Po sukcesie w Ergo Arenie. Polska siatkówka ma markę

Paweł Durkiewicz
Biało-czerwoni na podium Ligi Światowej
Biało-czerwoni na podium Ligi Światowej Karolina Misztal
Polscy siatkarze wywalczyli brązowy medal w Lidze Światowej. W hali na granicy Gdańska i Sopotu oklaskiwały ich komplety publiczności a naszą drużyną liczą się najlepsi. Według wielu fachowców polska ekipa już dołączyła do najlepszych drużyn.

Jak oceniać występ reprezentacji Polski w tegorocznej Lidze Światowej, zwieńczonej gdańskimi finałami? Teoretycznie nie powinno być wątpliwości - miejsce na podium to nasz największy sukces w historii udziału w tych prestiżowych rozgrywkach. Eksperci wspominają jednak potknięcia, jakie zaliczyli na swej drodze po brąz siatkarze trenera Andrei Anastasiego. Na mistrzostwach Europy, które już za dwa lata odbędą się w nowej siatkarskiej mecce - Ergo Arenie, nasz zespół może być - i powinien - o wiele silniejszy.

Nie da się ukryć, że Polakom sprzyjało w Gdańsku szczęście. W fazie grupowej, po wymęczonej wygranej z Bułgarią i klęsce w starciu z Włochami, mało kto liczył na cud w ostatniej kolejce i awans do czołowej czwórki. A jednak karkołomny plan udało się zrealizować. Wspaniały prezent sprawili nam Bułgarzy, którzy bez straty seta ograli zespół Italii, czym dali biało-czerwonym ostatnią szansę.

Bartosz Kurek i jego koledzy wykorzystali ją, pokonując po dramatycznym boju Argentynę 3:2. I tu pierwsze kontrowersje - pojawiły się głosy, że rywale z Ameryki Południowej grali na pół gwizdka, a japoński sędzia postanowił odwdzięczyć się Polsce za wspaniale zorganizowany turniej i pomóc naszym w wyszarpaniu awansu.

- Jestem dumny z tego, jak dużo serca moi gracze zostawili na boisku - mówił po meczu o brąz uradowany trener Anastasi.
Właśnie wola walki była największym atutem naszej reprezentacji. To właśnie ten, mało siatkarski element, przekładał się na wszystkie inne aspekty gry. Gdy w "małym finale" wyczerpanym Argentyńczykom brakowało sił, biało-czerwoni bili się o każdy punkt na fali entuzjazmu, jaki spływał na nich z trybun hali.
Mimo pochwał Anastasiego, nie można nazywać jeszcze naszej drużyny świetnie zorganizowaną czy grającą zawsze z zimnym wyrachowaniem. Błędy taktyczne, niestabilna forma, czy mało wyrównany skład - oto nasze największe bolączki. Jedynym niezawodnym ogniwem w talii włoskiego trenera był Kurek, którego już teraz można nazywać gwiazdą w skali światowej.

- Myślę, że ten turniej był w moim wykonaniu niezły, ale przed nami wszystkim jeszcze wiele pracy - przyznał bohater Polaków.

Mając na uwadze wszystkie mankamenty w grze siatkarzy i okoliczności zdobycia brązowego medalu, trzeba jednocześnie cieszyć się, że wciąż należymy do światowej czołówki, a przy wsparciu kapitalnej polskiej publiczności stać nas na dobre wyniki w Mistrzostwach Europy 2013 i Mistrzostwach Świata 2014. Obie imprezy odbędą się w naszym kraju.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w obu tych czempionatach nasza drużyna będzie już zestawem najlepszych polskich siatkarzy. Przypomnijmy, że w tym roku z różnych przyczyn w składzie zabrakło aż czterech potencjalnych graczy podstawowej rotacji (Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Daniel Pliński), a końcówkę zmagań z powodu kontuzji opuścił Zbigniew Bartman. Czy w najsilniejszym możliwym zestawieniu potrafilibyśmy zagrozić Rosjanom czy Brazylijczykom?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie