewami inspektorzy znaleźli auta takich marek jak Ford (fiesty, focusy, mondeo czy galaxy), Renault, Seat, ale też BMW, Volkswagen, a nawet Audi czy Mercedes (C 220, E). Do tego na jednym z podwórzy znaleziono spalony wrak porsche.

- Nie rejestrowali ich, a po usunięciu płynów demontowali je. W ten sposób odzyskiwali części nadające się do ponownego użycia - tłumaczy Rzepecki.

I nie byłoby w tym nic złego, gdyby przedsiębiorcy... mieli na taką działalność zezwolenie. By je otrzymać, trzeba jednak spełnić rygorystyczne wymogi. W szczególności dotyczą one zabezpieczenia środowiska i ludzi przed chemikaliami (np. zawartymi w płynach samochodowych czy akumulatorach). Na szczęście w żadnym z kontrolowanych przez inspekcję środowiska warsztatów nie stwierdzono zanieczyszczenia środowiska.

Stacje demontażu wymagają jednak uzyskania specjalnego pozwolenia od marszałka województwa. Wreszcie prowadzenie legalnej stacji demontażu pojazdów to poważne koszty - choćby związane z utylizacją toksycznych pozostałości.

Choć przepisy są surowe i za nielegalne złomowanie przewidują nawet do 330 tys. zł kary, ukarani przedsiębiorcy muszą zapłacić po kilkadziesiąt tys. złotych. Najwyższa kara wyniosła 90 tys. zł, najniższa - 30 tys. zł.

Niemniej wszyscy przedsiębiorcy odwołali się od nałożonych kar. Jakkolwiek trzech z nich nie zaprzeczyło, iż prowadzili na swoich działkach nielegalny demontaż, to stwierdzili, że kary są "niewspółmiernie wysokie". Czwarty z właścicieli przekonywał natomiast, że pojazdy kupił w takim stanie, w jakim zastali je inspektorzy WIOŚ, i niczego z nich nie wymontowywał. Twierdził, że zamierza je odsprzedać dalej.

Wszyscy czterej żądali, by wymierzono im najniższą możliwą karę - 10 tys. zł. Odwołania są właśnie rozpatrywane.

Cały artykuł można przeczytać w piątkowym (25.10) wydaniu "Dziennika Bałtyckiego" i wykupując e-wydanie na stronie prasa24.pl.

[email protected]

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marta
a co z port service - ile milionów dostali do zapłaty z 500 mln powinni dostać najmniej
k
kris
a w Pancie leje się olej i płyny w grunt. I nikomu to nie przeszkadza. A do morza blisko.
m
miki
"Na szczęście w żadnym z kontrolowanych przez inspekcję środowiska warsztatów nie stwierdzono zanieczyszczenia środowiska" nie..bo płyny trafiły do kanalizacji ...
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie