Piotr Semka o wystawie Muzeum II WŚ: Ten eksperyment trzeba będzie poprawić [ROZMOWA]

rozm. Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Maciej Gapinski
DNA wystawy Muzeum II Wojny Światowej oparte jest na błędnych założeniach - twierdzi Piotr Semka, jeden z trzech krytycznych ministerialnych recenzentów programu muzeum.

Co masz przede wszystkim za złe scenariuszowi wystawy Muzeum II Wojny Światowej?
Nie wchodząc w szczegóły, mogę powiedzieć, że DNA tej wystawy oparte jest na trzech założeniach. Założenie pierwsze: wojna była kataklizmem, który spadł na wszystkie narody Europy za sprawą nazizmu i komunizmu, które szczególnie w wypadku Niemiec pojawiają się jakby znikąd. To założenie sprzyja pewnej poprawnościowej idei, unikającej kwestii niemieckiego rewanżyzmu i wcześniej pruskiego militaryzmu. Opowiadana w muzeum historia ogólnie wspomina I wojnę światową, a de facto rozpoczyna się w 1933 roku, a antagonizmy narodowe zepchnięto na margines.

Zaraz się do tego odniosę. A drugi łańcuch tego DNA?

To założenie, że historia wojskowa jest czymś niezdrowym i groźnym, natomiast wysunięcie na plan pierwszy głównie historii cierpień cywilów jest czymś o wiele bardziej właściwym. Tępy militaryzm, pozbawiony racji moralnej, jest czymś złym, ale Polacy w latach 1939-1945 uczestniczyli w wojnie sprawiedliwej - odważnie walczyli ze złem nazizmu i na przykład w 1939 roku, w Grodnie, ze złem sowieckiej agresji. Mają czym się chlubić. To powielanie wzorca zza Odry. Niemcy, nie mogąc eksponować swojej historii militarnej, proponują badaczom: odsuńmy na bok historię militarną, bo to nic dobrego, i skupmy się na cywilach. A skoro na cywilach, to także na ofiarach bombardowań w Niemczech.

Też coś powiem za moment. Ale jeszcze łańcuch trzeci.

To założenie, które jest niezwykle ambitne i być może miałoby sens. Założenie jest takie: opowiedzmy historię Europy z pozytywną puentą w postaci Unii Europejskiej jako gwaranta trwałego pokoju w Europie. Taka wystawa jak najbardziej miałaby sens w Europejskim Domu Historii, który planowano w Brukseli. Rzeczywiście, nikt dotąd nie stworzył przekrojowego muzeum, pokazującego los Europejczyków w czasie II wojny. I oto teraz muzeum w Gdańsku, dysponujące ograniczonym budżetem, szarpie się na opowiedzenie całej historii II wojny światowej. Oczywiście iluś profesorów zagranicznych zakrzyknie: Brawo, zadziwicie świat.

Tak mówi Timothy Snyder.
Ja mam jednak swoje wątpliwości. Oczywiście jestem pod wrażeniem liczby eksponatów, które w ciągu siedmiu lat zgromadzili organizatorzy. Ale moim zdaniem, tych eksponatów nie może być aż tyle, żeby stworzyć równorzędną opowieść o wszystkich aspektach II wojny.

To ocenimy tak naprawdę dopiero wtedy, gdy wystawa zostanie otwarta.
Ja na razie widzę brak ważnych epizodów z polskiej historii ostatniej wojny. Muzeum odpowiada, że wszystkie brakujące epizody są, ale w jakichś dodatkowych prezentacjach. Gdy wskazałem brak opowieści o bitwie o Monte Cassino - muzeum ripostuje, że gdzieś tam w ekspozycji jest mundur żołnierza Andersa. To niepoważne. Swoją recenzję pisałem na podstawie oficjalnego dokumentu „Program funkcjonalno-użytkowy wystawy głównej”, jaki Muzeum II Wojny Światowej dostarczyło Ministerstwu Kultury. Nie mam powodu, by nie wierzyć ministerstwu, gdy to mówi, że nie przekazano żadnych innych materiałów. Teraz muzeum na wszystkie zarzuty używa wygodnej linii obrony - „to, co brakuje, jest, ale w innym dokumencie”. Dlaczego nie było ważnych zagadnień w głównym programie funkcjonalno-użytkowym wystawy? Ale nie chcę wchodzić w przekomarzanie się, co było w programie wystawy, a co nie. Ważniejsze jest coś innego.

Czy taka ogólnoeuropejska wystawa odpowie na brak wiedzy o oporze Polaków wobec nazizmu i polskim wysiłku zbrojnym w ostatniej wojnie? Niedawno Swiatłana Aleksijewicz, białoruska noblistka, powiedziała na publicznym spotkaniu, że ze wszystkich narodowości to Polacy najgorzej traktowali Żydów. Zaliczyła nas zatem przynajmniej do kategorii pomocników Holocaustu. Ta wypowiedź pokazuje, jak głęboka i niekorzystna dla nas zmiana w pamięci o wojnie i odegranej w niej roli Polaków nastąpiła w ciągu minionych dwóch dekad. Dlatego jeśli już chcemy mieć Muzeum II Wojny Światowej, to może nawet bym przyklasnął wizji muzeum europejskiej tragedii, gdyby nie to, że Polsce brakuje muzeum o wysiłku wojennym Polaków. Z tego powodu gdańskie muzeum powinno być placówką, w której pokazany zostanie głównie polski los i polski wysiłek zbrojny. W obraźliwy dla mnie sposób niektóre media zarzuciły mi, że pogardzam losem ludności cywilnej. To oczywista nieprawda. Przypominam jedynie, że zwłaszcza w polskiej historii doświadczenie aktywnej zbrojnej walki przeplatało się z aktywnością oporu społecznego i cierpieniem narodu. Te elementy trzeba umiejętnie rozważyć, a nie zarzucać krytykom, że są chorobliwie zafascynowani wojną.

No dobrze, to przejdźmy teraz przez te trzy punkty, te „łańcuchy DNA” wystawy. Dlaczego mówisz, że wystawa pokazuje nazizm i wojnę, jakby wzięły się z powietrza, skoro ekspozycja zaczyna się od filmu o skutkach I wojny, a potem kolejne sale pokazywać będą „drogę do wojny”, to, jak rodziły się faszyzm, nazizm i bolszewizm, z jakiego wzięły się społecznego i politycznego tła?

Zaraz, zaraz. Rewanżyzm wobec Polski był obecny w Niemczech już w czasach Republiki Weimarskiej. Współpraca wojskowa Reichswehry i Armii Czerwonej pomogła odbudować siłę zbrojną, którą zużytkował potem Hitler. Na wystawie nie ma śladu po tradycji historycznej, wedle której genezę wojny łączy się z niemieckim brutalnym szowinizmem, żywym już w czasie I wojny.

Nie wszystkie wątki da się pomieścić. Ale nie rozumiem, jak można twierdzić, że wystawa pokazuje nazizm tak, jakby wziął się z powietrza.

Wystawa pokazuje czynniki społeczne, a pomija narodowe. A nie powinna odrywać konfliktu wojennego od antagonizmów etnicznych. Ale zgodzę się, że to drobniejsze sprawy, wymagające po prostu uzupełnień.

To przejdźmy do drugiego łańcucha: Eksponowanie cierpień ludności cywilnej, a umieszczenie w tle historii militarnej. Autorzy wystawy twierdzą, że służy to właśnie temu, by pokazać specyfikę losu Polaków i innych narodów tej części Europy. Bo tu cierpienia i terror okupacji były bezprzykładne.

Tylko że na tle historii narodów Europy Środkowo-Wschodniej doświadczenie Polski jest wyjątkowe. Inne narody albo przez długi czas nie były dotknięte represjami, albo jeśli były nimi dotknięte, to na przykład w krajach bałtyckich w czasach sowieckich pozostawały raczej bierne, a w czasach okupacji niemieckiej uczestniczyły nawet w formacjach kolaboracyjnych, wspierając na przykład zagładę Żydów. Wielki kwantyfikator pod hasłem „cierpienia narodów europejskich” nie pasuje do specyficznej polskiej sytuacji społeczeństwa miażdżonego przez dwa totalitaryzmy.

Na wystawie będzie pokazane i to, i to: kolaboracja jednych narodowości oraz konspiracja i opór drugich. I będzie coś więcej jeszcze - społeczeństwa zachodniej Europy. Zobaczymy na przykład plakat z wyborów parlamentarnych w Danii w 1943 roku albo zdjęcie z lotnikami niemieckimi popijającymi spokojnie kawę w kawiarni w Paryżu. Na takim tle specyfika polskiego losu będzie tym wyraźniej widoczna.

Nie mam takiego przekonania. Zawsze, oceniając coś, patrzymy z lotu ptaka. Z tej perspektywy zobaczymy raczej wszystkoizm tej wystawy. Na takim tle na pokazanie szczególności polskiego losu zabraknie po prostu miejsca. Ale gdy się o to upominać, dyrekcja muzeum zaczyna się zachowywać jak Święty Mikołaj, który mówi: aha, dzieci, nie dostałyście nart? To zaraz wyciągnę dla was z worka narty. Ktoś twierdzi, że nie ma piłki? Szukam, szukam w worku i wyciągam tę piłkę.

Co odpowiesz na propozycję dyskusji na temat kształtu wystawy?

Słyszę od kierownictwa muzeum: proszę bardzo, jesteśmy gotowi do dyskusji. Tylko dlaczego dyrekcja muzeum nie zgłaszała gotowości do podobnej dyskusji trzy lata temu, lecz teraz, gdy znalazła się w sporze z ministerstwem? A ponadto: nie jest przy tym gotowa, by zmienić DNA tej wystawy, jej trzy zasadnicze przesłania. Nadal unika na ten temat dyskusji. I jedynie za każdym razem mówi: jeśli czegoś nie ma, to my to oczywiście dodamy.

Jak się domyślam, dyrekcja nie widzi powodu, by zmieniać podstawowe założenia, bo jest przekonana, że właśnie taka koncepcja służy uwypukleniu specyfiki polskiego losu.

Obawiam się, że efekt „wyeksponowania” będzie bardzo trudno uzyskać na tej drodze. Czy nie lepiej stworzyć wystawę o specyficznym polskim losie i potem dodawać do niej, jak rodzynki do ciasta, kontrapunkty, czyli na przykład paryską kawiarnię z rozbawionymi niemieckimi lotnikami? To muzeum zostało stworzone jako swego rodzaju muzeum zjednoczonej Europy pod tytułem „wojna była straszna, wyciągnijmy z niej wnioski, a Unia Europejska to jedyne antidotum na europejskie wojny”. Skoro chciało się stworzyć instytucję paneuropejską, siłą rzeczy polskie wątki musiały być ograniczane na rzecz opowieści o kolaboracji Francji czy agresji Japonii.

Zapytam o jeden przykład, może najbardziej wyrazisty. Na wystawie powstanie warszawskie umieszczone zostanie w jednej przestrzeni z takimi zrywami jak powstanie paryskie czy powstanie w Pradze. Czy właśnie na tle powstania w Paryżu nie widać tym wyraźniej tragizmu walk powstańczych w Warszawie?

Znam tę melodię. Otóż nie każdy zrozumie to zestawienie. Obawiam się, że cudzoziemiec uzna raczej, że te trzy zrywy były zbliżone skalą i liczbą ofiar. Autorzy tej koncepcji mogą się poszczycić dogłębną wiedzą o polskim wysiłku zbrojnym w latach II wojny i zakładają, że dzisiaj młody gdańszczanin albo młody mieszkaniec Rotterdamu wie tak samo dobrze jak oni, jak bardzo polska historia była straszna i odmienna. I wobec tego będzie umiał odczytać funkcjonujące na wystawie zestawienia: aha, w Danii odbyły się w 1943 roku wybory do parlamentu, a powstanie paryskie w 1944 roku było mało poważne...

Zobaczą obok siebie Warszawę zamienioną w morze ruin i piękny Paryż.

Wątpię, czy ta koncepcja zagra, czy zostanie odczytana przez zwiedzających.

Pozostał nam trzeci łańcuch DNA wystawy: fałszywy, twoim zdaniem, uniwersalizm. Obrońcy programu przekonują: podobnej instytucji do tej pory nie było i właśnie Polacy, ze swoim specyficznym historycznym doświadczeniem, mogą takie muzeum światu pokazać.

Może nawet bym temu eksperymentowi przyklasnął, gdyby nie świadomość, że muzeum będzie miało ograniczone środki. Musimy też mieć świadomość luk w wiedzy o polskim zaangażowaniu w II wojnę światową, jaka powstała w ciągu ostatnich 20 lat. Podam ci jeden przykład. Kupiłem sobie do czytania na urlopie książkę Arkadego Fiedlera „Dziękuję ci, kapitanie”. Przypomniałem sobie przy tej okazji o gigantycznym wysiłku Polskiej Marynarki Handlowej w czasie II wojny. Jej statki były zatapiane na Atlantyku, załogi miały zerowe szanse na przetrwanie. Czy muzeum o nich opowie? Czy będzie w nim osobna sala o Dywizjonie 303?

Polscy piloci na wystawie będą.

Ale ile się o nich dowiemy? Im więcej miejsca zajmą problemy uniwersalne, tym mniej będzie przekazu wiedzy o wysiłku Polski w czasie II wojny światowej. Uniwersalizm i kontrapunkty to za dużo tortów w buzi. Moim zdaniem, tę opowieść należałoby budować na zasadzie 70 procent poświęconych polskiej specyfice, a resztę można by poświęcić umiejętnie budowanym kontrapunktom. A zamiast tego ma powstać muzeum wszystkiego, jedynie z ważnym udziałem Polski. Ten eksperyment, moim zdaniem, trzeba poprawić. Tylko że poprawić go, obawiam się, będzie bardzo trudno. Powtórzę po raz siódmy czy ósmy: być może taki projekt mógłby powstać w Brukseli, ale przy tych środkach i przy tak małej wiedzy świata o polskim wysiłku wojennym to złe użycie środków publicznych.

Powiedziałbyś to samo pomorskim żołnierzom AK, broniącym takiego kształtu muzeum, albo osobom, które deklarują, że jeśli program muzeum zostanie zmieniony, wycofają z wystawy swoje rodzinne pamiątki? Tak na przykład mówi wnuk obrońcy Helu, rozstrzelanego w Piaśnicy.

Uznałbym to za chichot losu. Przecież ja jestem za tym, by o wiele mocniej przedstawić to wszystko, co działo się tu, w Polsce, na przykład na Helu w 1939 roku czy w Piaśnicy. Myślę, że te deklaracje wynikają raczej z utożsamianiem się z dyrekcją muzeum niż ze zrozumienia, o co chodzi krytykom.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gdanszczanin

Panie Semka zajmijm sie pan skandalikami obyczajowymi i plotkarstwem .
Sam wiesz , ze tylko to jako tako potrafisz .
Historie zostaw tym ktorzy na tym sie znaja .

x
xaj

Ja wiem, że to musi doskwierać, gdy się nie potrafi kulturalnie dyskusji prowadzić, "polihistorze". Tego nie wyleczysz łatwo. Ale nieco pracy nad sobą, i tę przeszkodę przezwyciężysz. Jestem dobrej myśli :)

P
Polihistor

Ojkofobia wprawdzie nie boli, ale wyleczyć ją stanowczo warto, bo wstyd obnosić się z czymś takim.
A przy okazji można by podszlifować ortografię - to akurat do Lajkonika (swoją drogą - słusznie obrany nick)! :-)

g
goguś

a jak już sapie w nie da się wytrzymać, no ale on tak bardzo prawicowy i katolicki że nawet pewna poetka go zapamiętała

S
SPRINGER=HALT!!!!!!!!!

SPRINGER=HALT!!!!!!!!!

K
KUNDLE NA KOLANACVH!!

DZIENNIK=SZWABSKIE MEDIA=1939=CIĄG DALSZY

A
Antek Policmajster

Wójtowicza nie ma?

x
xaj

Może po prostu inni nie chcieli przyjąć zlecenia napisania negatywnej recenzji. A teraz trzeba udawać bezstronnego i obiektywnego specjalistę.

L
Lajkonik

Poświęciłem jakieś 20 minut by przeczytać recenzje i odpowiedź na nie i swoje zdanie mam. Rzecz w tym, że Pan Semka organicznie kłamie. I w recenzji i w wywiadzie "pali głupa". Czym innym jest odmienna opinia, a czym innym wprost rozmijanie się z faktami. Dużo mądrzej byłoby Panie redaktorze zaprosić do rozmowy kogoś, kto ma historyczną wiedzę i naukowy autorytet, nawet jeśli z wizją MIIWŚ się nie zgadza. A tak jest walenie cepem naczelnego propagandysty... Bezsensu.

Dodaj ogłoszenie