Po pożarze - sąd odrzuca zażalenie

    Po pożarze - sąd odrzuca zażalenie

    Maciej Pawlikowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Sąd Okręgowy odrzucił zażalenie rodziny Gabryelów na umorzenie przez prokuraturę śledztwa, dotyczącego pożaru ich domu, który wybuchł w nocy 2 października 2006 roku.
    W wyniku pożaru zmarła Dominika, córka państwa Gabryelów, a reszta rodziny cudem uszła z życiem.

    Gdańska Prokuratura Okręgowa postanowiła umorzyć prowadzone przez siebie postępowanie jeszcze w połowie lutego tego roku. Pisaliśmy o tym na łamach "Polski Dziennika Bałtyckiego".
    Śledczy nie byli w stanie jednoznacznie wskazać przyczyny pożaru. Choć najczęściej jest mowa o zaprószeniu ognia, zarówno prokuratura, jak i powołani przez nią biegli, nie są w stanie wykluczyć też podpalenia.
    Taką właśnie wersję wydarzeń na ul. Knyszyńskiej od samego początku przedstawia Tadeusz Gabryel, właściciel spalonego domu i ojciec zmarłej Dominiki. Jako zleceniodawcę pożaru wskazuje on Piotra Z., swojego dawnego znajomego i jednocześnie współpracownika.

    Pełnomocnik rodziny Gabryelów wniósł do sądu zażalenie na decyzję prokuratury, jednocześnie zgłaszając kolejne wnioski dowodowe. Przed miesiącem sąd je jednak odrzucił i podtrzymał decyzję prokuratury. Zrobił to, mimo że w sprawie pojawił się, być może kluczowy, świadek. Swoją decyzję sąd w uzasadnieniu uargumentował m.in. tym, że "zgromadzony materiał dowodowy (...) nie zawiera materiałów ujawniających jakiekolwiek ślady wskazujące na źródło pożaru, które pozwalałyby na uwiarygodnienie w sposób jednoznaczny jednej z wersji powstania pożaru, tj. zaprószenia ognia lub podpalenia. Nie mogąc zatem określić przyczyny pożaru, stwierdzono, iż nie jest możliwe ustalenie, czy do jego powstania przyczyniło się jakiekolwiek działanie czy zaniechanie ludzkie. Tym samym nie można jednoznacznie ustalić, czy doszło do popełnienia czynu w rozumieniu prawa karnego".

    Sąd w uzasadnieniu odniósł się też do zeznań złożonych przez nowego świadka i nie wykluczył, że po sprawdzeniu ich mogą one w przyszłości doprowadzić do podjęcia prawomocnie podjętego śledztwa. Świadek twierdzi, że był obecny przy przyjmowaniu zlecenia na Gabryela.

    - To było około roku przed tym pożarem. Siedziałem wraz z kilkoma innymi osobami przy stoliku, gdy rozmawiano o zleceniu na Gabryela. Pojawiła się też koperta z pewną kwotą pieniędzy, zdjęcie pana Gabryela z przyczepioną kartką, na której widniał numer telefonu i nazwisko pana Z. Nie wiem, czy pan Z. był obecny podczas spotkania, czy ktoś był pośrednikiem - opowiada świadek.

    Mężczyzna już kilkakrotnie zeznawał w prokuraturze. Nie rozpoznał jednak na zdjęciu Piotra Z. To wzbudziło wątpliwości śledczych.

    - Pokazano mi niewyraźne zdjęcia sprzed lat. Domagam się konfrontacji. Będę pewien, czy Piotr Z. uczestniczył w rozmowie, czy nie - dodaje świadek.

    Tadeusz Gabryel nie ukrywa, że jest rozgoryczony decyzją sądu i nadal ma zamiar dążyć do ujęcia sprawców pożaru.

    - Wiem, kto to zlecił. Tylko Piotr Z. miał motyw. Wielokrotnie przed pożarem groził mi i nachodził dom. O wszystkim wiedziała policja. Prokuratura nie widzi wciąż związku - mówi.
    Kilka dni temu, po emisji reportażu w programie TVN Uwaga zarówno on, jak i jego pełnomocnik otrzymali SMS-y z pogróżkami. Złożyli zawiadomienie do prokuratury.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo