Pobożni i cnotliwi gdańszczanie. Tacy byli? Nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Gdańsku

Grażyna Antoniewicz
Myślę, że tytuł naszej wystawy może być dla widza trochę prowokacyjny. Pobożni i cnotliwi, jedno i drugie jest tak odległe od świata, w którym żyjemy - mówi dyrektor Muzeum Narodowego w Gdańsku Jacek Friedrich.

„Szliśmy za nim po miękko szeleszczącym zaroślu, aż wprowadził nas przez odarte sienie do sali niezmiernie długiej, sklepionej mistrzowsko i tak potężnie, że sklepienie żadnego nie potrzebuje filaru. Po chwili poznałam, że jestem w błędzie, znajdowaliśmy się nie w sali, a w korytarzu klasztornym. Takich korytarzów jest cztery” - tak o gdańskim klasztorze franciszkanów pisała Jadwiga Łuszczewska (Deotyma) podczas swojej wizyty u Rudolfa Freitaga w 1858 roku. Późnogotycki gmach pozbawiony swojej funkcji ponad cztery wieki temu pełnił funkcję gimnazjum akademickiego, biblioteki Rady Miasta, a nawet lazaretu i magazynów. W 1872 roku po gruntownym remoncie stał się siedzibą pierwszego w Gdańsku muzeum i tę funkcje pełni do dzisiaj. Obecnie mieści się w nim Oddział Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Ponad 300 dzieł

Białe klasztorne krużganki niezmiennie zachwycają, wędrując nimi zaglądamy na sale wystawowe cyny i złotnictwa, a także ceramiki dawnej. Na pierwszym piętrze w sobotę (15 maja) otwarta zostanie nowa wystawa stała „Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki”. Na ekspozycję wybrano ponad 300 dzieł z różnych dziedzin sztuki i rzemiosła artystycznego.

- Tytuł oddaje nasze intencje - mówi dyrektor MNG Jacek Friedrich, który oprowadza nas po wystawie. - Chodziło nam o to, aby pokazać, jak dawni gdańszczanie żyli i jaką rolę w ich życiu odgrywała sztuka. W średniowieczu pobożność była bardzo ważna, stanowiła centrum życia duchowego. Nie znaczy to jednak, że gdańszczanie niczym innym się nie zajmowali tylko modlili się i biczowali, jasne, że nie. Także budowali, handlowali, podróżowali, uczyli się i bawili, ale jednak niezwykle ważna była dla nich religia. Widać to doskonale w sztuce, gdzie jest ogromna dominacja sztuki sakralnej. Mamy tu fragmenty ołtarzy, kultowe posągi, naczynia liturgiczne.

Pobożni i cnotliwi gdańszczanie. Tacy byli? Nowa wystawa w M...

Idąc do następnej sali, mijamy symboliczny portal z kościoła Świętej Katarzyny, który na wystawie oddziela średniowieczną i katolicką historię Gdańska od historii nowożytnej, protestanckiej.

Grzech i zbawienie

- Chociaż formy religijne zmieniły się w protestantyzmie, pobożność niezmiennie była czynnikiem regulującym życie społeczności - opowiada Jacek Friedrich. - Jednak formy pobożności stały się znacznie prostsze. Z upodobaniem sięgano po filozofię stoików, którzy wskazywali, że wartościowe jest jedynie życie cnotliwe.

Prawdziwym skarbem na tej wystawie jest „Alegoria grzechu i zbawienia” Hansa Vredemana de Vries, który przybył do Gdańska z Niderlandów jako architekt i fortyfikator, ale wśród gdańszczan uznanie zdobył jako malarz. Wśród prestiżowych zleceń, które otrzymywał, było namalowanie obrazu z przedstawieniem sceny ukrzyżowania Chrystusa do ołtarza głównego w kościele Bożego Ciała w Gdańsku. Zamówienie miało związek z toczącymi się wówczas w Gdańsku sporami religijnymi, a sam obraz miał zdobić pierwszy w mieście luterański ołtarz.

- To dzieło przedstawia to, co w doktrynie Lutra było najistotniejsze, wiarę jako właściwą drogę do zbawienia - opowiada dyrektor. - Stąd na pierwszym planie znajdują się przedmioty odrzucone przez klęczącego mężczyznę - m.in. papieska bulla, bicz, habit i kropielnica, przedmioty związane z katolicką pobożnością. Protestantyzm odrzuca je, mówiąc, że to, co pozwala chrześcijaninowi dostąpić zbawienia, to szczera żarliwa wiara.

Paskudne portrety

- Myślę, że tytuł naszej wystawy dla widza może być trochę prowokacyjny. Pobożni i cnotliwi, jedno i drugie jest tak odległe od świata, w którym żyjemy. Celem tej wystawy było też przezwyciężenie dosyć ugruntowanego myślenia o sztuce w kategoriach czysto estetycznych, oczywiście, jest tu wiele wspaniałych dzieł, jak Święta Elżbieta czy grupa Pokłon Trzech Króli Mistrza Pawła, ale pokazujemy też rzeczy wcale nie takie ładne. Mamy chociażby paskudne portrety Lutra i Melanchtona. Jednych stać było na wspaniałe dzieła, a uboższe parafie na słabsze, ale pełniły one taką samą funkcję, towarzyszyły człowiekowi, dopowiadały jego egzystencję, ale też kształtowały. Czasem straszono, jak będziesz złym, sprzedajnym sędzią jak Sisamnes, to cię obedrą ze skóry, ale jak będziesz dobrym sędzią, sprawiedliwym jak Salomon, to zyskasz chwałę.

Zegar kazalnicowy

Bardzo ciekawym obiektem na wystawie jest zegar kazalnicowy złożony z klepsydr, które można było przekładać. Odmierzały one czas, pilnując, żeby nie przeciągać kazania ponad miarę. Jeśli kaznodzieja miał skłonność, żeby się rozgadywać, klepsydra przypominała mu, że jest granica cierpliwości wiernych.

- Chlubą naszych zbiorów są rysunki Jeremiasza Falcka przedstawiające „Cnoty” ze Złotej Bramy i wyjątkowo ciekawy obraz, wyśmienity w sensie artystycznym „Odbudowa świątyni przez króla Joasza” Antona Möllera, doskonale pokazujący, jaki był mechanizm współistnienia sztuki i życia. Artysta, a ściśle mówiąc jego zleceniodawcy, chcieli ówczesnym gdańszczanom, na początku siedemnastego wieku, przypomnieć, że mają obowiązek płacenia podatków (obowiązek opisany już w Piśmie Świętym). Odbudowa świątyni była bowiem możliwa dzięki temu, że Joasz, król Judy, nałożył na poddanych stosowny podatek.

Dziwne astrolabium

Wystawa podzielona została na trzy części. W pierwszej przedstawia sztukę kościelną, w drugiej dzieła związane z działalnością publiczną dawnych gdańszczan, w trzeciej strefę prywatną.

- Pokazujemy też znaczenie nauki w dziejach dawnego Gdańska i jej związki ze sztuką. Mamy tu więc piękny bukiet Andreasa Stecha, doskonale widać tę precyzję botaniczną, którą malarz nabył, współpracując ze znakomitym botanikiem Jacobem Breyne, obok Jana Heweliusza najznakomitszego w tym czasie gdańskiego uczonego. Jest też intrygujące astrolabium.

Portret patrycjuszki

Następnie wchodzimy w przestrzeń „prywatną”, są w niej zegary, meble, portrety rodzinne i z epitafiów, i kariatydy - wybitne arcydzieła dawnej rzeźby gdańskiej z XVI wieku.

- Rodzinę uważano za fundament społeczeństwa i gwarancję społecznego ładu - opowiadają twórcy wystawy. - Zamążpójście czy stan błogosławiony były okazją do zamawiania kobiecego wizerunku. W tego rodzaju portretach starano się podkreślić rolę kobiety jako żony i matki. Tak jest na przykład w portrecie patrycjuszki namalowanej przez Andreasa Stecha - perłowa biżuteria i goździki symbolizują małżeńską miłość i wierność.

Wystawa pokazuje gdańszczan takimi, jakimi chcieli być widziani - jako pobożnych chrześcijan i cnotliwych członków miejskiej społeczności. Czy tacy w istocie byli?

- Na to pytanie dzieła sztuki nie dają pewnej odpowiedzi. Pomagają jednak zrozumieć świat ludzi, którzy żyli w Gdańsku przed nami - mówią nam autorzy nowej ekspozycji stałej w gdańskim Muzeum Narodowym.

Autorkami scenariusza wystawy są Weronika Grochowska i Magdalena Mielnik.

Weekend w Muzeum Narodowym w Gdańsku:

  • Oddział Sztuki Dawnej, budynek przy ul. Toruńskiej 1, premiera wystawy stałej „Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki”,
  • „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga.
  • Galerie na poziomie krużganków: Galeria Cyny, Galeria Złotnictwa, Galeria Ceramiki XVI-XIX w.

15 i 16 maja w godz. 10.00-19.00.

Gdzie na tanie wakacje w 2021 roku?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie