Plantacja marihuany koło Pruszcza Gd.: BioInfoBank prowadził badania, skończyło się nalotem policji

Łukasz Kłos, Szymon Zięba
Jędrzej Sadowski - pracownik naukowy Instytutu Bioinfobank. To on nadzorował plantację konopi pod Pruszczem Gdańskim
Jędrzej Sadowski - pracownik naukowy Instytutu Bioinfobank. To on nadzorował plantację konopi pod Pruszczem Gdańskim
Naukowcy z BioInfoBanku szykowali bezprecedensowe w skali kraju badania nad marihuaną. Na eksperymentalnej plantacji chcieli przygotować "surowiec" do testów". Skończyło się na nalocie policji na plantację.

Twierdzą, że chcieli dać nadzieję cierpiącym na nieuleczalne choroby. Powiadomili wszystkie możliwe właściwe służby. Okazało się jednak, że zabrakło jednego dokumentu. Najwidoczniej kluczowego. W ten sposób zamiast zapisać się w dziejach polskiej nauki, trafili do kronik kryminalnych.

Październik 2013 r.

Do niewielkiej miejscowości pod Pruszczem Gdańskim zajeżdżają policyjne radiowozy. Funkcjonariusze wkraczają na plantację marihuany. W lakonicznym, oficjalnym komunikacie czytamy: "Interwencja wynikała z zawiadomienia złożonego przez głównego inspektora farmaceutycznego".

- Z informacji zebranych przez GIF wynikało, że istnieje podejrzenie, iż BioInfoBank sp. z o.o. prowadzi uprawę konopi indyjskich zawierających THC, pomimo iż dopiero stara się o wydanie stosownych zezwoleń na prowadzenie tego typu uprawy. Na miejsce policjanci pojechali wspólnie z przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego oraz Laboratorium Kryminalistycznego - mówi kom. Maciej Stemplewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Badania próbek na miejscu potwierdziły podejrzenia GIF, wskazując, iż rośliny zawierają czynnik THC. Sadzonki, jak i już gotowy susz zostały zabezpieczone do szczegółowych badań laboratoryjnych. W związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa policjanci zabezpieczyli także sprzęt komputerowy i telefony pod kątem analizy danych w nich zawartych. Przesłuchanych zostało także dwóch mężczyzn, którzy doglądali uprawy.

Tyle wersja urzędowa. Za to oświadczenie poznańskiego Instytutu BioInfoBank po interwencji policji sformułowane jest w sposób daleki od tego, co zwykliśmy czytać w oficjalnych komunikatach: "Biedny Główny Inspektorat Farmaceutyczny poczuł się pokrzywdzony, że prowadząc eksperyment naukowy mogliśmy ratować zagrożony surowiec i olać czekanie aż GIF łaskawie wyda i doręczy nam decyzję (która nam jako jednostce naukowej należy się jak psu buda), i że zrobiliśmy to za zgodą i wiedzą podległego mu wojewódzkiego inspektora. I to GIF ponosi odpowiedzialność za niewydanie nam decyzji w ustawowym terminie. Spór zapewne skończy się w sądzie administracyjnym, i to GIF przegra".

Sądem pracownicy BioInfoBanku grożą także policji.

- Zrobili wjazd do laboratorium, wywieźli wszystko, wynieśli wszystko. Czy zachowali się zgodnie z prawem, to będzie oceniał sąd - zapowiada Jędrzej Sadowski.
On sam w czasie policyjnej interwencji nie był na miejscu. Plantacji doglądał wówczas zatrudniony przez instytut Julian (prosi o niepodawanie nazwiska).
- Policjanci wmawiali mu, że sam sobie napisał umowę o pracę, umowy dzierżawy gruntu pod uprawę, sam sfałszował np. zgodę komisji bioetycznej... Próbowali wymusić na nim podpisanie protokołu. Zmuszali go do uczestniczenia w scenach zatrzymania, kilkukrotnie "pozował" do nagrania - opisuje Sadowski.

Mężczyzna twierdzi, że policjanci celowo nie zabezpieczyli dla prokuratora teczki z dokumentami, w których znajdowały się pozwolenia na prowadzenie badań nad cannabis.

Grudzień 2011

Wtedy BioInfoBank nawiązał po raz pierwszy kontakt z Jędrzejem Sadowskim. Ten 30-letni absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego mówi o sobie, że "ma ambicję by zostać naukowcem".

Poznański instytut chciał prowadzić badania nad wpływem marihuany na kondycję intelektualną dorosłych. Docelowo wyniki mogłyby pomóc w opracowaniu nowych rozwiązań w medycynie. Przedstawiciele BioInfoBanku głośno zapowiadali, że ich eksperyment jest całkowicie legalny, a instytut ma wszelkie dokumenty, zezwalające na przedsięwzięcie.

- Z ich deklaracji wynikało, że są zainteresowani badawczym wykorzystaniem cannabis - mówi Sadowski. - Ja mniej więcej od 2009 roku poszukiwałem , oczywiście w porozumieniu z organami państwowymi, w szczególności z krajowym biurem przeciwdziałania narkomanii, formy prowadzenia eksperymentalnego użytku cannabis, przede wszystkim na polu medycznym - mówi Sadowski.

Sadowski początek "zorganizowanej walki" o badania naukowe nad właściwościami medycznymi marihuany umiejscawia w 2011 roku. - Wówczas byliśmy w stałym kontakcie z Krajowym Biurem ds. przeciwdziałania narkomanii. Częściowo za pośrednictwem Wolnych Konopi, częściowo angażowałem się w to sam. Krajowe biuro prowadziło nas za rękę, wskazywało nam ścieżki jakimi można spróbować zadziałać w tej sprawie - wspomina.

Przełomem w działaniach Sadowskiego było spotkanie z Julianem.
- Słyszałem o chłopaku z małej, pomorskiej miejscowości, który został zatrzymany w areszcie śledczym, za to że uprawiał w domu kilka krzaków marihuany. Po trzech miesiącach starań udało mi się z nim spotkać. Okazało się, że jest bardzo ciężko chory, a rośliny hodował i wykorzystywał w celach leczniczych. Wówczas skonsultowałem z radą naukową BioInfoBanku, że zatrudniamy tego człowieka na naszego ogrodnika - wspomina Sadowski.

Pole w pobliżu Pruszcza Gdańskiego stworzyli - jak sami mówią - na bardzo schowanej i głęboko ukrytej działce.
- Sama działka jest wielka. Ale poletko miało jakieś 10 na 15 metrów. Było tam około 70 roślin - twierdzi Sadowski. - Posadziliśmy je tak, jak to się robi w produkcji rolnej, dla branży farmaceutycznej. Nie uprawialiśmy tego tak, jak Amerykanie w Kalifornii, na postać kwiatu - marihuany, tylko na potrzeby surowca farmaceutycznego. Nie "pakowaliśmy" w te rośliny sztucznej chemii, sztucznych barwników, żadnych oprysków - tłumaczy.

W hodowli pod Gdańskiem udział brały dwie osoby: Sadowski i Julian.
- Mieliśmy wszystkie pozwolenia na to, żeby uprawiać i zebrać marihuanę w celach badawczych - mówi Sadowski. - GIF spóźnił się z wydaniem nam pozwoleń na ten zbiór.

Maj 2012 r.

Na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu zbiera się Komisja Bioetyczna w składzie 15 osób - w tym profesor chirurgii, doktor genetyki, magister farmacji, a także filozof, psychiatra, teolog, pielęgniarka, pediatra, dermatolog.

Spotkanie dotyczy wniosku o zatwierdzenie eksperymentalnych badań czwórki naukowców pod kierownictwem dr. med. Leszka Rychlewskiego oraz dr hab. Ewy Mojs. Temat badań - "Efekt długotrwałego spożywania wyciągów z roślin zawierających tetrahydrokannabinol na funkcjonowanie procesów poznawczych człowieka". Wspomniana substancja - w skrócie THC - występuje w konopi cannabis sativa. To właśnie jej kwiatostany po wysuszeniu zwane są popularnie marihuaną. THC odpowiada za jej działanie psychotropowe. Odurzające właściwości ma również żywica krzewu konopi, szerzej znana pod nazwą haszysz.

- Przetwory konopi indyjskich używa się najczęściej w celu intensyfikowania przyjemności. Wywołują uczucie euforii - czytamy we wniosku do Komisji Bioetycznej, i dalej: - Efektem podawania czystego THC, we wzrastającej skali stężenia są: stan głębokiego odprężenia (mała dawka), wzrost apetytu, wzrost wrażliwości na zapachy i smaki (mała dawka), wzrost wrażliwości słuchu i wzroku (średnia dawka), zaburzenia orientacji w przestrzeni, podrażnienie, stany euforyczne (duża dawka). Długość działania to około 1-3 godziny. Przy zażywaniu preparatów konopi obserwuje się też takie objawy jak: bóle i zawroty głowy, zaburzenia pamięci, zwiększenie apetytu, pocenie się. Reakcja zależna jest od wielkości dawki, drogi przyjęcia, stanu emocjonalnego w momencie przyjęcia, obecności innych ludzi oraz od współdziałania tej substancji z innymi, np. alkoholem.
Poznańscy naukowcy piszą: - Wyróżnia się następujące fazy działania THC, między którymi występują okresy uspokojenia i "wyciszenia psychicznego": faza dobrego samopoczucia i euforii z wielomównością; faza nadwrażliwości zmysłowej, zwłaszcza słuchu i wzroku z zaburzeniami poczucia czasu i przestrzeni, niekiedy napadami ostrego lęku; faza ekstatyczna; oraz faza snu i przebudzenia.

Skoro wpływ THC na samopoczucie człowieka jest tak dobrze rozpoznany, to skąd chęć badaczy do kolejnych eksperymentów z tą substancją? W dodatku na "żywym organizmie".

Wedle wyjaśnień zespołu chodzi m.in. o ocenę wpływu przewlekłego stosowania THC na poziom inteligencji i funkcjonowanie poznawcze u dorosłych. A konkretnie zweryfikowanie badań dwójki amerykańskich naukowców - Alexa Dregana i Martina C. Gulliforda - opublikowanych na łamach "American Journal of Epidemiology" w 2011 r. Uzyskane przez nich wyniki miały wskazywać, iż "nie ma podstaw do twierdzenia, że spożywanie narkotyków wpływa negatywnie na zdolności umysłowe osób w średnim wieku".

10 maja 2012 r. poznańska Komisja Bioetyczna wyraziła pozytywną opinię dla zamiarów polskich naukowców.

Grudzień 2012

Na polski rynek wchodzi - Sativex - pierwszy lek na bazie substancji odurzających zawartych w konopi indyjskiej. Producentem jest brytyjski koncern farmaceutyczny GW Pharma Ltd. Działanie leku skoncentrowane jest na łagodzeniu umiarkowanych oraz ciężkich objawów spastyczności u pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane, u których stosowanie innych leków okazało się nieskuteczne.

Sativex to jedyny lek tego rodzaju, zatwierdzony do sprzedaży na terenie Polski przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Wydawany jest tylko na podstawie ściśle monitorowanych recept na leki narkotyczne.

Sierpień 2013

Instytut BioInfoBank - kilka miesięcy po rozpoczęciu uprawy - zwraca się do głównego inspektora farmaceutycznego z wnioskiem o wydanie zgody na zbiór ziela i żywic konopi "innych niż włókniste", przetwarzanie środków odurzających i ich stosowanie. Wszystko w celach naukowych.

GIF rozpoczyna żmudną procedurę administracyjną. W październiku na biurko naukowców trafia pismo sygnowane przez szefową inspekcji farmaceutycznej: Zofia Ultz informuje w nim, że zwróciła się m.in. do Komendy Głównej Policji oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z prośbą o opinię w sprawie wniosku złożonego przez BioInfoBank. Dwa tygodnie później pod Pruszczem Gdańskim policjanci wkraczają na eksperymentalną uprawę. Funkcjonariusze ustalili, że doszło do nielegalnego zbioru konopi. Nielegalnego, bo przecież GIF nie zakończył swojej procedury administracyjnej.
- Obecnie inspektorat weryfikuje informacje zawarte we wnioskach Instytutu BioInfoBank - informuje Zofia Ultz w odpowiedzi na przesłane przez nas pytania.

Z odpowiedzi szefowej GIF wynika, że póki poznański instytut prowadziłby tylko uprawę, nie potrzebowałby zgody. Do złamania przepisów doszło w chwili, gdy zaczął on zbierać plony - na co potrzebna jest wyraźna zgoda inspekcji farmaceutycznej.

Mec. Łukasz Isenko, prawnik-karnista: - Przepisy nad wyraz jasno określają, że jakiekolwiek wytwarzanie, przetwarzanie i przerabianie środków psychotropowych czy substancji odurzających przez jednostkę naukową wymaga zgody głównego inspektora farmaceutycznego. Brak zgody GIF na te czynności skutkuje odpowiedzialnością karną, do trzech lat pozbawienia wolności. W przypadku gdy proceder dotyczył znacznych ilości czyn uważany jest za zbrodnię zagrożoną karą nawet do 12 lat więzienia. Ustawa nie pozostawia w tej kwestii złudzeń. System został tak skonstruowany, by uniknąć jakichkolwiek nadużyć, na przykład organizowania badań naukowych, jedynie jako pretekstu. Zezwolenie GIF nie jest tak łatwo uzyskać, a procedura wymaga wszechstronnych konsultacji.

Z materiałów promocyjnych projektu: - Chcemy stworzyć alternatywę dla czarnego rynku i objąć osoby uzależnione odpowiednią dla ich potrzeb opieką terapeutyczną.

Jędrzej Sadowski: - Sądzę, że polskie przepisy są po prostu na tyle nieprecyzyjne, że stanowią przeszkodę w dostępie do produktów leczniczych na bazie cannabis.

Jak do tej pory prokuratura nie postawiła nikomu zarzutów w związku z tą sprawą.

Instytut BioInfoBank

zarejestrowano w 2002 roku. W grudniu 2009 r. został laureatem VII edycji samorządowego konkursu Poznański Lider Przedsiębiorczości.

Co m.in. o wykorzystaniu marihuany mówi ustawa?

Wytwarzanie, przetwarzanie i przerabianie środków psychotropowych czy substancji odurzających przez jednostkę naukową wymaga zgody głównego inspektora farmaceutycznego
l.klos@prasa.gda.pl, s.zieba@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kolo

malo kto wie ze polska jest w posiadaniu tajnego ukladu z kartelami ktore wprowadzaja na rynek marichuane !! w chfili legalizacji nie jeden urzednik starcil byl mild euro nie moglo by istniec podziemne panstwo i tajne slurzby nie mialy by finansjera dlatego ci ludzie nie pozwola na legalizacje

Dodaj ogłoszenie