Pomorskie hospicja w dobie koronawirusa. U nas ludzie też odchodzą, tylko że po cichu - słyszę w placówkach hospicyjnych

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
123rf
Zapomniano o nas - twierdzą przedstawiciele pomorskich hospicjów. Placówki, pomagające nieuleczalnie chorym, odchodzącym ludziom, po wybuchu epidemii koronawirusa przestały interesować decydentów. Nie dostają przydziałów środków dezynfekujących i ochrony osobistej, w czasach epidemii zużywających sie o wiele szybciej, które muszą kupować na wolnym rynku po nierzadko paskarskich cenach. Tymczasem zamrożenie wszystkich działań charytatywnych ( w tym corocznej akcji Pola Nadziei) sprawiło, że budżety placówek hospicyjnych mogą zacząć świecić pustkami. - Zostaje nam tylko nadzieja na jeden procent - mówią dyrektorzy hospicjów.

- Jedyne zainteresowanie, z jakim spotkaliśmy się przed świętami, dotyczyło respiratorów - słyszę w jednym z hospicjów. - Pytano, ile i jakie typy respiratorów mamy w naszej placówce. Pewnie po to, by w razie potrzeby zabrać je do szpitali. Osoby, które zleciły wykonanie telefonów nie wiedziały nawet, że hospicja nie mają respiratorów, tylko koncentratory tlenu.

W czasie, gdy codziennie informowani jesteśmy o kolejnych zgonach spowodowanych przez koronawirusa, ks.Grzegorz Miloch, dyrektor Hospicjum św. Wawrzyńca w Gdyni (około 200 podopiecznych w hospicjach stacjonarnych i domowych dla dorosłych i dzieci) przypomina, że w hospicjach też ludzie odchodzą, tylko że po cichu - W przypadku naszych hospicjów w marcu mieliśmy 90 zgonów dorosłych i dzieci - mówi. - W gdyńskich hospicjach 2-3 odchodzą osoby dziennie.

Czytaj także

Kiedy pytam o personel, z reguły pada odpowiedź: Jakoś sobie radzimy.
- Tam, gdzie to możliwe, wprowadziliśmy teleporady - mówi Anna Janowicz, prezes Fundacji Hospicyjnej, prowadzącej Hospicjum im. ks. Dutkiewicza w Gdańsku. Gdzie trzeba, jedzie pielęgniarka lub lekarz. Aby uchronić pacjentów, wprowadziliśmy zakaz odwiedzin i całotygodniowe dyżury lekarzy.Zależy nam, by nikt nie odwiedzał hospicjum. Kontaktować się można przez skype i inne komunikatory.

W Gdyni hospicjum nie zostało zamknięte

Ograniczamy wizyty do koniecznych - wyjaśnia dyrektor. - Wiele jest jednak prawdy w tym, że człowiek może umrzeć z tęsknoty. Brak bliskości, obecności osób z rodziny może wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia.Dlatego musimy wypośrodkować między zapewnieniem bezpieczeństwa, a zabezpieczeniem podstawowych potrzeb człowieka.

W gdyńskim hospicjum zatrudnionych jest 70 pielęgniarek. Psychologowie pracują na pełnych obrotach. Doszło za to do ograniczenia rehabilitacji. - Gorzej jest z lekarzami w domowym hospicjum - przyznaje ks. Miloch. - Ograniczenie do jednego miejsca pracy dla lekarza czy pielęgniarki może spowodować załamanie i paraliż takich, jak nasze instytucji.

Codziennie mamy kilka nowych zgłoszeń do hospicjum domowego. Do każdego takiego zgłoszenia potrzebny jest lekarz.
Obecnie hospicja mogą zatrudniać jedynie lekarzy z kursem opieki paliatywnej.Przepis ten ogranicza i tak niewielkie możliwości placówek hospicyjnych. Wielu lekarzy ma takie kursy, ale ze względu na ubóstwo hospicjów nie garną się do pracy. - Może warto poluzować przepisy? - pytają dyrektorzy hospicjów. - Wielu lekarzy poz siedzi przed komputerami, czy nie znalazłby się wśród nich ktoś, kto byłby gotowy nam pomóc?

Kolejny problem to zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom hospicyjnym, którzy są szczególnie narażeni w przypadku zakażenia koronawirusem. Dlatego tak ważne są środki ochrony osobistej dla personelu, który styka się z ciężko chorymi ludźmi.

Potrzebujemy tego, co szpitale

- Potrzebujemy tego, co szpitale - środków ochrony osobistej, czyli maseczek, fartuchów, jednorazowych rękawiczek, środków do odkażania- mówi ks. Grzegorz Miloch.- Słyszy się opowieści o samochodach, wyładowanych maskami, które podjeżdżają pod hospicjum To nieprawda, żaden taki samochód do nas nie przyjechał. Radzimy sobie sami, ludzie pomagają, szyją maseczki. Z Izb Pielęgniarskich dostaliśmy 10 paczuszek maseczek do opieki domowej. I za ten piękny gest jesteśmy im wdzięczni. We wtorek w Warszawie wylądował samolot z tonami środków ochrony osobistej. Pytanie, czy my te maski zobaczymy? I czy chociaż będziemy mogli je kupić po normalnej cenie?

Pytanie o cenę nie jest przypadkowe. Podwyżki są ogromne.

Maseczka, która kosztowała w ubiegłym roku 30 gr teraz kosztuje od 3 złotych wzwyż - wylicza Anna Janowicz.- Fartuch fizelinowy kiedyś kosztował niecałe 2 złote, dzisiaj 8 zł i więcej. Potrzebujemy dziś więcej środków ochrony, które są coraz droższe. Część materiałów także dostaliśmy od Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych. Czasem jakieś firmy farmaceutyczne nam coś dadzą. Głownie jednak kupujemy materiały. Prześcieradła fizelinowe czy bawełniane posłużyły jako materiał na maseczki, które szyją nasi wolontariusze.Na wagę złota są gumki i tasiemki.

- Staramy się pozyskiwać maseczki z wielu źródeł, część szyją nam dobrzy ludzie - dodaje Ewa Liegman z Fundacji Pomorze Dzieciom (18 małych podopiecznych w hospicjum domowym). - Od czwartku trzeba wszędzie być w maseczkach, to dla personelu jest bardzo obciążające. Ogromny kłopot jest z też fartuchami fizelinowymi.

Akcje charytatywne zostały zamrożone

Rosnące wydatki na środki ochrony mogą spowodować dziurę w hospicyjnych finansach. Krótko mówiąc, przy przeciągającej się epidemii może dojść do sytuacji, gdy trzeba będzie wybierać na co wydać pieniądze - na coraz droższe maseczki i fartuchy czy na leki i morfinę.

Z drugiej strony mniej pieniędzy wpływa na konta hospicjów. - Wszystkie akcje charytatywne zostały zamrożone - mówi z żalem w glosie Ewa Liegman.

Ze względu na epidemię koronawirusa trzeba było odwołać organizowaną od 1998 r. akcję zbierania pieniędzy na potrzeby polskich hospicjów - Pola Nadziei. Na Pomorzu zbiórka ta zasilała Fundację Hospicyjną, Fundację Pomorze Dzieciom, Fundację Pomorskie Hospicjum dla Dzieci, Dom Hospicyjny Caritas im. Św. Józefa w Sopocie, Stowarzyszenie Hospicjum im. św. Faustyny w Sopocie, Hospicjum im. Św. Wawrzyńca w Gdyni wraz z Domem Hospicyjnym dla Dzieci „Bursztynowa Przystań” oraz Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio.

Pola Nadziei 2018 na Pomorzu. Wolontariusze zbierali datki n...

Przez brak zbiórki wszyscy tracimy - przyznaje ks. Grzegorz Miloch. - Trzeba więc jakoś gospodarzyć i nie można uzależniać się od akcji sezonowych. Pola Nadziei nie wypaliły, zostaje nam tylko nadzieja na jeden procent. Jest jeszcze 40 proc. społeczeństwa, które mogłyby nam przekazać. To naprawdę nic nie kosztuje.

Dlatego już dzisiaj hospicja apelują, by osoby, które nie rozliczyły się jeszcze z fiskusem, rozważyły przekazanie na ich rzecz jednego procenta z podatków.
- Można zrobić korektę do końca maja, a ci, którzy nie przekazali 1 procenta, mogą to jeszcze zrobić - dodaje Anna Janowicz.

Jeden procent dla hospicjum
Można jeszcze pomóc pomorskim hospicjom, przekazując im jeden procent z naszych podatków. Przypominamy numery KRS pomorskich placówek.

  • Fundacja Hospicyjna Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku - KRS 0000 201 002;
  • Fundacja Pomorze Dzieciom - KRS 0000523966
  • Pomorskie Hospicjum dla Dzieci - KRS: 0000296652
  • Dom Hospicyjny Caritas im. Św. Józefa w Sopocie -KRS 0000247280 z dopiskiem „hospicjum "
  • Hospicjum im. Św. Wawrzyńca w Gdyni - KRS 0000044542.
  • Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio KRS 0000231110

Poszczególne hospicja proszą także o wpłaty na indywidualne konta każdej z placówek.

Rząd znosi kolejne ograniczenia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie