PKO BP Ekstraklasa. Raków Częstochowa-Arka Gdynia (26.06.2020). Żółto-niebiescy przegrali spotkanie o życie 2:3 (0:2) i są blisko spadku

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Arka Gdynia w meczu u siebie przeciwko Rakowowi Częstochowa )na zdjęciu) zdołała podnieść się ze stanu 0:2 i zwyciężyć. Niestety dziś już ta sztuka się nie udała i żółto-niebiescy są coraz bliżej degradacji.
Arka Gdynia w meczu u siebie przeciwko Rakowowi Częstochowa )na zdjęciu) zdołała podnieść się ze stanu 0:2 i zwyciężyć. Niestety dziś już ta sztuka się nie udała i żółto-niebiescy są coraz bliżej degradacji. Przemysław Świderski
Mimo podjęcia walki, niestety dopiero w drugiej połowie, Arka Gdynia przegrała dziś 26.06.2020 na wyjeździe 2:3 (0:2) z Rakowem Częstochowa. Żółto-niebiescy muszą teraz modlić się, aby Wisła Kraków nie zgarnęła jutro pełnej puli punktów w wyjazdowym spotkaniu z Górnikiem Zabrze, gdyż mogą się wtedy już powoli żegnać z PKO BP Ekstraklasą.

Trener gdynian Ireneusz Mamrot wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Postawił w Bełchatowie na dokładnie tych samych zawodników, którzy we wtorek zapewnili żółto-niebieskim triumf 3:2 (2:1) nad Zagłębiem Lubin.

Niestety, Arka powróciła w dzisiejszym meczu w pierwszej połowie do fatalnego stylu, dobrze znanego z wielu innych spotkań w tym sezonie. Żółto-niebiescy byli całkowicie bezradni w ofensywie i popełniali błędy w obronie. Dopuszczali gospodarzy do licznych, stałych fragmentów gry. A wiadomo od dawna, że jest to bardzo groźna broń Rakowa. Marcin Staniszewski musiał wykazać się już po pięciu minutach gry, gdy uderzał z woleja Daniel Bartl.

Żółto-niebiescy nie wyciągnęli jednak wniosków z tej sytuacji i przespanego początku meczu. Nadal nie byli w stanie narzucić gospodarzom swoich warunków gry. Raków tymczasem regularnie meldował się w polu karnym gdynian. W końcu, w 27 min. dopiął swego. Gospodarze trafili po wrzutce z rzutu rożnego autorstwa Petra Schwarza. Młodzieżowiec Rakowa Kamil Piątkowski wygrał pojedynek Maciejem Jankowskim i z bliska skierował piłkę do siatki. W 40 min. gry powinno być już 2:0 dla podopiecznych Marka Papszuna. Po kolejnym błędzie defensywy Arki piłka spadła w polu karnym pod nogi Tomasowi Petraskowi. Czech na szczęście dla gości w idealnej sytuacji przestrzelił.

Jednak już dwie minuty później taryfy ulgowej ze strony gospodarzy nie było. Schwarz po rozegraniu piłki przez Felicio Browna Forbesa i Davida Tijanica ładnym strzałem zza pola karnego pokonał Staniszewskiego. Wkrótce pierwsza połowa zakończyła się i sytuacja Arki była w tym momencie naprawdę niewesoła. Na boisku nie było w ogóle widać, że to gdynianie walczą o życie, a Raków ma już w kieszeni pewne utrzymanie się w PKO BP Ekstraklasie. Kibice żółto-niebieskich mogli mieć jedynie nadzieję, że trener Ireneusz Mamrot w przerwie wstrząśnie drużyną, a być może dokona zmian. Tak, aby podobnie, jak w meczu z Rakowem u siebie w tym sezonie, gdynianie byli w stanie „wyciągnąć” wynik z tym rywalem z 0:2 i sięgnąć jeszcze po trzy punkty.

Żadnych roszad po wznowieniu spotkania w szeregach gdynian nie było, a druga część gry zaczęła się identycznie, jak pierwsza. Już po trochę ponad minucie do idealnej sytuacji doszedł Sebastian Musiolik. Żółto-niebiescy mieli w tej sytuacji wiele szczęścia, że rosły napastnik Rakowa nie oddał groźniejszego strzału głową. Już po chwili jednak to Arka się odgryzła. Po podaniu od Michała Nalepy dobrą wrzutką w pole karne popisał się Mateusz Młyński. Niestety, Oskar Zawada, znajdując się w jeszcze lepszej sytuacji, niż dwie minuty wcześniej Musiolik, fatalnie przestrzelił.

W 56 min. spotkania wreszcie pojawiła się jeszcze nadzieja dla Arki Gdynia. Po wrzutce w pole karne Damiana Zbozienia były zawodnik żółto-niebieskich Patryk Kun, naciskany przez Marcusa da Silvę, z bliska trafił do bramki gospodarzy. Gra gdynian nieco się ożywiła, jednak to znowu gospodarze zaczęli dochodzić do dogodnych sytuacji. W 64 min. spotkania Marcin Staniszewski jeszcze zdążył odbić piłkę po strzale głową Tomasa Petraska, ale chwilę później było 3:1 dla gospodarzy. Kolejną wrzutkę w pole karne, tym razem autorstwa Kamila Piątkowskiego, sfinalizował celnym uderzeniem Kamil Kościelny.

Żółto-niebiescy złapali ponownie kontakt z Rakowem w 80 min. spotkania. Z rzutu rożnego piłkę w pole karne posłał Michał Nalepa, jej tor lotu przedłużył Oskar Zawada, a Marcus trafił do siatki. Arka niestety nie była już w stanie odwrócić losów spotkania. Co więcej, w 88 min. mogła stracić kolejnego gola. Po uderzeniu Bena Ledermana futbolówka zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką, a gdyby ten wysokiej klasy strzał był tylko odrobinę bardziej precyzyjny, to Marcin Staniszewski byłby bez szans.

Niestety żółto-niebiescy w dzisiejszym meczu kolejny raz zawiedli, szczególnie w pierwszej połowie. Kilka zrywów w drugiej części spotkania to było za mało, aby pokonać w Bełchatowie dobrze dysponowanego Rakowa.Gdynianie są obecnie w takiej sytuacji, że w przypadku, gdyby jutro Wisła Kraków wygrała w Zabrzu, odrobić będą musieli do tego rywala w czterech ostatnich, ligowych kolejkach już dziewięć punktów w tabeli. Wtedy nawet komplet zwycięstw może im nie zapewnić utrzymania w PKO BP Ekstraklasie. Żółto-niebiescy deklarują jednak, że broni jeszcze nie składają.

- Będziemy walczyć do końca. Wiara umiera ostatnia - powiedział po przegranej w Bełchatowie Marcus da Silva.

Powstała Superliga, UEFA zbanuje kluby?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie