reklama

Po Areopagu: Mecenas Roman Nowosielski polemizuje z prof. Ewą Łętowską na temat prawa

Barbara SzczepułaZaktualizowano 
Z mecenasem Romanem Nowosielskim, członkiem Trybunału Stanu, rozmawia Barbara Szczepuła

Zbulwersowało Pana wystąpienie profesor Ewy Łętowskiej podczas Gdańskiego Areopagu. Czym konkretnie?
Areopag jest spotkaniem opiniotwórczym i to, co się tam mówi, ma swoją wagę. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z poglądami osoby o takiej randze naukowej jak profesor Łętowska, prawnik z wielkim dorobkiem i sędzia Trybunału Konstytucyjnego. I gdy chodzi o kwestię tak drażliwą jak sprawiedliwość dziejowa. Jeden z wątków debaty dotyczył naprawienia krzywd w przypadku konfiskaty całego majątku pewnych osób, za to tylko że ten majątek posiadały. To były najróżniejsze grupy: właściciele nieruchomości, przedsiębiorcy, armatorzy, a także ci którym na podstawie prawa ustanowionego w roku 1962 upaństwowiono jeziora.

Jeziora?!
Chodziło o jeziora o charakterze przepływowym, czyli takie, przez które przepływały państwowe rzeki czy strumienie. Bo wszystko inne upaństwowiono już wcześniej. I oto dziś ktoś się wypowiada na temat tego, co zrobić z tego typu zaszłościami, i słyszę, że byłoby myśleniem "prostackim" przyjęcie założenia, iż aktem prawnym ten problem da się uporządkować.

A Pana zdaniem, da się?

Oczywiście. Konfiskatę w cywilizowanym świecie stosuje się wyjątkowo, za najcięższe przestępstwa przeciwko państwu. Ludzie, którym zabrano mienie po wojnie, nie popełnili żadnego czynu karalnego. Chodzi więc o zadośćuczynienie dla nich. Nie ma w tym żadnego prostactwa. Pani profesor najwyraźniej zapomina, że system prawny już dawno przewidział najróżniejsze zasady rozwiązania tego problemu i na jednej szali kładzie próbę naprawienia szkód, a na drugiej - prawdziwe czy rzekome trudności techniczne. To są rzeczy nieporównywalne! Zresztą swojego czasu Trybunał Konstytucyjny, odmawiając wprawdzie rozpoznania sprawy dekretu o reformie rolnej, przyznał zarazem, że jego przepisy zmierzały do tego, by zniszczyć całą klasę posiadaczy. Zniszczyć! Nie tylko zabrać im własność, ale też wysiedlić na odległość co najmniej stu kilometrów od miejsca, gdzie te osoby miały swoje majętności, uniemożliwić im powrót pod groźbą kary - i tak dalej.

Jak to zadośćuczynienie powinno wyglądać?

Można dziś mówić przede wszystkim o zadośćuczynieniu w sensie majątkowym. Przykładem niech będą gdańskie kamienice. W 1945 roku na apel ówczesnych władz ludzie przyjeżdżali do Gdańska, by go odbudowywać. Sprzedawali swoje majętności w Warszawie, Krakowie czy gdzieś jeszcze i zaczynali odbudowywać zniszczone kamienice. Władzom zależało, by pokazać światu, że Polacy potrafią zagospodarować tak zwane ziemie odzyskane, więc budowniczym obiecywano, że te odbudowane domy będą ich własnością…

…i szybko się okazało, że to nieprawda.
Właśnie. Dekret z 1945 roku, o rozbiórce i naprawie budynków uszkodzonych wskutek wojny, nie stwarzał odpowiednich gwarancji prawnych. Inwestorzy zyskiwali tylko prawo do dwudziestoletniego użytkowania.
To mało zachęcające.

W 1947 roku wyszła więc nowa ustawa, która zachęcała kapitał prywatny do udziału w odbudowie ziem odzyskanych. Gwarantowała, że każdy, kto odbuduje budynek zniszczony w co najmniej 33 procentach, będzie jego właścicielem oraz wieczystym użytkownikiem gruntów pod budynkiem. Tych naiwnych, którzy uwierzyli ustawie, niebawem wyrzucono z ich własności. A w roku 1973 Sąd Najwyższy orzekł, iż moc obowiązującą ma dekret z 1945 roku, a nie ustawa z 1947, i de facto zalegalizował to bezprawie.

I co na to III Rzeczpospolita?
Po przełomie roku 1989 kilkadziesiąt rodzin, które reprezentowałem, zaczęło się upominać o swoje domy przy Długiej, Mariackiej, Wałach Jagiellońskich, Grunwaldzkiej itd. W roku 1996 Sąd Najwyższy, odpowiadając na zapytanie Naczelnego Sądu Administracyjnego, uznał, że po wojnie złamano prawo, nie dając własności ludziom, którzy odbudowali te budynki. Stwierdził też, że w 1973 roku peerelowski Sąd Najwyższy pomylił się. Wie pani, kto był jednym z pięciu członków składu, który w 1996 roku wydał takie orzeczenie?

No kto?
Sędzia Janusz Łętowski, nieżyjący już mąż pani profesor! Powiem pani jeszcze, że szukaliśmy pomocy również u rzecznika praw obywatelskich, którym była wtedy właśnie pani Ewa Łętowska.

Co odpowiedziała?
Że nie mamy racji i koniec. I że możemy co najwyżej czekać na ustawę reprywatyzacyjną. Ale orzeczenie Sądu Najwyższego z udziałem sędziego Łętowskiego świadczy, iż oczekiwanie na zadośćuczynienie nie jest "prostactwem".

Ale profesor Łętowska występowała w debacie podczas Areopagu w imieniu własnym, nie jako instytucja.
Zgoda. Tylko widać, że dwoje profesorów prawa może mieć zasadniczo odmienne poglądy. Czy jeden pogląd jest słuszny, a drugi prostacki?

W wypowiedzi Ewy Łętowskiej pojawiła się teza, że zwrot majątku byłym kamienicznikom byłby faworyzowaniem jednej tylko kategorii osób pokrzywdzonych przez system komunistyczny.

Tylko że im odebrano dokładnie wszystko. Na zasadzie konfiskaty majątku. Trochę jak w okresie okupacji: spakować rzeczy osobiste i wychodzić! A przecież - przypominam - ci ludzie nie popełnili żadnego przestępstwa. Bardzo dużo zabranego majątku jest nadal w rękach państwa. Jeśli nie można go oddać w naturze, to trzeba zastosować rekompensaty, nawet rozłożone na raty. Tak właśnie rozstrzygała te sprawy ustawa reprywatyzacyjna rządu Jerzego Buzka.

…którą skutecznie zawetował prezydent Kwaśniewski.

Wykorzystał tarcia w AWS. A efekt jest taki, że jeśli zatriumfują poglądy pani profesor, to nikt w Polsce nie będzie mógł być niczego pewien. Zawsze może się pojawić powód, by coś komuś zabrać bez podstawy prawnej, a potem stwierdzić: - No, trudno, jeśli oddamy - będzie niesprawiedliwie.

A kwestia rozliczeń? Myślę o nakładach poniesionych przez późniejszych posiadaczy majątku, o odliczeniach z tytułu jego używania?

Wszystkie środowiska walczące o reprywatyzację proponują opcję zerową. Wy nam nie płacicie za korzystanie z naszego majątku, my nie zwracamy poniesionych nakładów.
Ale czasem jest tak, że fabryka jest zasadniczo zmodernizowana, rozbudowana…

Czy ktoś pytał prawowitego właściciela o zgodę na te zmiany? Warszawski NSA w jednej ze spraw orzekał o tym, czy pewne przedsiębiorstwo w ramach powojennej nacjonalizacji przemysłu podlegało przejęciu przez państwo, bo mogło zatrudniać ponad 50 osób na jednej zmianie. To przedsiębiorstwo podczas okupacji odebrali właścicielowi Niemcy. Dokapitalizowali je tak, że zamiast przedwojennej załogi trzydziestopięcioosobowej mogło w nim pracować 70 osób. Po wojnie nie bawiono się w subtelności: granica 50 pracowników przekroczona - nie ma o czym gadać. A sąd powiedział: jeśli zmian, które zwiększyły moce produkcyjne, co wiązało się z wyższym zatrudnieniem, dokonał okupant, to nie można tego uznać za przesłankę do nacjonalizacji. Pani pyta o sytuację w gruncie rzeczy analogiczną. Nawiasem mówiąc, rozliczenia są też możliwe do przeprowadzenia. Prawo cywilne zna odpowiednie mechanizmy, a sądy takie rozliczenia uznają. Czy zresztą trudności techniczne można zestawiać z zasadniczą wartością, jaką jest sprawiedliwość?

Zabużanie otrzymują rekompensatę.

No właśnie, w wysokości 20 procent wartości utraconego majątku. Jeśli oni mogą, to dlaczego inni - nie?

Jako argumentu przeciw zwrotowi użyła pani profesor Łętowska przykładu "Sądu Ostatecznego" Memlinga, który Muzeum Narodowe w Gdańsku musiałoby zwrócić, gdyby ktoś się o to dzieło upomniał.
To nie najlepszy argument. Obraz zdobyli na morzu i przywieźli do Gdańska kaprowie. Ówczesne prawo morskie przewidywało, że mieli oni prawo do łupu, jeżeli działali legalnie, na rzecz monarchy. Mieli coś w rodzaju licencji na rabunek, bo część łupu oddawali królowi. Nie byli piratami.

Pani profesor powiedziała też podczas Areopagu, że prawo nie jest czarno-białe. Że w istocie operuje w odcieniach szarości.
Prawo ma charakter porządkujący i gwarancyjny. Porządkuje, mówiąc: to jest białe, tamto - czarne. Gwarantuje też obywatelowi bezpieczeństwo jego sytuacji prawnej. Jeśli przyjmiemy, że wszystko jest względne, że wszystko podlega ocenie, to sądy otrzymają władzę absolutną i - powtarzam - nic w naszym życiu nie będzie pewne! A zaufanie do państwa, które jest podstawą wszelkiej aktywności, pozostanie w sferze mar.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie