Pokaz przedpremierowy "Powidoków" Andrzeja Wajdy. To polski kandydat do Oscara [RECENZJA]

Henryk Tronowicz
Rolę Władysława Strzemińskiego Andrzej Wajda powierzył Bogusławowi Lindzie, który wypadł w tej roli w pełni wiarygodnie
Rolę Władysława Strzemińskiego Andrzej Wajda powierzył Bogusławowi Lindzie, który wypadł w tej roli w pełni wiarygodnie mat. prasowe
Pokazowi filmu „Powidoki“ Andrzeja Wajdy kilka dni temu w Gdyni na festiwalu towarzyszyła atmosfera wyjątkowo podniosła. Ponadto wiemy już, że Komisja Oscarowa złożona z przedstawicieli polskiego środowiska filmowego oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wybrała film "Powidoki" w reż. Andrzeja Wajdy na polskiego kandydata do Oscara w kategorii "Najlepszy Film Nieanglojęzyczny".

Tę przedpremierową projekcję filmu poprzedziła serdeczna owacja publiczności na cześć dziewięćdziesiątej rocznicy urodzin tego wybitnego artysty. Zaznaczmy przy tym, że Andrzej Wajda ostatnio - podobnie jak na przykład kilka lat temu Antonioni - reżyseruje z fotela. Ale trzeba przyznać, że w najmniejszym stopniu nie stracił twórczej weny, wrażliwości i pasji artystycznej, z której znany jest od chwili nakręcenia „Kanału“.

Siła charakteru

W „Powidokach“ Wajda sfilmował sceny z dramatycznych końcowych lat życia Władysława Strzemińskiego, jednego z pionierów polskiej artystycznej awangardy, zasłużonego także jako znakomitego pedagoga. Strzemiński, o czym wiedza wśród Polaków jest raczej znikoma, był równocześnie poruszającym się o kulach inwalidą. W roku 1916 został ciężko ranny na froncie - stracił wtedy rękę i nogę. Lecz niezwykłą siłą woli i charakteru swoje inwalidztwo przezwyciężył.

Życie wypełniało mu bez reszty malarstwo. Przed wojną wystąpił z koncepcją unizmu, kierunku zrywającego w malarstwie z tak zwaną „literaturą” i dążącego do plastyki czystej. Był odkrywcą zjawiska powidoku, czyli obrazu powstającego na siatkówce oka po spojrzeniu na przedmiot odbijający światło (albo na samo źródło światła). Swoją koncepcję wyłożył w pracy „Teoria widzenia“, niedopuszczonej przez reżim komunistyczny w Polsce do druku i opublikowanej dopiero po Październiku ‘56, sześć lat po śmierci malarza.

Znamy najlepsze obrazy Festiwalu Filmowego w Gdyni [ZDJĘCIA]

Wizerunek artysty

Sfabularyzowana przez Wajdę rekonstrukcja biografii Władysława Strzemińskiego poświęcona jest nie tylko zaznaczonemu w tytule filmu odkryciu zjawiska powidoku. Wajda w tym filmie dokonuje raz jeszcze rozrachunku ze stalinowskim terrorem. Twórca „Człowieka z marmuru“ ukazuje w „Powidoku“ mechanizm polityczny w najściślejszym związku z obowiązującym wówczas w sztuce realizmem socjalistycznym.

Motyw ten pojawia się w kinie polskim jedynie marginalnie, na przykład w filmie „Rewers“ Borysa Lankosza (w epizodzie zbuntowanego poety). Scenariusz „Powidoków“ z inspiracji Wajdy napisał Andrzej Mularczyk. Reżyser opowiada krok po kroku o gehennie, jaką przechodził Strzemiński, gnębiony przez wszechobecnych w tamtych latach funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Artysta malarz traktowany był jako wróg ludu, bo bezkompromisowo odrzucał postulaty socrealizmu.

Kiedy ubecja nie może znaleźć na nieprzejednanego artystę sposobu, personalny atak osobiście przeciw malarzowi podjął minister kultury i sztuki. Nazwisko na ekranie nie pada, ale postać ministra jest bez wątpienia stylizowana na figurę Włodzimierza Sokorskiego, który był jednym z głównych promotorów narzucanego z całą brutalnością socrealizmu. W roku 1950 Strzemiński na polecenie Sokorskiego został zwolniony z pracy w łódzkiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych pod zarzutem nierespektowania norm obowiązującej doktryny. Nie było od tej decyzji odwołania. Próba dotarcia przez Strzemińskiego do ministra kończy się łajdackimi wyzwiskami ze strony Sokorskiego.

W opisie pasjonującego w tamtym czasie politycznego terroru nie ma w „Powidokach“ ani jednego fałszywego ujęcia.

Malarz pozbawiony możliwości uprawiania zawodu skazany został na poniewierkę i głód. Symboliczna jest u Wajdy scena śmierci malarza. Po seansie w Teatrze Muzycznym jeden z krytyków zauważył, że końcowa scena „Powidoków“, w której Strzemiński umiera z głodu w domu mody (pośród wywracanych manekinów), może nasuwać skojarzenia z pamiętnym finałem „Popiołu i diamentu“, w którym Maciek Chełmicki (Zbigniew Cybulski) ginie na wysypisku śmieci.

Wiadro z węglem

Zaledwie szkicowo została przez Wajdę zarysowana w „Powidokach“ postać rzeźbiarki Katarzyny Kobro, żony Strzemińskiego (w roku 2009 Teatr Telewizji pokazał sztukę „Powidoki“ w reż. Macieja Wojtyszki, w której pokazano życie prywatne Kobro i Strzemińskiego).

W roli malarza Wajda obsadził Bogusława Lindę. Reżyser prowadzi aktora pewną ręką, w pełni wiarygodnie. Miałbym tylko jedną drobną uwagę. W autobiografii Andrzej Wajda (chociaż z myślą o innym malarzu, Andrzeju Wróblewskim) napisał: „Wszyscy malowaliśmy w szkole kwiaty, martwe natury. Salaterka z wiśniami była nieodzownym rekwizytem pracowni, a Andrzej Wróblewski się odwrócił i malował wiadro z węglem i piec“. Konkluzja Wajdy: „To była manifestacja przeciwko akademii“.

To była manifestacja przeciw ówczesnym akademikom, którzy dali się zmobilizować do służby socrealizmowi. Chcę powiedzieć, że mimo że w „Powidokach“ postać Strzemińskiego jest pokazywana, jak bez przerwy intensywnie pracuje, trochę mi brakuje ujęcia wiadra z węglem.

Premiera „Powidoków“ została zapowiedziana na 13 stycznia 2017 r.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie