Pomorskie atrakcje na weekend
    Jesienią warto wybrać się do parku krajobrazowego

    Weekend z PKM

    Rozwiń
    Polowania straszą ludzi

    Polowania straszą ludzi

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Mieszkańcy czterech położonych w szczerym polu koło Turska (gm. Miastko) domów nie wychodzą wieczorami na podwórka. Czasami tylko uchylają firanki w oknach oświetlanych reflektorami terenowych samochodów.
    Boją się nawet palcem kiwnąć, gdy w okolicy polują myśliwi z Koła Łowieckiego Koliber Warszawa, które zrzesza m.in. czynnych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, policjantów, biznesmenów, a także emerytów.
    6540 ha - taka jest powierzchnia obwodu łowieckiego koła Koliber Warszawa w okolicach wsi Tursko
    Do miasteckiej policji wpłynęło już drugie zgłoszenie, bo ludzie obawiają się nie tylko o swoje bezpieczeństwo, szkoda im również zabijanej zwierzyny leśnej.

    Mieszkańcy twierdzą, że widzieli np. jak myśliwi dwoma jeepami najpierw zagonili dziki w jedno miejsce, oślepiając je mocnymi halogenami, a potem wystrzelali wszystkie jak kaczki.
    - To już nie jest polowanie, ale krwawa jatka. Reguły myślistwa są im zupełnie obce. Oni przyjeżdżają do nas się wyszaleć. Zdarza się, że strzelają koło domów, a nikt im do tej pory niczego za takie występki nie zrobił - żali się Henryk Frąckowiak z Turska. - Dojdzie w końcu do tego, że jakaś zbłąkana kula wleci przez okno i dopadnie mnie albo któregoś z sąsiadów. Wtedy może jednak nadejdzie wreszcie kres tych dziwnych polowań.

    Już trzy lata temu ludzie zgłosili ten problem policji. Sprawę jednak wtedy umorzono z powodu braku dowodów.
    4523 ha - tyle zajmują lasy w obwodzie łowieckim koła Koliber. Reszta to pola
    - Ale przynajmniej przez te trzy lata był spokój. Widocznie zreflektowali się. Teraz, niestety, powrócili - dodaje Henryk Korycik, także mieszkaniec Turska. - Sądzę, że ci panowie muszą sobie upolować kilka zamrażarek mięsiwa na święta. Nie mam z nimi szans - stwierdza Korycik, który już raz zadarł z myśliwymi. Sam jednak był też winny. Myśliwi zastrzelili mu psa rasy rottweiler, z którym spacerował pewnej styczniowej nocy. Księżyc był wtedy w pełni. Łowczy nawet się nie zastanawiał i powalił jedną kulą ważącego 60 kilogramów psa.

    - Taki mamy obowiązek. Właściciel puścił tego psa luzem i zwierzak zaczął polować na sarny. Mężczyzna dostał później za to mandat, a teraz się na nas odgrywa - ocenia Janusz Stępniewski, prezes Koła Łowieckiego Koliber.

    Korycik przyznaje się do błędu i zapewnia, że się nie odgrywa, co zresztą potwierdza też jego sąsiad.
    40 członków - liczy Koło Łowieckie Koliber Warszawa. Trzech z nich to czynni funkcjonariusze BOR. Reszta to policjanci, emeryci i biznesmeni
    - Zajście z psem to jedno, a regularne rzezie z użyciem nowoczesnych aut i szperaczy to drugie. Mieszkamy przecież na pustkowiu i budzimy się w nocy oślepiani tymi szperaczami - mówi Frąckowiak.

    Mieszkańcy powiadomili więc znowu policję o powrocie panoszących się w Tursku myśliwych.
    - Ustalenie faktów będzie niezmiernie trudne. Nie dostaliśmy nawet numerów tablic rejestracyjnych tych samochodów - zastrzega Marek Mazur, komendant policji w Miastku.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kłusownictwo

    szefo (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 40 / 28

    Pierdolony idiota

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Kłusownictwo

    traveler (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 29 / 27

    aha... był szewc, który nie pijał, zbój który nie bijał i praworządny myśliwy z Koła Koliber, który nie kłusował - a ja to wszystko między bajki włożę.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo