reklama

Po festiwalu: Uczeń lepszy niż mistrz?

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Jeden z ciekawszych filmowych festiwali został uwieńczony jednym z najcelniejszych werdyktów. Kierowanemu przez Krzysztofa Krauzego jury udało się wyłonić z konkursowego zestawu wszystko to, co zasługiwało na wyróżnienie.

O tym, że "Rewers" wyjedzie z Gdyni z nagrodami, było wiadomo od dnia pokazu filmu Borysa Lankosza. Pytanie dotyczyło jedynie tego, czy będzie to nagroda "tylko" za debiut, czy też coś więcej. Krzysztof Krauze dotrzymał danego przed festiwalem słowa, że nagrodzone zostaną najlepsze filmy i żadne inne względy nie będą brane pod uwagę. A "Rewers" to rzeczywiście najlepiej, perfekcyjnie wręcz zrealizowany film. Stąd wzięły się też nagrody za zdjęcia, muzykę i wyróżnienia aktorskie. Wszystko to razem zostało świetnie zestrojone przez Lankosza. Jego "Rewers" wieszczy też być może nadejście czasów, gdy polskie filmy przestaną być sfilmowaną literaturą albo sfilmowanym teatrem, tylko będą kinem w kinie.

Dla nikogo nie jest zaskoczeniem drugie miejsce na podium dla Xawerego Żuławskiego i jego udanej filmowej adaptacji prozy Doroty Masłowskiej.

Cieszy uhonorowanie dwiema ważnymi nagrodami "Domu złego" Wojciecha Smarzowskiego, bo choć jego film nie jest tak formalnie udany jak "Rewers", pozostaje najbardziej gorzkim i najbardziej przejmującym opisem polskiej rzeczywistości, jaki pokazano na tegorocznym festiwalu.

Przesunięcie "Rewersu" na sam szczyt zwolniło miejsce wśród debiutantów Katarzynie Rosłaniec i jej "Galeriankom". Uczennica przewyższyła swego mistrza, rektora łódzkiej filmówki, Roberta Glińskiego, który własny film, "Świnki", poświęcił podobnej tematyce, prostytucji nieletnich, ale zafałszował swój obraz próbami grania na emocjach widzów.

Trudno przy tej okazji nie zauważyć, że jury odprawiło z kwitkiem wszystkich zasłużonych reżyserów. I zrobiło to zasłużenie. Bronił się "Enen" Feliksa Falka scenariuszowym pomysłem, ale mniej realizacją. "Mniejsze zło" Janusza Morgensterna trzymało się jeszcze poziomu poprawności, ale "Janosik" Agnieszki Holland i wspomniane "Świnki" Glińskiego już nie. Na tegorocznym festiwalu dokonała się pokoleniowa zmiana warty.

Cztery lata temu polscy filmowcy dzięki nowej ustawie zapewnili sobie stały i dużo większy niż wcześniej dopływ publicznych pieniędzy. Przez cztery lata dokonywało się coś, co można by porównać do wzbogacania uranu. Festiwal ubiegłoroczny był jeszcze próbną eksplozją, natomiast w tym roku zdetonowano bombę z wieloma udanymi filmami. Ciekawe, czy to jednorazowe wydarzenie, czy stała tendencja. Odpowiedź poznamy już w maju, na jubileuszowym 35 festiwalu.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie