reklama

Piotr Dominiak: Gospodarcza schizofrenia związkowców

Piotr DominiakZaktualizowano 
Piotr Dominiak
Piotr Dominiak
Zjeść ciasteczko i jednocześnie je mieć - to stare powiedzenie służy teraz opozycji do krytyki rządowej koncepcji prywatyzacji. I sporo w tym prawdy.

Ekipa premiera Tuska zabrała się do realizacji swojego pomysłu wyjątkowo niezręcznie i teraz ma za swoje. Żeby zarobić szybko, ale jednorazowo na sprzedaży państwowych spółek i jednocześnie nie pozbawić się źródła długookresowych dochodów (jak np. w przypadku KGHM) to droga dość karkołomna i łatwa do wykpienia. Trochę schizofreniczna. Trochę, bo daleko zaawansowaną schizofrenię widać u związkowców w lubińskim kombinacie.

Tamtejsi działacze, przeciwstawiając się prywatyzacji, szafują argumentami wyprzedaży majątku narodowego, "rodowych sreber", niemal zdrady interesów państwa. Kto sprzedaje swoje udziały prywatnemu inwestorowi działa na szkodę Polski! - krzyczą we wszystkich mediach. Bo takiego klejnotu jak KGHM państwo wyzbyć się nie może, to własność wszystkich Polaków. Państwo nie może, ale panowie związkowcy, z ich przywódcami - posłami PiS i SLD mogą. Zdębiałem, gdy bez żadnej żenady, w telewizyjnych "Faktach" przyznali, że swoje pracownicze akcje dawno sprzedali. I zarobiliśmy na tym - dodali z dumą. Komu sprzedali? Z pewnością nie państwu, tylko po prostu na publicznym rynku jakiemuś nieznanemu prywatnemu inwestorowi.

Nie ukrywam, że uśmiałbym się nieźle, gdyby okazało się, że w przyszłości nabywca tych udziałów przejmie firmę i wyrzuci pierwotnych posiadaczy akcji na zbity łeb. To byłaby dobra lekcja. Najlepsze lekarstwo na rozdwojenie jaźni.

Nic bowiem nie drażni mnie bardziej niż posługiwanie się patriotycznymi sloganami, wymachiwaniem narodową flagą, a czasem nawet religijnymi symbolami, w obronie własnych interesików, dalekich od społecznego dobra. Związkowcy w KGHM boją się prywatyzacji, bo boją się rachunku ekonomicznego. Przy jego pomocy nie da się przecież uzasadnić sensowności płacenia liderom związków po niemal 20 tysięcy złotych miesięcznie z kasy przedsiębiorstwa. Takich posad w prywatnych firmach nie ma. Szczególnie w tych, które chcą być konkurencyjne na rynku międzynarodowym.
Uśmiałem się też, gdy jeden z owych liderów tłumaczył w prasie, że koszty wydobycia w Lubinie są wyższe niż u zagranicznych konkurentów, bo pozyskuje się miedź z głęboko położonych złóż. Święta prawda. Ale nie przyszło mu do głowy, że te koszty są wyższe, bo płace w kombinacie są wywindowane ponad poziom ekonomicznie uzasadniony i że kilka miesięcy temu związki zawodowe mimo trudnej sytuacji w całej gospodarce wydusiły na zarządzie KGHM po 5 tysięcy premii na głowę.

Krzyk, że ewentualny prywatny inwestor nie będzie chciał inwestować w firmę, tylko zgarnie zysk, brzmi w tej sytuacji mało przekonywająco. Przy prawie 20 tysiącach zatrudnionych wymuszona premia wyniosła (bez pochodnych) prawie 100 mln złotych. Pracownicy doją kombinat znacznie sprawniej niż najbardziej krwiożerczy kapitalista.

Z tego nie wynika, że należy od razu sprzedać KGHM. Na pewno jednak trzeba ograniczyć siłę związków. Bo jeśli przyjąć, że miedź jest dobrem narodowym, to trzeba tak je traktować, a nie jak dobro związkowe bądź swoje własne.

Przy tej okazji przypomniała mi się stara rosyjska anegdota. Na bocznicy kolejowej dwaj strażnicy mieli pilnować cysterny ze spirytusem. Rano przyszedł właściciel i patrzy - cysterna pusta. Strażnikami zajął się sąd. Sędzia pyta: co stało się ze spirytusem? Sprzedalim - brzmi odpowiedź. A gdzie pieniądze? - docieka dalej sąd. Przepilim - wyznali ze skruchą oskarżeni. Dedykuję ją przywódcom związkowym w Lubinie, którzy akcje dostali, sprzedali, a pieniędzy, jak mi się zdaje, nie zainwestowali w swoją firmę.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krytyk

Panie Dominiak niech się więc pan zdecyduje sprzedać i przepić uzyskany dochód czy też zarządzać jak należy państwowym o szczegolnym znaczeniu zakładem. W państwowych zakładach zdaje się, że obowiązuje ustawa kominowa,
która poważnie ogranicza wygórowane płace dla związkowych liderów i nie tylko dla nich. A poza tym należy też pomyśleć o wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego, który powinien poważnie ukrócić horendalne dochody -
i nie tylko związkowców a także nie tylko w państwowych instytucjach
( vide: zarobki geniusza Bieleckiego, szefa banku PKO SA w wysokości 4,5 mil. zł rocznie - kryzys tu nic nie ma do sprwy! ).
Oczywiście, tu jest gwarantowany protest p. Dominiaka i nie tylko jego!
Więc panie Dominiak "dla Polszi samoje łudszeje reszenije to prodat' i propit'!"
A jeśli już odwołujemy się do radzieckich idei to
Wania na partijnom sobraniju sowietował: ja predłagaju nie proganiat' USA tolko tak łop w łop z nimi gonit' w pieriod - zapytany: poczemu że nie prognat' odpowiedział:
kogda prognajem USA, to naszu gołoju żopu budet' widno!

Dodaj ogłoszenie