Podatek od inwalidy. Absurdalne regulacje biją w niepełnosprawnych

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Absurdalne regulacje, zapisane w ustawie o systemie oświaty, uniemożliwiają władzom Gdyni dowożenie do szkół niepełnosprawnych dzieci ze szkół ponadgimnazjalnych.

Urzędnicy w mieście znanym z sukcesywnego wyciągania pomocnej dłoni do osób mających trudności z poruszaniem się o własnych siłach, gdy cała sprawa wyszła na jaw, złapali się za głowę.

- To ewidentna luka w przepisach - mówi Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni. - Będziemy zwracać się do ministerstw w Warszawie o zmianę tego stanu rzeczy.

Po interwencji "Polski Dziennika Bałtyckiego" tematem zajmą się niedługo posłowie z parlamentarnego zespołu ds. osób niepełnosprawnych.

Problem niepełnosprawnych uczniów, którzy kończą gimnazjum, jest o tyle poważny, że nie zawsze udaje im dostać się do szkoły średniej najbliżej domu. W niektórych dzielnicach Gdyni zresztą, jak choćby na Dąbrowie czy Wiczlinie, szkół takich nie ma. Dziecko i tak jest więc skazane na uciążliwe dojazdy. Trudno zaś wyobrazić sobie, aby licealista poruszający się na wózku czy o kulach, miał pokonać kilka kilometrów w drodze do szkoły podczas opadów śniegu, deszczu czy silnego mrozu i oblodzonych chodników, korzystając z komunikacji miejskiej. Samo dotarcie na przystanek autobusowy o własnych siłach byłoby praktycznie niemożliwe. Gdynia postanowiła więc sfinansować dojazd pokrzywdzonych przez los uczniów taksówkami.

- Spotkała nas jednak niemiła niespodzianka - mówi Ewa Łowkiel. - Okazało się, że urzędy skarbowe potraktowały tę sytuację jako osiągnięcie dochodu przez rodziców dzieci. To dlatego, że samorząd nie ma obowiązku organizowania takich dowozów.

Rodzice dzieci zostali poinformowani przez inspektorów skarbowych, że skoro otrzymują wsparcie, które w myśl prawa im się nie należy, zapłacenie podatku jest konieczne. W efekcie z organizowania dojazdów trzeba było zrezygnować.

Sytuacją zdziwiony jest poseł Zbigniew Kozak z parlamentarnego zespołu ds. osób niepełnosprawnych.
- Te i podobne absurdy, godzące w osoby niepełnosprawne, trzeba bezwzględnie likwidować i na pewno tak się stanie, tym bardziej że w obecnym parlamencie jest aż trzech posłów jeżdżących na wózkach - mówi twardo Kozak. - Nie widzę powodów, dla których dzieci ze szkół średnich miałyby być w kwestii dojazdów do szkół dyskryminowane względem uczniów z podstawówek i gimnazjów. Tak to już jednak jest, gdy niektóre przepisy tworzone są tylko pod kątem zysku, a nie potrzeb drugiego człowieka.

Rzucają niepełnosprawnym kłody pod nogi

Rozmowa z Markiem Pienczynem, pracownikiem samodzielnego referatu do spraw osób niepełnosprawnych Urzędu Miasta Gdyni, jeżdżącym na co dzień na wózku inwalidzkim.

Jakie jest wśród niepełnosprawnych dzieci i ich rodziców zainteresowanie dowożeniem taksówkami do szkół?
Bardzo duże. To jednak nic dziwnego, bo podczas niesprzyjających warunków atmosferycznych niepełnosprawne dziecko nie ma szans, aby samodzielnie podróżować. Jest rzeczą nie do pomyślenia, że ktokolwiek próbuje podważać sens organizowania takich dojazdów i każe za nie rodzicom płacić. Według mnie problemu tego nie można sprowadzać tylko do Gdyni, jest ogólnopolski. Z tego, co wiem, organizowaniem podobnych dojazdów zainteresowane byłoby także Wejherowo. W kontekście gdyńskich problemów na pewno jednak się ich nie podejmie.

Często zdarza się, że niepełnosprawni są zaskakiwani podobnymi sytuacjami?
Niestety, ciągle zdecydowanie zbyt często. Jeszcze do niedawna urzędy skarbowe ścigały i wzywały do siebie niewidomych. Chodziło o to, że według przepisów podatkowych, niewidomy mógł odpisać sobie 2,8 tys. zł w skali roku za przewodnika, nie wskazując tej osoby. Urzędnicy, mimo jasnego przepisu, żądali jednak, aby imię i nazwisko przewodnika ujawnić.
Kolejną farsą jest, że pracująca osoba niepełnosprawna może w Polsce uzyskać 1,5 tysiąca złotych refundacji, jeśli zakupi niezbędny jej sprzęt, na przykład wózek inwalidzki.


Tymczasem ta, która nie uczy się i nie pracuje tylko 800 złotych. Jak tu więc aktywizować niepełnosprawnych, skoro ci już aktywni otrzymują większą pomoc od pozostałych?

Znamienny jest ponadto fakt, iż w pociągach PKP inwalida I grupy w zależności od rodzaju połączenia otrzymuje zniżkę 37 lub 49 procent, tymczasem jego przewodnikowi zawsze przysługuje zniżka na poziomie 95 procent. Według mnie jest to niesprawiedliwe.

Wadliwa ustawa

Aby zmienić nienormalną sytuację, do ustawy o systemie oświaty wystarczyłoby dopisać, iż gmina ma obowiązek organizować dojazdy niepełnosprawnym dzieciom do szkół nie tylko na poziomie podstawówek i gimnazjów, ale też szkół średnich.
Nowelizacja ustawy, nawet tak kosmetyczna, to jednak wbrew pozorom skomplikowana procedura. Wykonać trzeba m.in. obliczenia, jakie będzie miała skutki finansowe dla budżetu.

Najwięksi truciciele w UE. W zestawieniu jest Polska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie