Polskie wioślarki rządzą w Rio. Fularczyk-Kozłowska: - To nasz czas

Przemysław Franczak, Rio de JaneiroZaktualizowano 
Czwartek - co to za dzień! Na olimpijskim torze w Lagoa Rodrigo de Freitas zdobyliśmy złoto i brąz. Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natala Madaj mówiły, że to ma być ich bieg życia. I był. W olimpijskim finale dwójek podwójnych walczyły z taką determinacją, że na ostatnich metrach złamały opór wściekle atakujących Brytyjek. Polki wygrały o włos. Za metą nawet nie miały siły cieszyć.

- Zrobiłyśmy to – krzyczała, z trudem łapiąc oddech, Fularczyk-Kozłowska. - Było ciężko, ale wierzyłyśmy w to złoto do końca. Po prostu szok, nie wiem, co mam powiedzieć.

Zobacz także: Pierwsze polskie złoto na igrzyskach w Rio! Fularczyk-Kozłowska i Madaj nie dały szans rywalkom

Emocji było mnóstwo. Brytyjki prowadziły, ale polska osada cały czas trzymała się blisko. Na końcu na zbliżeniach było widać, jak delikatnie raz dziób jednej łodzi wysuwa się do przodu, a raz drugiej.

- Nawet gdy Brytyjki miały małą przewagę, wiedziałyśmy, że przed nami ostatnie pięćset metrów i jeszcze się rozpędzimy – opowiadała Madaj. - Magda siedzi z tyłu, ma szerszy kąt widzenia, ja cały czas widziałam ich rufę. W końcu jednak padły te nasze hasła do ataku i wierzyłyśmy, że już nie odpuścimy.

Fularczyk-Kozłowska: - To nasz czas, nasze zawody, nasza osada. Trafiłyśmy na siebie idealnie., Jak powiedział nam Marek Kolbowicz (jeden z „dominatorów” red.), to jest dwójka kompletna. Dzisiaj był full gaz. To był ostatni bieg na tych zawodach, nikt nie kalkulował, każdy jechał na tyle, ile mógł. Jesteśmy potwornie zmęczone. Było bardzo mocno pod wiatr, a my jesteśmy drobnymi kobitkami.

Madaj: - Wiedziałyśmy, że na początku Brytyjki wypalą do przodu. My jednak mamy swój styl,
płyniemy długim ciągiem i mimo spokojniejszej jazdy, nie traciłyśmy z nimi kontaktu. Zachowałyśmy zimną krew. Miałyśmy już wcześniej z nimi podobne wyścigi, gdy one pękały i teraz też na to liczyłyśmy. Zresztą na nas dobrze wpływa, gdy widzimy, że rywalki się szarpią. Na ostatniej pięćsetce niektóre osady nie mają już z czego wiosłować, bo wcześniej się już wyprztykały ze wszystkiego. Wiadomo, to finał, w takich momentach jedzie się do „odcięcia”. My miałyśmy swoją strategię, a potem poszłyśmy va banque.

I chwilę później wysłuchały na podium Mazurka Dąbrowskiego.
- Jedną rzecz chcę powiedzieć – zaznaczyła Madaj. - Wszyscy modlili się za nas, za pogodę. I wszystko było tak jak trzeba. Zawsze, gdy startowałyśmy figura Chrystusa (Odkupiciela na wzgórzu Corocovado – red.) była odsłonięta, specjalnie to sprawdzałyśmy. Dla mnie to ważne. Czuwał nad nami. Na treningach nie było go widać, a na startach tak.

Podczas dekoracji miały na niego doskonały widok. A on na nie.

„Euforia po złocie, brąz na miarę możliwości". Robert Sycz o wioślarskich medalach w Rio

Adam Korol, były mistrz olimpijski o złocie Fularczyk-Kozłowskiej i Madaj: Wygrały w pięknym, emocjonującym stylu, jeszcze cały się trzęsę!

Adam Korol o brązowym medalu czwórki podwójnej: To świetny prognostyk przed igrzyskami w Tokio

Z brzegu ich sukces śledziły dziewczyny z czwórki podwójnej. Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald i Joanna Leszczyńska właśnie przed chwilą odebrały brązowe medale. Bo one też miały wielki dzień.

Od początku narzuciły na początku szalone tempo. Pracowały równo, wymalowane na biało-czerwono pióra wioseł cięły wodę niemal niezauważalnie. Mijając oznaczenie „1500 m” Polki prowadziły o długość łodzi. - Nasz trener powiedział nam: płyńcie po złoto. No to płynęłyśmy – mówiła Kobus, pytana później o strategię na ten wyścig.

Wiadomo jednak było, że Niemki i Holenderki dopiero zaczną finiszować. Medal jednak był pewny. Tylko jaki kolor?

Na ostatnich metrach nasza osada nie miała już siły odpowiedzieć na ataki rywalek. Wygrały Niemki, przed Holenderkami. Polki tuż za nimi. Gdy przejechały linię mety, ręce mogły wreszcie puścić wiosła i wystrzeliły w górę.

- W pewnym momencie już zaczęłam się modlić, żebyśmy tylko wytrzymały – śmiała się Kobus.
- Dogoniły nas, ale brązowy medal też jest super – mówiła krakowianka Maria Springwald. - Ile waży ten sukces? W sensie dosłownym medal jest ciężki, nawet bardzo. A patrząc szerzej, to jest w nim mnóstwo wyrzeczeń, czasu, poświęcenia znajomych. Ale teraz będziemy to nadrabiać.

W czwartek startowały też inne osady. Siostry Anna i Maria Wierzbowskie w dwójce bez sternika zajęły 5. miejsce w półfinale i tak zakończyły swój udział w igrzyskach. Czwórka podwójna mężczyzn - Mateusz Biskup, Wiktor Chabel, Dariusz Radosz i Mirosław Ziętarski – zajęła w finale 4. miejsce. Niespodziewanie do finału dwójek podwójnych wagi lekkiej awansowali Miłosz Jankowski i Artur Mikołajczewski. W swoim wyścigu dopłynęli na 3. miejscu. - Finał olimpijski był marzeniem, ale marzenia są od tego żeby je rozszerzać – uśmiechał się Mikołajczewski.

W czwartek na torze w Lagoa Rodrigo de Freitas niektórzy, a właściwe niektóre, spełniły własne.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Polskie wioślarki rządzą w Rio. Fularczyk-Kozłowska: - To nasz czas - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie