„Po miłość / Pour l’amour” kręcono na Kaszubach! W filmie Andrzeja Mańkowskiego główną rolę gra Jowita Budnik

Grażyna Antoniewicz
Po miłość / Pour l'amour - film fabularny na Facebooku/ materiały prasowe
Udostępnij:
Reżyser Andrzej Mańkowski zakończył pracę nad swoim pełnometrażowym debiutem. W nakręconym na Kaszubach filmie „Po miłość / Pour l’amour” główną rolę gra Jowita Budnik. Jest to kameralny dramat psychologiczny zrealizowany za niewielkie pieniądze, bo jedynie za 700 tysięcy złotych. Musieliśmy zmieścić się w tej kwocie, bo program filmów mikrobudżetowych w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej zakłada, że nie wolno nam szukać żadnych innych źródeł finansowania, na przykład sponsorów - mówi producentka Beata Hrycyk-Mańkowska. - Z tych powodów mieliśmy jedynie 21 dni zdjęciowych.

- Pomysł na ten film wyniknął po części z mojej pracy reporterskiej z ostatnich lat - mówi Andrzej Mańkowski, reżyser i jednocześnie autor scenariusza. - Od wielu lat piszę scenariusze i zawsze inspiracją są dla mnie prawdziwi ludzie i prawdziwe wydarzenia. Ta historia układała mi się w głowie przez rok, samo pisanie scenariusza poszło już dość szybko i zajęło nieco ponad dwa tygodnie. „Po miłość / Pour l’amour to film wielokulturowy, wielojęzyczny. Postacie mówią po polsku, po francusku, niekiedy po angielsku czy nawet po norwesku, a grający sąsiada głównej bohaterki Lech Dyblik śpiewa po rosyjsku. Bo taki - wielokulturowy i wielojęzyczny - jest dziś świat, w którym żyjemy - mówi reżyser.

Wśród aktorów pojawił się Senegalczyk Mamadou Ba - na co dzień aktor Teatru Powszechnego w Warszawie. W filmie zobaczymy też aktorów znanych z trójmiejskich scen teatralnych: Martynę Gogołkiewicz, Jakuba Nosiadka i Szymona Sędrowskiego.

Złudne przerażenie

- Sporo osób z zewnątrz przychodziło na nasz plan zdjęciowy. Byli to statyści, rozmaici konsultanci lub zwyczajnie ciekawi naszej pracy mieszkańcy wsi, w których akurat kręciliśmy zdjęcia. Gdy przyglądali się naszej pracy, nierzadko widziałem w ich oczach zdziwienie, by nie rzec przerażenie. Mieli wrażenie totalnego chaosu. To było, oczywiście, złudzenie wynikające z nieznajomości metod pracy na planie zdjęciowym. Gdy patrzymy na mrowisko, mamy wrażenie, że panuje w nim chaos. A przecież tak nie jest, każda mrówka dokładnie wie, co ma robić, gdzie iść. Z planem filmowym jest podobnie. Ekipa naszego filmu była niesamowicie zgrana i profesjonalna. Każdy wiedział, co robi i brał w stu procentach odpowiedzialność za swoją pracę - opowiada reżyser.

W inscenizacjach realizatorzy chętnie korzystali z tzw. zastanej scenografii, czyli gotowych lokacji wypatrzonych w czasie dokumentacji przedzdjęciowej. Ale w żadnej niemal scenie filmu nie ma scenografii zastanej w proporcjach jeden do jednego.

- Trzyosobowa ekipa scenograficzna to byli chyba najbardziej zapracowani ludzie - mówi producentka. - Byli pierwsi na planie, a schodzili z niego ostatni. Wynajęty do zdjęć dom głównych bohaterów w 60 procentach przemeblowali i odmienili prawie nie do poznania. Po zdjęciach dom trzeba było przywrócić do stanu pierwotnego.

Tresowana sowa i przyjaciele

- To jest film z udziałem różnych zwierząt i fakt ten był niemałym wyzwaniem - mówi Andrzej Mańkowski. - Matka kaczka z małymi kaczuszkami musiały zagrać, to co zostało w scenariuszu napisane. I zagrały!

- W czasie nocnych zdjęć była również obecna tresowana sowa. - Nasza kierowniczka produkcji Iza Żerańska znalazła w Gdańsku fantastycznych ludzi, którzy są miłośnikami sów i mają dla nich specjalne ranczo - wyjaśnia Beata Hrycyk-Mańkowska.

W filmie zobaczymy również gołębie, żurawie, konie i - przede wszystkim - psa, niesamowitego kundelka o imieniu Bajka. - Jej właściciel, pan Adama Sokół kapitalnie przygotował Bajkę pod naprawdę wymagające dramaturgicznie sceny. Śmieję się, że dzięki tym wszystkim zwierzętom nasz film ma wyraźny rys przyrodniczy - dodaje reżyser.

Landrynkowa dziewczyna

Młoda gdańska wokalistka i aktorka Patrycja Ziniewicz zagrała Kingę Lemke - tzw. landrynkową dziewczynę jakich wszędzie dziś pełno, szczególnie w mediach społecznościowych. Długie tipsy, jeszcze dłuższe rzęsy, pasemka we włosach, błyskotki na szyi i rękach, ale przede wszystkim przekonanie o swojej wielkiej atrakcyjności.

- Patrycja prywatnie jest absolutnym przeciwieństwem tej postaci. Jest rozsądną, skromną i pracowitą osobą. Dlatego było jej podwójnie trudno wejść w tę rolę. Przez kilka miesięcy studiowała temat, wertując odpowiednie profile w Internecie. - Ostatecznie udało nam się wypracować z Patrycją pewne rytuały, dzięki którym na planie zdjęciowym niemal jak Dr Jekyl i Mr Hyde przeistaczała się z Patrycji Ziniewicz w Kingę Lemke. Fascynującym było obserwować ten proces - opowiada Andrzej Mańkowski.

Lubi zaszaleć

- Kinga to dziewczyna żywiołowa i lekkomyślna, żyje kierując się impulsem, bez jakiejkolwiek refleksji, co doprowadza do złych decyzji w jej życiu - mówi Patrycja Ziniewicz. - Jest młoda, wyzwolona seksualnie, lubi zaszaleć. Niestety, wplątuje się w niewygodną dla niej sytuację, skuszona obietnicą zrobienia kariery fotomodelki. Wbrew pozorom sceny intymne, seksualne nie były dla mnie najtrudniejsze do zagrania w tym filmie, o wiele trudniejsze były sceny nasycone emocjonalne, w których musiałam pokazać subtelnie różne zmiany w zachowaniu mojej bohaterki. Moją ulubioną sceną jest scena flirtu ze Zbyszkiem, mężem Marleny, w której postaci mówią jedno, a w podtekście chodzi im o coś zupełnie innego. Ten film był dla mnie piękną podróżą, chociaż na początku byłam nastawiona negatywne do postaci, którą gram. Drażniła mnie w Kindze jej lekkomyślność i głupota. Kiedy przeczytałam scenariusz, powiem szczerze, nie wydała mi się sympatyczna, ale podczas pracy nad rolą naprawdę ją polubiłam. Jest w niej dużo kobiecości. A także prawdy czasów, w których żyjemy.

Wszystkie barwy tęczy

Główna bohaterka filmu to 50-latka Marlena Kobara - na co dzień sprzątaczka w wiejskiej szkole. Marlena w młodości trenowała gimnastykę artystyczną. Postać tę kreuje znana z wielu filmowych ról („Plac Zbawiciela”, „Papusza”, „Jeziorak”) Jowita Budnik. Przygotowując się do tej roli przez trzy miesiące trenowała pod opieką Anny Mrozińskiej - trenerki gimnastyki artystycznej.

- Na początku siedzieliśmy na sali gimnastycznej i baliśmy się, żeby Jowita po prostu nie odniosła jakiejś kontuzji - wspomina Andrzej Mańkowski. - Po ćwiczeniach miała na twarzy wszystkie kolory tęczy. Pytałem, czy jesteś cała?

- Marlena nie jest zawodowo związana ze sportem, ale jako dziecko trenowała gimnastykę artystyczną i była w tym dobra. Natomiast ja nigdy w życiu nie trenowałam gimnastyki, nie chodziłam też na zajęcia baletowe itp. - mówi Jowita Budnik. - Interesował mnie inny rodzaj aktywności: rower i piłka nożna. Ale ostatecznie sport to sport. Dlatego z przyjemnością wspominam moje gimnastyczne przygotowania do tego filmu.

Dwie trudne noce

Na drodze z Kościerzyny do wsi Juszki ekipa kręciła inscenizację wypadku samochodowego. - Były to dwie noce praktycznie w nieustającej mżawce i z temperaturą poniżej zera - wspomina reżyser.

- Scena wypadku była jedną z najtrudniejszych - opowiada Jowita Budnik. - Zimno do szpiku kości. Oczywiście cała ekipa była odpowiednio ubrana - mieli stroje, w których choćby i na biegun można iść. Niestety aktorzy musieli być w kostiumach wynikających z zapisów scenariusza. Bardzo jednak dbano o nas, zabezpieczano termicznie, okrywano kocami między ujęciami itd. Mimo to nocne zdjęcia to był chyba jedyny taki moment na tym planie, kiedy miałam rzeczywiście potężny kryzys. Czułam, że szczękam zębami i mam dreszcze. Ale wiedziałam, że zdjęcia za 3 - 4 godziny się skończą, więc chyba jakoś to przeżyję. W pierwszej części filmu Marlena jest zwykłą, niepozorną kobietą. Jej dorosłe dzieci już opuściły dom, a mąż, z którym jest nieprzerwanie od 31 lat, ma narastający problem alkoholowy. Marlena próbuje utrzymać ten chwiejny świat w stanie jako takiej równowagi. To pochłania jej wszystkie siły i czas. Żyje bez złudzeń i marzeń. Nagle jednak przydarza jej się coś, co rozbudza emocje. Nagle historia pewnej znajomości zaczyna wywracać jej życie do góry nogami.

O miłości trudnej

W Zbigniewa Kobarę, męża Marleny i budowlańca w jednym, wcielił się mieszkający w Krakowie aktor Artur Dziurman.

- To naprawdę bardzo ciekawy i dobry scenariusz, myślę, że film będzie równie udany - twierdzi Dziurman - Moja rola jest dosyć złożona. Na pierwszy rzut oka postać, którą gram to antypatyczny alkoholik. Ale jego słabość wynika z traumy, którą przeżył. Andrzej Mańkowski broni tej postaci w scenariuszu. Szczególnie trudna do zagrania była dla mnie scena, w której prowadzę rozmowę z wyimaginowaną postacią - widmem wywołanym przez nadużywanie alkoholu. Czasami kręciliśmy w dość trudnych warunkach. Dzień zamieniał się z nocą, a noc z dniem. Gdy kończyliśmy pracę nad ranem i wracaliśmy do hotelu - ptaki śpiewały, słońce wschodziło i było pięknie. Człowiek natychmiast zapominał o całonocnym wysiłku. Ten film jest generalnie o miłości trudnej, właściwie o niemiłości, która kiedyś była miłością, a dziś jest cieniem samej siebie. W takim lustrze filmowym również warto się przejrzeć od czasu do czasu.

Producentem wiodącym filmu jest firma HOP! Media z Gdyni. Obraz powstaje w koprodukcji z Telewizja Polską SA. Premiera filmu odbędzie się we wrześniu - w czasie najbliższej edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie