Polskie problemy z Franciszkiem

Dariusz Szreter
Ten Franciszek to tylko o księżach mówi, a ja chciałbym usłyszeć od niego coś o tym, jak ja, człowiek świecki, mam żyć - skarżył mi się niedawno kolega katolik. Już po tej rozmowie kolega dostał wprawdzie dwie instrukcje, obie dość niestandardowe.

Pierwsza mówiła o tym, że w czasie konfliktów rodzinnych wolno zarówno jemu, jak i jego połowicy zachowywać się w sposób wysoce ekspresyjny, nawet z brakiem poszanowania dla sprzętów domowych, byle przed ułożeniem się do snu - zwaśnieni małżonkowie pojednali się. To bardzo nowatorskie podejście, zważywszy, że do tej pory duchownych interesowało głównie, co i w jaki sposób dzieje się po tym, jak on i ona już się w tym łożu znajdą. Druga wskazówka mówiła natomiast o tym, by nie być "chrześcijaninem cukiernianym", które to określenie nabiera szczególnego smaku w kraju papieskich kremówek.

Faktem jednak jest, że głównym adresatem napomknień, żeby nie powiedzieć ostrzału Franciszka jest hierarchia. I muszę przyznać, że zaiste świętą cierpliwość mają nasi biskupi do swojego watykańskiego pryncypała, będąc zmuszonymi do wysłuchiwania w kółko o potrzebie ubóstwa, w tym przesiadki do mniej wystawnych samochodów, zwalczania pokusy karierowiczostwa i światowego życia, niewymuszania na wiernych opłat za posługę religijną, mniejszego skoncentrowania na grzechach związanych z cielesnością czy wreszcie wygłaszania kazań krótkich i zrozumiałych. W innej instytucji już dawno wytoczono by sprawę o mobbing, a tu proszę - arcybiskup Hoser, typowany na jednego z głównych kandydatów na stanowisko przewodniczącego episkopatu po abp. Michaliku (co chyba w całej sprawie nie jest bez znaczenia) - nawet trochę przeprosił za tolerowanie księdza pedofila w swojej archidiecezji.

Z tymi księżmi pedofilami to dziwna sprawa. Przez lata zapewniano nas, że Kościoła w Polsce ta sprawa nie dotyczy, a teraz znów chwilami można by odnieść wrażenie, że to jakaś wyjątkowa plaga. Owszem plaga, ale nie w znaczeniu ilościowym. To nie pedofile w sutannach są głównym problemem. Choć dla ofiar oczywiście tak. O co w tym przede wszystkim chodzi, i co najbardziej oburza, to tolerowanie i lekceważenie ewidentnego zła przez członków instytucji, która ma dobro wypisane na sztandarach. A tych, którzy kryli bądź coś wiedzieli, ale nie reagowali, jest znacznie więcej, niż tych, którzy bezpośrednio krzywdzili dzieci. Pamiętam rozmowę z pewnym księdzem, jaka ukazała się na tych łamach po tym, jak wybuchła sprawa arcybiskupa Paetza. "Mówiło się o tym od dawna" - przyznał nasz rozmówca. "Od jak dawna?" - dociskała dziennikarka. "Od 18 lat".

I to jest główny grzech Kościoła w tej sprawie. Natomiast odpowiedzialność za finansowe zadośćuczynienie ofiarom, do czego nie poczuwa się prymas Kowalczyk, to sprawa sumienia. Przynajmniej dopóki przed sądem nie zapadnie pierwszy wyrok w tej sprawie.

Tu sięgamy głębszej kwestii - problem polskich biskupów, czy szerzej polskiego Kościoła hierarchicznego, polega na tym, że są oni przyzwyczajeni do sytuacji, że to oni wiedzą lepiej. Wcześniej jakoś się to na rodzimym gruncie sprawdzało. Tymczasem nastał papież, który ma odwagę powiedzieć: "Kim jestem, żeby osądzać?". To oczywiście do pewnego stopnia figura retoryczna. Franciszek dobrze wie, czego chce. Ale jeszcze lepiej wie, czego nie chce - pochopnego wykluczenia innych, co tak kochamy tu, w kraju wiecznych barykad.

Ale jest jeszcze jedna przyczyna rozminięcia się Franciszka z zaściankowym, polskim widzeniem spraw, z horyzontem ledwie sięgającym Brukseli z lewa i Smoleńska z prawa. Kardynał Bergoglio, papież z naprawdę dalekiego kraju, wniósł do Watykanu inne, świeże spojrzenie na globalne wyzwania, przed którymi wszyscy stajemy. W świecie, gdzie ponad 1,2 miliarda osób żyje za równowartość poniżej 1,25 dolara dziennie, a z głodu, niedożywienia i chorób corocznie umiera blisko 11 milionów dzieci poniżej piątego roku życia - bieda, nierówności społeczne oraz wynikające z nich cierpienie i patologie są naprawdę dużo większym problemem niż stosowanie metody in vitro czy aborcja. Co nie oznacza, że w tych ostatnich kwestiach Franciszek ma inne zdanie od swoich poprzedników.

Treści, za które warto zapłacić!
color="#008000">
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND


Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AJB

Tak to jest, jak się ma za dużo znajomych. Człowiek może ... zgłupnąć do imentu. Jeden by chciał coby mu "zarobiony" na okrągło niczym mrówa Najukochańszy Przywódca wyjaśnił jak żyć bez papryki, kiedy mu się akurat zaczyna "POwodzić". Inny się recepty na życie wieczne od samego Franciszka już w pierwszym roku pontyfikatu domaga? I to wszystko za pośrednictwem kolegi Szretera, skromnego wyrobnika w prowincjonalnej gazetce? A tu nie tylko w KK "ałtołytety mołalne" spływają do szamba pod wpływem jakichś "wyrywnych" funkcjonariuszy z NIK-u, CBA, Pani Szczepuła jakoś się ze wskazówkami wytyczającymi nowy, aktualnie obowiązujący światoPOgląd nie kwapi ostatnio, drży w POsadach ałtołytet Hani Bufetowej, Vincentego bez PESEL, a i Pan Płemieł i jego Cieć Głaś Niedorzecznik jacyś "wycofani" tacy? Jedynie Tfuj Ruch POsuwisto- Zwrotny świeci niezawodnie przykładem Wodza, Biedronia i Anusi Grodzkiej. I Opera z tą ostatnią divą, której libretto tfoży niestrudzony Piotr Pacewicz z Wybiórczej (w swoich ulubionych różowych rajstopkach i baletkach z kokardką na zgrabnych odnóżach) daje nadzieję zagubionym na światełko w tunelu. Ale to mało. Wyżej podpisany też już się w tych pańskich voltach zaczyna gubić, i aż się ciśnie na usta nieuchronne pytanie: "Jak RZYĆ, Panie Redaktorze?". Ale nic to. Jak śpiewano kiedyś w pewnym kabarecie :
"Coś mi pękło, robię ogląd, a to pękł mi światopogląd.
Światopogląd, rzecz nabyta, się załata go i kwita.
A jak znudzą mi się łaty, to się sprzeda go na szmaty.
Będzie z tego niezły dochód, może willa i samochód.

Na tym się piosenka kończy, pozostaje pointę włączyć.
Ale po co ma się pętać, dobra renta to też pointa. "
I tego się trzymajmy w czasach kiedy za autorytety robi para: "Chorągiewka na wietrze" i "Kurek na kościele"!

N
Nairam

"problem polskich biskupów, czy szerzej polskiego Kościoła hierarchicznego, polega na tym, że są oni przyzwyczajeni do sytuacji, że to oni wiedzą lepiej." - oj nieszczęśnicy - ci biskupi - nie wiedzą, że jest ktoś mądrzejszy od nich ... i nazywa się Dariusz Szreter felietonista Dz. Bałtyckiego!

a
anna

czy chłop nie zastanawia się nad tym co pisze czy gra przygłupa

Dodaj ogłoszenie