Pingwiny na plaży, a Lis w TV

    Pingwiny na plaży, a Lis w TV

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Bałtycki

    Święta wypadają u nich w lecie, ale śniegu mają więcej niż my. O radościach i zmartwieniach polskich polarników na Antarktydzie pisze Henryk Tronowicz
    6listopada 2008 r. - tę datę dobrze zapamiętają polscy polarnicy ze Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego, na Wyspie Króla Jerzego (archipelag Szetlandów Południowych). Tego dnia - po włączeniu telewizora - zaczęli podskakiwać i tańczyć z radości. Na ekranie ukazały się bowiem znajome twarze warszawskich prezenterów telewizyjnych. Załoga polskiej stacji na antypodach mogła znów posłuchać programu, w którym Tomasz Lis drze koty w dyskusji z posłami i ministrami, a po kolacji mogli w TVP obejrzeć "Złotopolskich".


    Dla polskiej załogi był to dzień wyjątkowy. Dotychczas nasi polarnicy byli praktycznie odcięci od świata, nie mieli dopływu nowin, nie mogli oglądać filmów ani transmisji sportowych. Teraz zmieniło się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Telewizja satelitarna to tylko jedno z udogodnień, do których uzyskali dostęp. Równocześnie otrzymali bezprzewodową internetową łączność telefoniczną z Warszawą i z Gdańskiem - VoIP (szczyt dzisiejszej techniki!), pozwala na zainstalowanie telefonu stacjonarnego w dowolnym miejscu na globie. Tak więc dzielni polarnicy zaczęli sobie wyrywać słuchawkę... Każdy z nich jako pierwszy chciał zadzwonić do domu, usłyszeć głos żony, dzieci, dowiedzieć się o zdrowie i najświeższe rodzinne wydarzenia.

    Od tamtego dnia na stacji Arctowskiego można wreszcie korzystać także z internetu.
    Świętym Mikołajem, któremu polarnicy zawdzięczają pojawienie się tych cudów techniki, jest Tomasz K. Bobrowski, elektronik z Gdyni. Jego firma Profan współpracuje od kilku lat z różnymi agendami Polskiej Akademii Nauk. W roku 2005 uruchomiła na Spitsbergenie łącza internetowe w stacji Instytutu Geofizyki.

    Trzy miesiące temu Profan przyjął od PAN zlecenie na instalację anteny satelitarnej w Stacji Arctowskiego. Terminal i czaszę anteny zakupiono w Argentynie. Natomiast maszt i oprzyrządowanie wyeskpediował Bobrowski statkiem z Gdyni. Podróż do Buenos Aires odbył samolotem, a stamtąd na Szetlandy jednym z - licznie kursujących w tym regionie - rosyjskich statków wycieczkowych.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo