Po pierwsze nie szkodzić - i sobie, i nam pacjentom, czyli, jak dziś pracują lekarze i pielęgniarki

Bogdana Wachowska, zastępca redaktora naczelnegoZaktualizowano 
Przemek Świderski
Jaką opiekę mają pacjenci w szpitalach, kiedy część lekarzy i pielęgniarek pełni swój dyżur przez kilka dni bez przerwy? Czy mogą nas, pacjentów, dobrze leczyć, skoro tak długo pracują?

Przecież każdy normalny człowiek musi co jakiś czas odpoczywać, inaczej łatwo popełnić błąd, który w przypadku personelu medycznego może kosztować ludzkie życie. Od czasu głośnej sprawy lekarki z Białogardu, która zmarła na zawał serca po trwającym cztery dni dyżurze, nie milkną dyskusje na ten temat - i wśród pacjentów, i wśród lekarzy, bo jak się okazuje jej przypadek nie jest odosobniony, a organizacja pracy w szpitalach pozostawia wiele do życzenia.

Czytaj też: Przodownicy pracy leczą na granicy zdrowia i życia

Temat zaogniła też - i się nie dziwię - beztroska i skandaliczna wypowiedź rzecznika szpitala, który stwierdził, że „pani doktor nie była ich pracownikiem, prowadziła działalność gospodarczą, dlatego czas pracy organizowała sobie samodzielnie”. Mnie jeszcze zdziwiło oświadczenie Ministerstwa Zdrowia, które uznało, że lekarz, który podejmuje ciągłą pracę przez cztery doby, bez godzin należnych na odpoczynek, działa niezgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej. Zgoda, ale w takim razie co z etyką dyrektorów szpitali i ordynatorów oddziałów? Przecież to oni układają grafiki dyżurów i je nadzorują. Dobrze wiedzą, kto i ile czasu spędza w pracy.

Ponoszą taką samą, a nawet większą odpowiedzialność za pacjentów niż dyżurujący lekarze. Największym jednak winowajcą jest tutaj system, który dopuszcza, że szpital może zatrudniać personel medyczny na kontraktach, unikając tym samym pewnych kosztów i obchodząc kodeks pracy; że w Polsce nie istnieją jasne normy zatrudniania pielęgniarek - o ich liczbie decydują dziś dyrektorzy szpitali (a oni przecież zawsze oszczędzają); że brakuje lekarzy specjalistów, bo wciąż jest za mało miejsc dla młodych lekarzy na rezydenturach, więc wielu z nich ucieka za granicę (tam też się lepiej zarabia); a specjaliści, którzy zostają, biegają - czasami z przymusu, a i często w pogoni za pieniędzmi - od szpitala do szpitala, potem do przychodni, kończąc w swoim prywatnym gabinecie.

W tym całym systemie pracy trudno nie mieć wrażenia, że dobro pacjenta często schodzi gdzieś tam na dalszy plan. Dlatego w pełni zgadzam się dr. Andrzejem Sokołowskim, że potrzebny jest mechanizm, który pozwoli na kontrolę oraz ograniczanie czasu pracy lekarzy i pielęgniarek, by chronić ich samych i nas pacjentów.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

X
XYZ

Nie tylko szeregowi pacjenci ale już także lekarze przedwcześnie
odchodzą z tego padołu. Rzecz wymaga gruntowego przemyślenia
i racjonalizacji.

Dodaj ogłoszenie