Pomorscy jazzmani nagrali płytę „da Vinci” inspirowaną ideami renesansu. "Da Vinici był niesamowity. Bronił praw zwierząt"

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
materiały prasowe/Anna Maria Binieckia
- Wielkie odkrycia geograficzne miały też swoją złą stronę. Ale my w naszej muzyce afirmujemy chęć poznania nieznanego, kolorowego świata, który czekał za oceanem, szaleństwo i brak pokory dla żywiołów - opowiada o najnowszej, inspirowanej ideami renesansu, płycie swojego zespołu Tomasz Chyła.

„da Vinci” to trzecia studyjna płyta pańskiego kwintetu, a zarazem pierwsza nagrana w nowym składzie z Emilem Miszkiem i Krzysztofem Hadrychem. Czy to koncepcja tej nowej płyty wymusiła wymianę saksofonisty na trębacza i pianisty na gitarzystę, czy odwrotnie - to zmiana personalna była pierwotna, co być może wpłynęło jakoś na kształt tej płyty?

Koleje życia tak się potoczyły, że niestety skład grupy się zmienił. Mówię „niestety”, bo zawsze chciałem grać w jednym zespole, z tymi samymi ludźmi i tego typu zmiany zawsze były dla mnie trudne. Musiałem jednak jakoś odnaleźć się w tej sytuacji. Zaprosiłem więc do współpracy mojego przyjaciela Emila oraz Krzyśka, dwudziestoletniego gitarzystę, którego poznałem na moich zajęciach w Akademii Muzycznej i który zaintrygował mnie swoją grą.

Takie przywiązanie do stałego składu to dość rzadkie podejście w jazzie. Niewiele można wymienić zespołów, szczególnie większych niż trzyosobowe, gdzie muzycy grają w tym samym składzie dłużej niż dwa-trzy lata.

Przyznaję, że nigdy nie mogłem zrozumieć tego personalnego nieprzywiązania muzyków do siebie, myślenia tylko w kategoriach projektu, który trzeba wykonać, ograć i zakończyć. Mnie, odkąd pamiętam, inspirowały zespoły, w których ci sami muzycy grali ze sobą latami.

W Polsce takim przykładem jest Marcin Wasilewski Trio, a za granicą John Medeski, Billy Martin i Chris Wood, którzy grają razem praktycznie od zawsze. Czyli można i tak. Ja też stawiam na zespołowość i liczę na to, iż będziemy grali bardzo długo w tym składzie. Ale nie mówię, że „do końca życia”, bo właśnie życie pokazało, żeby nigdy nie mówić nigdy.

Pomorscy jazzmani nagrali płytę „da Vinci” inspirowaną ideami renesansu.
materiały prasowe/Anna Maria Binieckia

Płyta „da Vinci” jest wyrazem fascynacji i hołdem dla epoki renesansu. Wyraża się to jednak nie poprzez bezpośrednie przywołanie echa muzyki tamtego okresu, ale bardziej przez odwołanie się do idei, które ożywiały tamte czasy. Co pana w nich tak zafascynowało?

Na pewno wszechstronność tamtej epoki, jej otwarcie na wszelakie kierunki sztuki, ale również na naukę i technologię. A ikoną tej epoki był właśnie Leonardo da Vinci, który został niejako patronem tej płyty. Faktycznie nie odwoływaliśmy się na niej stricte do muzyki renesansu, chociaż w jakiejś mierze naszym nagraniom przyświecała idea polifonii, która wówczas powstała i dominowała. Natomiast kompozycje powstawały w takiej aurze twórczej, która splatała te wszystkie renesansowe „sznurki”: technologię, wielkie odkrycia geograficzne, sztukę, matematykę i samą postać da Vinciego, który swoimi wynalazkami wyprzedził tamte czasy trzy epoki do przodu. Czytałem jego biografię przed wydaniem tej płyty i ta lektura też miała wpływ na to, co tam można usłyszeć.

Oczywiście, można by godzinami wymieniać i omawiać jego wynalazki i dzieła sztuki, ale da Vinci był niesamowity w wielu aspektach. Jego niesamowita podzielność uwagi, pisanie jedną ręką, malowanie drugą. Technika pisania od prawej do lewej. Da Vinci był świadomym wegetarianinem i obrońcą zwierząt już w czasach renesansu! To niezwykle interesująca postać.

Jeden z recenzentów „da Vinci”, odwołując się do ideałów cancel culture [czyli kultury unieważniania dokonań postaci historycznych ze względu na ich niepoprawność w stosunku do dzisiejszych norm - red.] miał zastrzeżenia do zadedykowania jednej z kompozycji podróżnikowi i odkrywcy Amerigo Vespucciemu, bowiem rewersem wielkich odkryć geograficznych jest hekatomba rdzennych mieszkańców obu Ameryk i kilka wieków kolonializmu. Co pan na to?

Liczyłem się z tym, że w dzisiejszych czasach poruszanie tematu wielkich odkryć geograficznych może być kontrowersyjne, zważywszy na to, w jakim stopniu odkrywanie nowych lądów przez Europejczyków przyczyniło się do upadków wielu cywilizacji. Utwór „Amerigo” nie jest ukłonem dla złej strony odkryć.

Ta kompozycja skojarzyła się nam z podróżami, z chęcią poznania nieznanego, z kolorowym światem, który czekał za oceanem, z szaleństwem i brakiem pokory dla żywiołów.

Bo przecież z tym musieli mierzyć się wówczas żeglarze, którzy przemierzali cały świat. To trochę jak z eksplorowaniem muzyki.

Pomorskie z dawnych lat! Których miejsc już nie ma? Tak regi...

Muzyczna zawartość „da Vinci” wykracza dość daleko poza terytorium kojarzone z czystym jazzem. Zestawienie skrzypiec i gitary elektrycznej każe się doszukiwać się związków czy to z Mahavishnu Orchestra czy z King Crimson, z okresu gdy występował tam David Cross. Z drugiej strony pojawiają się partie chóru i nawiązania do współczesnej muzyki poważnej spod znaku Mikołaja Góreckiego. Czy to jest kierunek, w którym zamierza pan konsekwentnie prowadzić swój kwintet, czy ten swoisty eklektyzm został podyktowany tematem płyty?

Sam temat renesansu spowodował otwarcie. Miałem wizję stworzenia pomostu między muzyką improwizowaną, która dominowała na naszej drugiej płycie „Circlesongs”, a rockową energią naszego debiutu - „Eternal Entropy”. Do tego wszystkiego miałem jeszcze bardzo dużą chęć wykorzystania muzyki chóralnej, którą zajmuję się na co dzień.

Pierwotnie na płycie miały zaśpiewać wszystkie chóry, które prowadzę. Niestety warunki pandemiczne na to nie pozwoliły. Udało się jednak wykorzystać oktet wokalny Art’n’Voices, z którym też śpiewam i udział ma dla mnie znaczenie symboliczne.

I - jeśli chodzi o przyszłość - to chciałbym pójść w tym właśnie kierunku i rozwijać takie połączenie muzyki improwizowanej, instrumentalnej z muzyką wokalną. A duch Mahavishnu i King Crimson, o którym pan wspomniał, to jest to, co zawsze kochałem - ta energia, którą można wyzwolić w zespole. Dlatego też cieszę się kiedy słyszę, że ktoś ma takie skojarzenia po przesłuchaniu tej płyty.

Kwintet i oktet wokalny to też niemało osób. Jak wygląda nagrywanie tak dużego składu w pandemii?

W naszym przypadku zrobiliśmy to dwuetapowo. Najpierw nagraliśmy całą muzykę z kwintetem studiu Tonn w Łodzi. Następnie w mojej rodzinnej miejscowości, dzięki pozwoleniu księdza proboszcza Andrzeja Kmiecika, nagraliśmy oktet w kościele parafialnym w Strzepczu. Z racji tego, że to było tylko osiem osób plus realizator, nie złamaliśmy żadnych obostrzeń. Z prowadzonymi przeze mnie w Wejherowie Cantores Veiherovienses czy blisko 60-osobowym chórem żeńskim z Kościerzyny, to niestety nie byłoby możliwe w tym czasie.

Nikt poważny już chyba nie kwestionuje tego, że skrzypce to pełnoprawny instrument jazzowy. Niemała w tym zasługa Polaków. Mam wrażenie, że z tych wielkich krajowych poprzedników najbliżej panu do Zbigniewa Seiferta.

Na pewno był on moją pierwszą inspiracją, muzykiem, który otworzył mi oczy na ten instrument, pokazał, że można używać go na wiele sposobów, nie tylko w muzyce poważnej. Jeżeli miałbym natomiast podawać jakieś inspiracje z zagranicy, to z pewnością jest to Mark Feldman, u którego byłem na master class, i który pokazał mi, jak można rozwijać swój język. Ale cieszę się z tego, że mieszkam w Polsce, która na skalę światową słynie ze skrzypków. Mamy Urbaniaka, Seiferta, Krzesimira Dębskiego, Maćka Strzelczyka i szereg osób z mojego pokolenia lub tylko trochę starszych jak Adam Bałdych czy Mateusz Smoczyński.

Ja zawsze słuchałem wszystkich skrzypków. Nie należę do tej szkoły, która mówi, że skrzypek powinien słuchać wyłącznie innych instrumentalistów, żeby się nie sugerować grą kolegów. Ja ich słucham, uważam że są świetni, i że naprawdę można czerpać z polskiej wiolinistyki jazzowej.

To nie tylko wasz pierwszy album w nowym składzie, ale też pierwszy wydany w gdańskiej wytwórni Alpaka. Wcześniej nagrywaliście dla Polskiego Radia. Co spowodowało tę zmianę?

Rzeczywiście nasze pierwsze trzy wydawnictwa zostały wydane przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia. Niestety tamto wydawnictwo poszło w trochę innym kierunku i nie było zainteresowane kontynuacją współpracy. W sumie jednak jestem szczęśliwy, że sprawy tak się potoczyły i mogłem pierwszy raz wydać płytę w rodzimej wytwórni, którą współtworzyłem z kolegami z Gdańska. z Emilem Miszkiem, Sławkiem Koryzno i Krzyśkiem Słomkowskim. Jednym z plusów tej sytuacji jest to, że jestem niezależny i wszystko na dobrą sprawę zależy ode mnie, a nie od agencji promocyjnej. Chociażby to, że ta płyta trafiła bezpośrednio do pana...

Płytę udało się wprawdzie nagrać, ale pandemia zdecydowanie nie sprzyja życiu koncertowemu. Jak jazzmani radzą sobie w tych czasach?

Muszę tutaj przyznać, że mój zespół otrzymał ogromną pomoc od Urzędu Miasta Gdańska oraz Urzędu Marszałkowskiego. Bardzo nam to pomogło w wydaniu tej płyty. Oprócz tego jeszcze otrzymaliśmy znaczące wsparcie finansowe od stowarzyszenia Stoart oraz ZAiKS.

No ale - tak jak pan powiedział - to nie są czasy grania koncertów, a przecież tak naprawdę sensem wydawania płyt jest też to, żeby móc później zaprezentować ten materiał na żywo w zetknięciu z publicznością. Szczególnie w przypadku takiej niszy jaką jest muzyka jazzowa czy alternatywna.

Świadomy tego zdecydowałem się na wydanie płyty już w marcu i - razem z menadżerem i całym zespołem - przygotowaliśmy strategię promocyjną, dzięki której płyta zaistniała w mediach tradycyjnych, przede wszystkim w prasie, w internecie i social mediach. Jest to działanie świadome z nadzieją na otwarcie się rynku koncertowego. Powoli zaczynają do nas docierać miłe informacje, że może w wakacje uda się zagrać jakiś koncert z publicznością. Liczę więc na to że wszystko pójdzie w dobrym kierunku.

Netflix będzie kręcił w Krakowie. Projekt na razie owiany tajemnicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie