Piotr Należyty, prezes Lotosu Trefla Gdańsk: Anastasi chciał ciekawego projektu [ROZMOWA]

Patryk Kurkowski
armadapixels
Udostępnij:
Z Piotrem Należytym, prezesem Lotosu Trefla Gdańsk, rozmawiamy o finansach klubowych i o zatrudnieniu trenera Andrei Anastasiego.

Czy klub już jest w pełni rozliczony za poprzedni sezon?

- Udało nam się zrobić duży progres, jeśli chodzi o kwestię przepływów finansowych i zbilansowania budżetu. Co prawda pod koniec sezonu pojawiły się opóźnienia w płatnościach, ale w trakcie rozgrywek nie było z tym większych problemów.

Słyszałem, że opóźnienia sięgają nawet kilku miesięcy...

- W tym sezonie takich opóźnień nie było. Pojawiły się dopiero w końcówce sezonu, wcześniej płaciliśmy na bieżąco. Nie szukałbym tu jednak sensacji, bo dzieje się tak we wszystkich klubach. Budżet oparty jest na umowach reklamowych i sponsorskich, których płatność składa się z kilku, a czasami tylko jednej transzy. Pod koniec sezonu z różnych przyczyn pojawiły nam się opóźnienia we wpływach, ale wynika to z innych aspektów niż brak środków w budżecie.

Nie ma zagrożenia, że zaległości przeniosą się na budżet kolejnego sezonu?

- Absolutnie nie.

Patrząc na skład, to odnoszę wrażenie, że budżet jest większy. Ile w tym prawdy?

- Wysokość budżetu jest zbliżona do tego z poprzedniego sezonu. Więcej przeznaczymy na wynagrodzenia dla sztabu szkoleniowego, przede wszystkim dlatego, że dołączył do nas trener Andrea Anastasi. Nie jest jednak tak, że budżet jest wyższy. To raczej efekt optymalizacji wydatków na wszystkich płaszczyznach - od kontraktów zawodników po każdy inny aspekt funkcjonowania klubu. Myślę, że udało nam się wiele poprawić, ale wiele mamy jeszcze do zrobienia.

Czyli zawodnicy zeszli z ceny? Ktoś musiał ustąpić.

- Tak jak powiedziałem, to efekt zoptymalizowania wydatków na różnych płaszczyznach. Na pewno przez ostatnie lata trochę zmienił się rynek, jest coraz więcej zagranicznych zawodników, którzy chcą grać w Polsce. Obecnie można pozyskać interesującego siatkarza, płacąc rozsądne wynagrodzenie. Ważne jest też, że jako klub coraz bardziej zyskujemy na wiarygodności, a to też pozwala na łatwiejsze prowadzenie negocjacji. Gracze mogą nam zaufać, bo wiedzą, że wywiązujemy się z tego, co ustalamy.

Jak główny sponsor, czyli Grupa Lotos SA, podszedł do nowego sezonu?

- Nie chciałbym zbyt dużo mówić o tym aspekcie. Na pewno należy zapomnieć o zeszłym sezonie i spokojnie przygotowywać się do następnego. Wszyscy są zbudowani i liczą, że ten sezon będzie dobry. Myślę, że osoba trenera Anastasiego dobrze wpływa na takie postrzeganie. Mamy przed sobą dużo pracy i mam nadzieję, że wszystko zrealizujemy tak, jak sobie wyobrażamy.

Nie chce Pan mówić o konkretach, więc zapytam inaczej. Jak długo jeszcze obowiązywać będzie nowa umowa ze sponsorem tytularnym?

- Z Grupą Lotos negocjujemy umowę co roku, więc podpisujemy roczne kontrakty.

Jaki cel postawił Lotos?

- Konkretny cel ze sponsorem ustalimy w najbliższych dniach. Najważniejsze dla nas, to zrobić progres. Tak naprawdę każdy mecz jest dla nas celem. Liczymy, że ten zespół się odbuduje. Awans do play-offów to jest minimum, mimo że liga się powiększyła.

Kto wymyślił sprowadzenie trenera Anastasiego do Gdańska?

- Sondowaliśmy temat zatrudnienia trenera Anastasiego dosyć dawno i nie można powiedzieć, że to był pomysł tylko jednej osoby.

Wspominał Pan wcześniej, że nowy trener musi być dowódcą. Dlatego wybrano Anastasiego?

- To jeden z czynników. Szukaliśmy trenera, który ma doświadczenie i dużo osiągnął. Poza tym Andrea Anastasi jest w polskiej siatkówce chyba najbardziej rozpoznawalną postacią. Powiedziałbym, że nawet bardziej od większości zawodników. To nie była główna przesłanka, choć z pewnością staje się to pomocne w wielu obszarach. Kluczowa była jednak część sportowa. Ważne, że mamy doświadczonego szkoleniowca z wizją zespołu i liczymy, że wprowadzi u nas światowe standardy.

Z tego, co można było usłyszeć, to trener Anastasi bardziej niż o pieniądzach, myślał o składzie. To prawda?

- Sprowadzenie trenera Anastasiego nie było nieosiągalne. Na początku niektórzy mówili, że na tego trenera nas zupełnie nie stać. A tak naprawdę finanse nie były kluczową kwestią. Interesowało go stworzenie w Gdańsku ciekawego projektu.

Lista zawodników, których chciał trener Anastasi, była osiągalna?

- Na początku trochę się tego obawialiśmy, bo trener Anastasi przywykł do pracy z zawodnikami światowego formatu. Trochę się baliśmy, czy jego wymagania nie będą dla nas zbyt wysokie. Ale na każdej pozycji przedstawił nam rozsądne propozycje, z których staraliśmy się skorzystać.

Łatwiej było negocjować z zawodnikami, kiedy można było powiedzieć: mamy Anastasiego, chodź do nas?

- Tak. Zawodnicy chcą trenować ze szkoleniowcem o uznanej reputacji. Ci, którzy chcą się dalej rozwijać, wybiorą właśnie grę pod okiem takiego trenera. Zresztą pokazał to przykład Mateusza Miki, który miał ofertę ze Skry Bełchatów, finansowo lepszą od naszej, a jednak wybrał powrót do Gdańska.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie