Piszę o przyjaźni, zdradzie i utraconych nadziejach. Rozmowa z Levi Henriksenem

Rozm. Monika Jankowska
fot. Karolina Misztal
Udostępnij:
O swojej najnowszej książce „Pieśń harfy”, miłości do muzyki i wielkiej sympatii do Sopotu mówi norweski pisarz Levi Henriksen.

Niedawno można Cię było spotkać w Sopocie. To już kolejny raz, kiedy odwiedzasz nasz kurort. Trochę czasu już minęło od Twojej wizyty. Za co tak bardzo lubisz to miasto?

Kiedy byłem w Sopocie, czułem się, jakbym cofnął się do przeszłości. Uwielbiam film „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. W Sopocie zatrzymałem się w hotelu Grand i udawałem, że jestem pisarzem, który przyjechał tu w latach 30. XX wieku (śmiech). Dla pisarza to bardzo inspirujące - przyjechać poza sezonem do miasta, które turyści odwiedzają głównie latem. I pisać.

Skoro Sopot tak przypadł Ci do gustu, to może już czas na to, by akcja kolejnej Twojej powieści działa się w Sopocie. Co Ty na to?
Angielski pisarz Graham Greene powiedział kiedyś, że pisarz nie jest w stanie przyjść nawet na pogrzeb przyjaciela, by w tym czasie nie myśleć o tym, co może napisać, żeby nie myśleć o swoich przyszłych dziełach. Ja jestem w pracy każdego dnia. Inspirują mnie amerykańskie powieści, ale jestem Europejczykiem i chciałbym pisać też o starej Europie. Lubię atmosferę Sopotu, budynki, morze...
Jeżeli coś przychodzi mi do głowy, to są to raczej opowiadania, choć jeszcze nie zastanawiałem się nad jakąś konkretną fabułą.

Mimo wszystko pójdźmy dalej. Jacy są bohaterowie tych opowiadań? Inni od tych, którym już dałeś życie w swoich książkach?

Pewnie bohaterowie byliby podobni. Mam zresztą tendencję do pisania o konkretnym typie bohatera. To mężczyzna w okolicach czterdziestki, w typie outsidera. Obiecałem sobie nie pisać nigdy o pisarzu, ale być może byłby to jednak pisarz - taki, który odczuwa jakąś niemoc twórczą i pisać nie może.

Czyli rozumiem, że kobiety nie wchodzą w grę?

Niekoniecznie. Moje najlepsze opowiadania były o kobietach. W dwóch książkach, które napisałem dla dzieci, narratorem była dziewczynka. Częściej piszę o mężczyznach z prostego powodu - jestem mężczyzną. I wiesz co? Właśnie zmieniłem zdanie odnośnie do fabuły. Myślę, że marzec w Sopocie jest doskonałym tłem dla historii miłosnej, która rozgrywa się między parą sześćdziesięcio- siedemdziesięciolatków.

W takim razie czekamy! A teraz porozmawiajmy o Twojej najnowszej książce - „Pieśń harfy“. Jak się wytłumaczysz z tego tytułu?

Właściwie ten tytuł ma dwa źródła. W Norwegii pieśń harfy odnosi się do muzyki anielskiej, ale jest też jeszcze jedno źródło. To nazwa maszyny, którą w Norwegii oddziela się żwir - mniejsze kamyki od większych.

Po polsku to będzie przesiewacz do żwiru.

Ta maszyna wytwarza specyficzny dźwięk i dlatego nazywamy ją harfą. W dzieciństwie mieszkałem w sąsiedztwie miejsca, w którym wydobywa się żwir. Dźwięk harfy żwirowej - tak bym nazwał dźwięki, które wtedy słyszałem.

To w takim razie zapytam o głównego bohatera. Jim Gystad jest trochę do Ciebie podobny? W końcu i Ty, i on zajmujecie się muzyką.

Chciałem napisać nie o muzyku, ale o kimś, komu jednak nieobce są te tematy. I tak głównym bohaterem stał się producent muzyczny, już nie najmłodszy zresztą. Tak na marginesie: bardzo lubię Johnny’ego Casha, który swoje najlepsze płyty nagrał dość późno. Jego producent, Rick Rubin, pozwolił na to, by Cash robił, co chce. I efekt był świetny. Dlaczego wybrałem sobie producenta muzycznego? Bo wiele wie o muzyce i o muzykach. Ważną sceną była ta, w której Jim zupełnie inaczej niż pozostali potraktował muzyczne rodzeństwo Thorsen, które także jest bohaterem książki. Starałem się opisać je jak zespół rockowy. Oni grali ze sobą przez większą część swojego życia! Jim prosił, żeby zagrali na przesiewaczu do żwiru - w towarzystwie gitary i mandoliny. I już odpowiadam na pytanie - z moim bohaterem faktycznie mam wiele wspólnych cech. Obaj jesteśmy zmęczeni tymi głupstwami, które dominują w muzycznym świecie. Dziennikarze rzadko kiedy pytają o muzykę, bardziej interesuje ich życie prywatne, jakieś historie miłosne, romanse. Ostatnio dwoje norweskich muzyków promowało swoje nowe płyty, a magazyny pełne były informacji o tym, że jeden z nich stracił córkę, a drugi właśnie przeżywa śmierć ojca. To jest coś, co i mojemu bohaterowi, i mnie się nie podoba.

Ja też podpytam o życie miłosne, ale to książkowe. W Twojej powieści zawarłeś przejmującą historię związaną z pewnym listem. Opowiesz coś więcej?

Nie.

Dlaczego?

Tak jak w mojej poprzedniej książce „Śnieg przykryje śnieg” pozostawiam pewną tajemnicę. W „Śniegu...” była to informacja o tym, kto jest ojcem jednej z bohaterek. Ja sam mam wiele pytań związanych z tym, kto napisał ten list. Czy był to ktoś z rodziny Timoteusa, czy może z rodziny Tiny? Oni oboje dostali bardzo podobny list. Każde z nich myślało, że jego autorem jest jego druga połowa. A treść listu była taka: jeżeli mnie kochasz, już nigdy nie będziesz ze mną rozmawiać, nie będziesz się ze mną kontaktować. Kiedy się zaręczyli, Timoteus i Tina byli bardzo młodzi. Po otrzymaniu listów zachowali się zgodnie z zapisanym w nim życzeniem - nigdy już się ze sobą nie kontaktowali. Tak bardzo się kochali, że dla dobra tej drugiej osoby zerwali łączące ich więzi.

To taka smutna historia!

Ale jest jednocześnie właściwie szczęśliwą historią.

Dlaczego muzyka rodzeństwa Thorsen, które śpiewa pieśni religijne, tak bardzo wpłynęła na Jima?

Kiedy trafia do kościoła, ma ogromnego kaca, bo, co tu tłumaczyć, po prostu za dużo pił. Jim pojawia się w kościele, bo miał być ojcem chrzestnym dziecka swoich przyjaciół i obawia się, że nie sprosta tej roli, a co więcej - nie wytrzyma nawet całej ceremonii. Wtedy słyszy ten śpiew rodzeństwa Thorsen. Czuje, jakby śpiewały anioły. Być może właśnie dlatego, że ma kaca. Ale ponieważ jest producentem, zawsze myśli o płycie, która mogłaby się okazać sukcesem.

Dużo w tej książce muzycznych odniesień. Myślisz, że spodoba się tym, którzy o muzyce nie mają zielonego pojęcia?

Mam nadzieję. Muzyka to tylko jeden z aspektów tej książki. Tak naprawdę „Pieśń harfy” to opowieść o miłości, przyjaźni, zdradzie i utraconych nadziejach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

n
natala
Ciekawa wypowiedź, swoją drogą znam kilka osób które też świetnie potrafią pisać, szkoda że tylko do szuflady i dla znajomych, moim zdaniem warto odważyć się na wydanie książki z rozpisani.pl , to jest łatwe a może stać się początkiem sukcesu.
Dodaj ogłoszenie